Komentarz Jacka Zalewskiego: Ta rezolucja niczego nie przyspieszy

Jacek Zalewski
22-01-2009, 07:44

Dzisiaj Sejm podejmie temat pierwszeństwa jajka przed kurą czy odwrotnie. Nie tak dosłownie, ale odwieczny biologiczno-filozoficzny spór odzwierciedla dwa spojrzenia na ratyfikację unijnego traktatu z Lizbony, podpisanego 13 grudnia 2007 r. Posłowie przeprowadzą drugie czytanie projektu rezolucji wzywającej prezydenta RP do jak najszybszego ratyfikowania traktatu.

W hierarchii aktów prawnych rezolucja stoi poniżej uchwały Sejmu, a mówiąc dosadnie — w ogóle nie znajduje miejsca w konstytucyjnym porządku prawnym. To akt czysto polityczny, taka kolektywna wersja oświadczeń poselskich. Projekt rezolucji dotyczącej Lizbony wysmażony został w lipcu 2008 r. przez Prezydium Sejmu, ale chyba sami autorzy nisko ocenili użyteczność swego produktu, skoro na pół roku go odłożyli. Rezolucję gwałtownie odkurzyli po kryzysie gazowym i we wtorek komisje uzupełniły projekt o zapis, że ratyfikacja Lizbony posłuży umocnieniu solidarności energetycznej UE, co jest palącą koniecznością. To wątek bardzo miły uchu głowy państwa.

Prezydent zgadza się z lejtmotywem rezolucji, że podpis powinien złożyć "jak najszybciej" — tyle że rozumie to inaczej niż strona rządowa. Obiecał podpisać niezwłocznie po hipotetycznym zwycięstwie powtórnego referendum w Irlandii, planowanego ewentualnie na październik. Brukseli, a u nas premierowi Donaldowi Tuskowi chodzi zaś o to, by Irlandczyków właśnie przed referendum zachęcić informacją, że wszystkie pozostałe państwa UE ratyfikację zakończyły i czekają tylko na Zieloną Wyspę.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Komentarz Jacka Zalewskiego: Ta rezolucja niczego nie przyspieszy