Komentarz Piotra Kuczyńskiego: amerykańskie indeksy przełamały ważne wsparcia techniczne

Xelion
08-11-2007, 07:05

Środę złoty zaczął od umocnienie a do obu głównych walut. Była to prosta konsekwencja gwałtownego wzrostu kursu EUR/USD. Jednocześnie jednak szybko spadał kurs USD/JPY, a to zmuszało do zamykanie pozycji otwartych w procesie carry trade i szkodziło naszej walucie. Dlatego też przed południem kursy walut zaczęły rosnąć. Skończyło się osłabieniem złotego do  euro i wzmocnieniem do dolara. W dalszym ciągu obraz rynku jest pro-złotowy.

W czwartek złoty będzie reagował na ruchy kursu EUR/USD, który z kolei będzie bardzo podatny na to, co powiedzą Ben Bernanke i Jean-Claude Trichet. Nie spodziewam się oderwania naszej waluty od rynków światowych. W piątek powinno być podobnie, ale możliwe jest wejście złotego w przedweekendową korektę. Wydaje się niezwykle mało prawdopodobne, żeby korzystny dla złotego układ techniczny do końca tygodnia się zmienił.

GPW rozpoczęła środę, tak jak i inne giełdy europejskie wzrostami indeksów. Okazało się, że BZ WBK pokazał duży wzrost zysku kwartalnego (w stosunku do poprzedniego kwartału o ponad 30 procent), ale było on nieco niższy od rynkowego konsensusu. Kurs jednak rósł, co nieźle rokuje innym bankom. Nawiasem mówiąc nawet później, kiedy indeksy spadały najlepiej zachowywały się właśnie akcje banków. To pierwszy sektor gotowy do wzrostu wtedy, kiedy trendy się odwrócą.

Sielanka trwała jednak w środę bardzo krótko. Nasza giełda znowu szybciej niż inne rynki europejskie zareagowała na wzrost ceny ropy i umocnienie euro. Indeksy od początku sesji osuwały się i już po godzinie WIG20 znalazł się na solidnym minusie, a kończył blisko dwuprocentowym spadkiem. Jeszcze gorzej zachowywał się rynek mniejszych spółek. MWIG40 spadał chwilami blisko 4 procent Zakończył spadkiem o 3,2 proc,). Od pewnego czasu na wykresie indeksu cenowego widać było, że trwa spadkowa fala C korekty. Teraz widać to również na wykresie MWIG40. Marną pociechą jest to, że powinna to być fala ostatnia przed wzrostami.

Najgorsze w tych dużych spadkach było to, że gwałtownie wzrósł obrót, co wagę tego spadku znacznie zwiększa. Również tak duży spadek na tle spokoju panującego na innych rynkach europejskich sygnalizował, że nasi zarządzający zdecydowanie gorzej niż zagranicznie oceniają sytuację. Nic w tym dziwnego, bo to co dzieje się na rynku walutowym i surowców musi bardzo niepokoić.

Dla GPW zarówno w czwartek jak i w piątek istotne będzie to, co wydarzy się na giełdach zagranicznych. Zaliczka z rynku amerykańskiego jest dla byków niekorzystna, a nastroje fatalne. Jeśli nawet w ciągu ostatnich 2 sesji tygodnia dojdzie do jakiegoś odbicia to nie radziłbym wtedy kupować akcji. Warto jednak zwrócić uwagę na reakcje rynku na publikację raportu kwartalnego TVN (czwartek) i PKO BP (piątek). Najgorsze dla posiadaczy akcji byłoby, gdyby wyniki były lepsze od oczekiwań, a kursy akcji spadły. Sygnalizowałoby to, że dobre wyniki są już zdyskontowane, a inwestorzy oczekują ich pogorszenia w przyszłości.


Indeksy amerykańskie przełamały ważne wsparcie techniczne

W środę rano gracze na europejskich giełdach wykazali się wręcz bohaterstwem. Indeksy od początku sesji rosły, mimo tego, że kurs EUR/USD wręcz pędził na północ, a cena ropy wyraźnie przekraczała 98 USD za baryłkę. Nie szkodził Europejczykom nawet spadek kontraktów na amerykańskie indeksy. Taki stan trwał jednak niecała godzinę - indeksy załamały się i szybko zanurzyły się w obszarze negatywnym. Jednak trzeba odnotować, że spadki były bardzo ograniczone, co w sytuacji ewidentnej paniki na rynku walutowym i surowcowym można było uznać za duże osiągnięcie byków. Po publikacji danych makro w USA i przed rozpoczęciem amerykańskiej sesji indeksy nawet zmniejszyły skalę spadków do kosmetycznych rozmiarów, mimo że kontrakty na amerykańskie indeksy mocno spadały. Najwyraźniej gracze byli zdezorientowani tym, że po dużych wzrostach indeksów w USA zanosiło się na duże spadki i czekali na wyjaśnienie sytuacji.

Na rynkach amerykańskich panowała w środę bardzo nerwowa atmosfera. Przypomnijmy, że we wtorek po sesji General Motors (GM) poinformował, że zaksięguje w trzecim kwartale stratę w wysokości 39 mld USD (w latach 1993 - 2004 miał łączny zysk w wysokości 43 mld USD). Ta olbrzymia strata wynika z "łącznych strat w ciągu ostatnich 3 lat na rynkach USA, Niemiec i Kanady". Już to wystarczyło, żeby nastroje były nienajlepsze.

Tym razem szkodziła też słabość dolara. W nocy Chiny oświadczyły, że będą dywersyfikowały swoje olbrzymie rezerwy walutowe lokując je w mocnych walutach. Zostało to odebrane (słusznie) jako częściowe odejście od dolara, co przeceniło amerykańską walutę zarówno w stosunku do euro jak i do japońskiego jena. Nie pomogły dolarowi dane makro. Były znacznie lepsze od oczekiwań. Wstępne dane pokazały, że wydajność pracy w trzecim kwartale wzrosła aż o 4,9 procent (oczekiwano 3,1 proc.), a jednostkowe koszty pracy spadły o 0,2 proc. (oczekiwano wzrostu o jeden procent). Takie dane z całą pewnością nie zmniejszają prawdopodobieństwo obniżki stóp, bo są anty- inflacyjne. Słaby dolar pomaga gospodarce USA, bo zwiększa jej konkurencyjność, ale gracze zaczęli się niepokoić, że sygnał dany przez Chiny doprowadzi do niekontrolowanego upadku amerykańskiej waluty, a to zmusi zagranicznych inwestorów do wycofania się z amerykańskich akcji.

Wzmocnienie jena mogło wywołać zamykanie pozycji otwartych w procesie carry trade. Widać to było szczególnie mocno na rynku miedzi (staniała o 2,4 proc.) i ropy. Złoto, najmocniej negatywnie skorelowane z dolarem, jednak znowu zdrożało. Handel kontraktami na ropę był szczególnie ekscytujący. W nocy cena baryłki zbliżyła się już do 99 USD, przed otwarciem sesji w USA krążyła wokół 98 USD, żeby w końcu się załamać. Pretekstem był nieco mniejszy spadek zapasów w USA, ale tak naprawdę to graczy straszył poziom 100 USD, więc postanowili zrealizować zyski, a mocny jen im w tym pomógł. Cena baryłki spadała już ponad dwa procent, ale w końcu sesji kupujący znowu uderzyli i spadek okazał się być kosmetyczny. Niewykluczone, że pod poziomem 100 USD ropa trochę postoi. 

Zamieszanie z rynku walutowego i surowców dotarło na rynek akcji. Oczywiście traciły mocno akcje GM, ale to nie było wszystko. Znowu pojawiły się obawy o stan sektora finansowego. Akcje Washington Mutual traciły najszybciej od 20 lat po tym jak Andrew Cuomo, Prokurator Generalny Nowego Jorku, oświadczył, że udzielane przez ten bank kredyty hipoteczne nie powinny być sprzedawane do Fannie Mae i Freddie Mac (spółki wspierane przez rząd finansujące kredyty hipoteczne). Ceny akcji tych dwóch spółek też mocno taniały, bo zarządy dostały wezwanie do prokuratury. To jednak nie było wszystko. Capital One Financial (największy niezależny wystawca kart kredytowych) poinformował, że w 2008 roku jego straty wzrosną bardziej niż to wcześniej prognozował. To oświadczenie doprowadziło do przeceny innych wystawców kart z American Express na czele. Mocno taniały też akcje American International Group (AIG), bo podejrzewano, że ta firma po sesji też poinformuje o utworzeniu dużych rezerw.

Po trzech godzinach sesji indeks S&P 500 testował wsparcie na wysokości 1.490 pkt. Ponieważ już pięć razy w ciągu ostatnich 3 tygodni (ostatnio w poniedziałek) bykom udawało się doprowadzić do błyskawicznego odwrotu właśnie od tego poziomu to i tym razem popyt w tym miejscu zaatakował. Jasne było, że zadecyduje ostatnia godzina sesji, wiec rynek zamarł w bezruchu, bo technicy wiedzieli, że konsekwencje techniczne przełamania wsparcia byłyby olbrzymie. Nie udało się go obronić, więc w ostatnich minutach sesji zapanowała panika. Kierownica przeszła w ręce niedźwiedzi.

Po sesji raporty kwartalne opublikowały AIG (największy ubezpieczyciel) i Cisco. Reakcja na te publikacje była bardzo "niedźwiedzia". Wyniki AIG były dużo gorsze o od oczekiwań z powodu strat tego ubezpieczyciela na rynku kredytów hipotecznych. Cisco pokazało 37 - procentowy wzrost zysku i zapowiedziała solidny wzrost przychodów, ale za mały jak na wymagania inwestorów i kurs po sesji spadł o dziewięć procent. Najgorsze było to, że John Chambers, szef firmy, powiedział, że zamówienia z sektora bankowego "zmniejszają się w dramatycznym tempie". Na domiar złego Morgan Stanley poinformował o utworzeniu rezerw w wysokości 3,7 mld USD. Co prawda kurs lekko wzrósł, bo spodziewano się gorszych informacji, ale co optymistycznego można znaleźć w stwierdzeniu, że "straty mogą ulec znacznemu zwiększeniu"? Nic dziwnego, że zarówno indeks handlu posesyjnego AHI jak i kontrakty na indeksy amerykańskie oraz indeksy azjatyckie rano mocno spadały. Czeka nas gorący dzień.

Dzisiaj omówię to, co może się wydarzyć na rynkach, jeśli patrzy się na nie przez pryzmat kalendarium, bo wyjeżdżam w delegację. W czwartek główną role odgrywać będą szefowie banków centralnych. Decyzje o poziomie stóp procentowych podejmują zarówno Bank Anglii jak i ECB, wypowiada się też Ben Bernanke, szef Fed. Europejskie banki poziomu stóp procentowych nie zmienią, ale zagadką jest to, co powie podczas konferencji prasowej Jean-Claude Trichet, prezes ECB. Bank jest w bardzo niekomfortowej sytuacji, bo inflacja rośnie zdecydowanie szybciej niż tego oczekiwano, ale mocny euro (im wyższe stopy tym waluta mocniejsza) szkodzi gospodarce strefy euro. Politycy zwiększają naciski na przynajmniej utrzymanie obecnego poziomu stóp lub nawet na ich obniżenie. ECB powinno dbać tylko o inflację, ale jasne jest, że pozostałych czynników zlekceważyć nie może. Dlatego też wynikiem będzie brak akcji, a prezes banku będzie musiał w swoim wystąpieniu bardzo ważyć słowa. Stawiam na "jastrzębie" wypowiedzi, bo zmniejszać one mogą oczekiwania inflacyjne. Teoretycznie powinny one wzmacniać euro, ale bardzo wątpię, żeby gracze dali się na nie nabrać. Dlatego też nie wykluczam, że euro nawet osłabnie. Rynkowi akcji nie powinna ta konferencja zaszkodzić.

Po południu przed Połączonymi Komisjami Kongresu występuje Ben Bernanke i to wystąpienie może znacznie wpłynąć na zachowanie rynków. Zdecydowanie nie wiemy, co może powiedzieć szef Fed. Nie wiadomo przecież, czy zmienił zdanie na temat inflacji i stanu gospodarki amerykańskiej oraz kryzysu na rynkach nieruchomości i kredytowym. Zakładam, że będzie chciał pozostawić inwestorów w stanie niepewności, co szkodziłoby posiadaczom akcji, ale nie mogę również wykluczyć, że byki wyciągną jedno zdanie i na tym zbudują zwyżkę cen akcji. Tak czy inaczej po 16.00 gracze powinni być szczególnie ostrożni. W tej sytuacji raport o tygodniowej zmianie bezrobocia zniknie gdzieś w tle. Nie znaczy to jednak, że nie będą miały znaczenie raporty kwartalne spółek, których w czwartek będzie znowu sporo.

Po tych emocjach piątek będzie dniem odpoczynku. Oczekuję, że aktywność rynków znacznie spadnie, bo raportów kwartalnych spółek będzie mało, a publikowane w piętak dane makro zazwyczaj nie mają większego znaczenia dla zachowanie graczy. Jest ich sporo, ale dane o cenach w eksporcie i imporcie obserwowane są tylko przez ekonomistów - gdyby jednak ceny w imporcie (bez ropy) znacznie wzrosły to ten raport mógłby umocnić dolara, bo wzrosłoby zagrożenie wzrostem inflacji. Teoretycznie dla rynku walutowego duże znaczenie ma bilans handlu zagranicznego USA, ale od dawna nie widziałem większych i trwałych zmian kurów walut po jego publikacji. Logiczne byłoby, gdyby dolar osłabł przy wzroście deficytu i umocnił się po jego spadku. Dla rynku akcji to dane bez znaczenia. Dowiemy się też jak nastroje na początku miesiąca ocenia Uniwersytet Michigan, ale publikowany przezeń indeks nastroju będzie jeszcze weryfikowany, więc większego wpływu na rynek nie powinien mieć. Poza tym indeksy nastroju od dawna nie są dodatnio skorelowane z danymi na przykład o sprzedaży detalicznej, a przecież to one mają znaczenie dla gospodarki.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: amerykańskie indeksy przełamały ważne wsparcia techniczne