Komentarz Jacka Zalewskiego: Trzecie podejście chyba też spalone

Jacek Zalewski
13-05-2008, 07:41

Co prawda do rozstrzygnięcia pozostały jeszcze ponad dwa tygodnie (decyzja 30 maja), ale już teraz można obstawiać, że  Wrocław trzeci raz obejdzie się smakiem.

Po nieudanych próbach sięgnięcia po organizację wystaw światowych EXPO — uniwersalnej w roku 2010 i tematycznej w 2012 — teraz ktoś inny otrzyma centralę Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT). Społeczna akcja zbierania podpisów pod apelem do szefów państw i rządów UE, aby wskazali Wrocław, jest równie patriotyczna, co spóźniona i nieskuteczna.

W takich sytuacjach zawsze zdumiewa mnie zachwyt nad walorami naszej kandydatury, kompletnie nieuwzględniający, że inni też coś umieją. W kwestii EIT zaś wzrusza swoją naiwnością argument, że przecież Komisja Europejska obiecała lokalizowanie nowych unijnych instytucji w nowych państwach członkowskich. Wszystko się zgadza, właśnie dlatego miasta starające się o centralę EIT reprezentują przede wszystkim naszą strefę — poza Wrocławiem to ogólny faworyt Budapeszt oraz sprytnie zestawiony zespół Bratysławy z Wiedniem. Aspiruje również ośrodek pod Barceloną, ale jeśli unijna obietnica ma zostać spełniona, to nie ma szans.

Współczesne kampanie promocyjne nie mogą polegać na szarży i rzucie na taśmę, dlatego szanse Wrocławia nie są duże. Ale gdy centrala EIT przepadnie, nie będzie sensu kolejny raz rozdzierać szat i lamentować. Tak po prostu w przyrodzie jest, że ktoś musi przegrać, aby wygrał ktoś. Przypomnijmy chociażby rywalizację o igrzyska olimpijskie 2012, kiedy pewniak Paryż już był w ogródku, już witał się z gąską — a tu szok, bo w ostatnim głosowaniu triumfował Londyn. Po prostu więcej członków MKOl wolało Tamizę od Sekwany. Inna sprawa, że w takich razach bardzo brakuje wyników głosowania jawnego.

W dobie globalizacyjnego przyspieszenia już nie trafiają się okazje przechwycenia jakiejś imprezy czy przedsięwzięcia leżącego odłogiem. Jeśli ktoś nie ma pieniędzy, to stara się nadrobić ten brak wolą ludu. Rok temu 90 mln głosujących przez internet i sms -y wybrało siedem nowych cudów świata wzniesionych przez człowieka. W dniu ogłoszenia laureatów, 7.07.07, akurat byłem w triumfującej jordańskiej Petrze. Szał społecznej radości, punkty dla spijającego śmietankę króla Abdullaha II, etc. Ale w tej światowej zabawie wszystkich przebiła Ameryka Łacińska — po gigantycznej mobilizacji miliony głosów z tego kontynentu wstawiły do siódemki aż trzy obiekty: zagubione miasta Machu Picchu (Inków) i Chichén Itzá (Majów) oraz Chrystusa Zbawiciela, górującego nad Rio de Janeiro.

Szkoda, że spontaniczny polski lobbing za Wrocławiem realnie wiele mu w staraniach o EIT nie pomoże. No, ale przynajmniej przedłuży nadzieje…

Jacek Zalewski, j.zalewski@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Komentarz Jacka Zalewskiego: Trzecie podejście chyba też spalone