Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Banki centralne znowu w akcji

Xelion
19-12-2007, 09:45

We wtorek europejscy inwestorzy nie bardzo wiedzieli, co mają robić. Z jednej strony kusiły rosnące kontrakty na  amerykańskie indeksy, co zachęcało do polowania na odbicie w USA, a z drugiej szkodziła świadomość tego, że przecież sytuacja od poniedziałku się nie zmieniła.

Rezultatem były chaotyczne ruchy indeksów, po których ustabilizowały się one w okolicach poniedziałkowego zamknięcia. Czekano na rozwój sytuacji, ale koło południa zaczęła przeważać chęć zapolowania na odbicie w USA i indeksy ruszyły szybko na północ.

Bardzo pomagała bykom informacja o działaniach ECB i Banku Anglii, które dosłownie zalały we wtorek rynek tanim pieniądzem. ECB w ostatnich 2 tygodniach (w celu zapewnienie płynności rynku) w końcu roku zasilił system kwotą 500 mld euro. Zapowiedział też, że zapewni finansowanie wszystkim chcącym pożyczyć pieniądze na okres 2 tygodni. Pomagało też to, że wreszcie zaczęło spadać oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym. Wydawało się, że indeksy europejskie wzrosną dobrze ponad jeden procent, ale zakończenie sesji w Europie przypadało na okres, kiedy indeksy w USA wyraźnie spadały, więc sesje zakończyły się neutralnie.

Przed sesją w USA wydawało się, że informacje o działaniach ECB i Banku Anglii, amerykańskim bykom również bardzo pomogą. Poza tym specjalne posiedzenie Fed w sprawie zmian prawa zakończyło się przyjęciem rozwiązań, które w przyszłości zabezpieczą w większym stopniu Amerykanów przed nieuczciwymi praktykami kredytodawców. Jednak Amerykanie mieli wątpliwości. Nie miały dla nich znaczenia dane z rynku nieruchomości. Były co prawda słabe, bo w USA w listopadzie wybudowano o 3,7 procent domów mniej niż przed miesiącem i wydano o 1,5 procent mniej zezwoleń na ich budowę, ale mniej więcej takich liczb rynek oczekiwał. W obu przypadkach dane były gorsze o około 24 procent w porównaniu do zeszłego roku. To był dwudziesty miesiąc spadku, czym trudno się cieszyć. Jednak, jeśli rynek czegoś oczekuje to nawet potwierdzenie złych informacji nie doprowadza już do przeceny. Poza tym to nie ilość wybudowanych domów jest ważna dla gospodarki, a jedynie ich cena sprzedaży.

Nic dziwnego, że rynek walutowy i surowców nie otrzymały mocnych impulsów. Dlatego też notowania wyraźnie się "rozjechały". Kurs EUR/USD praktycznie nie uległ zmianie. Cena ropy zmieniała się dynamicznie przez cały dzień reagując wpierw na wejście oddziału tureckich żołnierzy do Iraku (w pogoni za partyzantami kurdyjskimi), a potem na jego bezkonfliktowe wycofanie. Skończyło się na jednoprocentowym spadku ceny. Nadal taniała, ale tym razem kosmetycznie miedź. Ponad jeden procent zdrożało złoto, bo inwestorzy patrząc na rosnące ceny przednicy zaczęli zabezpieczać się przed inflacją.

Na rynek akcji docierały bardzo niejednoznaczne informacje. Drożały akcje Adobe. Po poniedziałkowej sesji reakcja na publikację lepszego od oczekiwań raportu kwartalnego tej firmy były negatywna, ale pomógł jej we wtorek Deutsche Bank dając rekomendację "kupuj" i to była chyba jedyna jednoznacznie dobra informacja. Wydawało się, że będą zyskiwały akcje Goldman Sachs po opublikowaniu lepszego od oczekiwań rynku raportu kwartalnego. Okazało się jednak, że prognozy spółki na najbliższy czas były bardzo ostrożne, a to poprowadziło ich kurs na południe. Można było też oczekiwać, że ucieszy inwestorów sieć sprzedaży detalicznej Best Buy, która opublikowała lepszy od oczekiwań raport kwartalny. Jednak i w tym przypadku prognozy były wyraźnie gorsze od oczekiwań. Można było mieć nadzieję, że kursowi Apple pomoże artykuł w Wall Street Journal. Gazeta twierdzi, że Apple prowadzi rozmowy w Japonii, gdzie ma zamiar sprzedawać IPhony. Jednak przez dłuższy czas również ten kurs spadał (sesja zakończyła się wzrosłem), bo obawiano się, że zwalniająca gospodarka zmniejszy wydatki inwestycyjne firm, a to zaszkodzi i tej spółce.

Jak widać powodów do zachwytów było niewiele, więc nic dziwnego, że indeksy giełdowe po dość mocnym otwarciu zaczęły spadać i po 2,5 godzinach sesji były już na solidnym minusie - indeks S&P 500 spadał już 0,7 proc. Od tego momentu rozpoczęła się jednak szarża byków. W komentarzach pojawią się zapewne obfite uzasadnienie tego odrodzenia popytu, ale nie radziłbym w nie wierzyć. Powód był prosty - indeksy spadały już trzecią sesję z rzędu i zbliżyły znacznie do poziomu listopadowego dna. Inaczej mówiąc powód wzrostu był czysto mechaniczno-techniczny z domieszką window dressing na koniec roku i gry przed piątkowym wygasaniem grudniowej linii instrumentów pochodnych. Wyszło z tego jedynie niezbyt mocne odbicie, które nic w obrazie rynku nie zmieniło.

Dzisiaj przed południem niemiecki instytut Ifo opublikuje swój indeks klimatu gospodarczego. Inwestorzy ufają publikacjom tej instytucji, więc możemy zobaczyć (nietrwałe) reakcje rynków. Zapowiadany jest kosmetyczny spadek tego indeksu i gdyby rzeczywiście taki był to reakcja będzie minimalna - być może nawet nie da się jej zobaczyć. Znaczny spadek zaszkodziłby euro i akcjom. Kompletnie nieoczekiwany wzrost podziałaby odwrotnie. W USA dzisiaj jednym raportem są informacje o zapasach ropy i paliw. Najczęściej wykorzystywane są one do wywołania szybkich, nierzadko nielogicznych, ruchów cen ropy. Dla akcji (jeśli patrzymy przez pryzmat kalendarium) najważniejsze powinny być raporty kwartalne, które opublikują Nike, a przede wszystkim Oracle. To już jednak znajdzie odbicie na czwartkowej sesji. Jeśli noc nowego się nie pojawi to dzisiaj otwiera się przed bykami szansa na kontynuowanie zwyżki.


Arbitraż stawia handel na głowie

Na naszym rynku walutowym też, podobnie jak na rynkach światowych zapanował we wtorek od rana marazm. Jedna w drugiej połowie dnia, kiedy lekko rósł kurs EUR/USD u nas złoty powoli zaczął się wzmacniać. Udało się zachować to umocnienie naszej waluty do obu głównych walut, co przed posiedzeniem RPP, która może podnieść stopy nie może dziwić.

Na GPW we wtorek nadal szaleli arbitrażyści. Rządziły indeksami i kursami akcji tylko i wyłącznie zlecenia koszykowe. Naprawdę najwyższy już czas, żeby giełda coś z tym fantem zrobiła (na przykład wprowadziła WIG30 lub 40), bo to, co się dzieje wykoślawia tak dramatycznie obraz rynku, że wielu graczy traci chęć do inwestowania. Mam wiele takich sygnałów. Po początkowym pozytywnym otwarciu arbitrażyści już po godzinie doprowadzili do spadku WIG20 o prawie 3 procent. Nie była to żadna panika. Zawodowcy wiedzieli, że to był tylko i wyłącznie wynik transakcji koszykowych. Najmocniej ważył na indeksie spadek ceny akcji Pekao (poniedziałkowego lidera rynku dużych spółek).

Bardzo szybko z tego dużego spadku wróciliśmy na bardziej rozsądny poziom minus jednego procenta, a potem indeksy nadal rosły aż do poziomu bliskiego poniedziałkowemu zamknięciu, gdzie WIG20 ugrzązł na 4 godziny. Fixing zapewnił nam jednak 0,9 proc, spadku tego indeksu. Warto zauważyć, że MWIG40 spadł jedynie o 0,15 proc. Obroty były bardzo duże, ale nadal przypisywać to trzeba przede wszystkim transakcjom arbitrażystów. Dopóki nie zakończymy tego tygodnia to trudno będzie mówić o w miarę normalnym handlu, a wszelkie sygnały analizy technicznej będzie można spokojnie zlekceważyć.

Dzisiaj dowiemy się, jaka w Polsce była w listopadzie inflacja w cenach produkcji sprzedanej (PPI) oraz o ile wzrosła dynamika produkcji. Inflacja PPI nie jest tą miarą wzrostu cen, którą RPP podejmując swoje decyzje bierze mocno pod uwagę, ale z pewnością ją też analizuje. W sytuacji, kiedy inflacja staje się tematem dnia dużo wyższy wzrost PPI (oczekiwany to 2,8 proc.) powinien rynki zaniepokoić. Gdyby tak się stało to może nieznacznie zaszkodzić akcjom i wyraźnie pomóc złotemu we wzmocnieniu. Dynamika produkcji to już inna historia. Ostatnio wzrosła o ponad dziesięć procent, co oddaliło obawy o nadejście ochłodzenia. Zobaczymy, czy i w listopadzie wzrost był zbliżony. Wzrost w okolicy 10 procent (średnia prognoza mówi o 8,9 proc.) zostałby przyjęty spokojnie. Wyraźny spadek dynamiki (na przykład do 5 procent) teoretycznie powinien zaszkodzić akcjom i złotemu.

Jednak rynek będzie czekał przede wszystkim na decyzję RPP. Przypominam, że prawdopodobieństwo podwyżki stóp jest równe 50 procent. Rada zazwyczaj nie zmienia stóp w grudniu, ale jeśli i tak wie, że musi je podnieść w styczniu to może zrobić wyjątek. Z tego wynika, że brak podwyżki zostanie przyjęty wzruszeniem ramion - słusznie, bo za parę tygodni stopy wzrosną. Podniesienie stóp do 5,25 proc. mogłoby zostać odebrane przez rynki jako pokaz bardzo "jastrzębiego" nastawienia RPP, a to działałoby w kierunku wzmocnienie złotego i szkodziłoby akcjom. Zakładam jednak, że na obu rynkach przeważy wpływ czynników zewnętrznych oraz oczywiście działania arbitrażystów. W tej sytuacji stawianie prognozy na dzisiejszą sesję mija się z celem.

 

Komentarz przygotował
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Banki centralne znowu w akcji