Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Byki na GPW były bardzo słabe

Xelion
18-10-2007, 09:38

W środę złoty od rana odrabiał wtorkowe straty reagując na delikatny wzrost kursu EUR/USD. Po publikacji danych makro w USA kursy walut przyspieszyły spadek. Po południu jednak, kiedy kurs EUR/USD zawrócił i u nas sytuacja nieco się zmieniła. Nieco, bo jednak złoty umocnił się do dolara - stracił jednak w stosunku do euro (w obu przypadkach nieznacznie). Jak widać trudno będzie o odwrócenie trendu na naszym rynku walutowym.

Dzisiaj dowiemy się, jaka była we wrześniu dynamika produkcji i jej ceny (inflacja PPI). Na PPI mało kto zwraca uwagę, ale dane o dynamice produkcji będą pilnie obserwowane. Prognozy mówią, że wzrośnie o nieco ponad sześć procent, co byłoby znacznym spadkiem w stosunku do danych z sierpnia. Dane lepsze dobrze wróżyłyby gospodarce, a poza tym zmniejszałyby obawy o nienadążanie wydajności pracy za płacami. Dane bardzo słabe (poniżej pięciu procent) będą kolejnym ostrzeżeniem nadchodzącego ochłodzenia gospodarki. Giełda na te dane rzadko ostatnio reaguje, ale im wyższa będzie produkcja tym w dłuższym okresie lepiej dla akcji. Jeśli chodzi o złotego to przy słabych danych RPP miałaby problem, bo teoretycznie powinna dbać tylko o zapewnienie niskiej inflacji, ale od pewnego czasu zerka też i na gospodarkę. Niska wydajność pracy sprzyjałaby inflacji, czyli podniesieniu stóp i co za tym idzie złotemu. Nie wiem jednak, czy RPP nie przestraszy się tego, że podwyżka stóp zaszkodzi gospodarce.

Spójrzmy na akcje. We wtorek nasz rynek od rana wykazywał olbrzymią ostrożność. Wzorowano się najwyraźniej na zachowaniu giełd europejskich, gdzie gracze też nie ulegli naciskowi płynącemu z raportów kwartalnych Intela i Yahoo. Nie można wykluczyć, że takie ostrożne zachowanie wynikało również (chociaż w mniejszym stopniu) z decyzji Indii, które ograniczyły możliwości inwestowania w instrumenty pochodne. Te właśnie instrumenty są najbardziej lubiane przez fundusze hedżingowe. Taka decyzja wynikała z chęci ograniczenia napływu kapitału spekulacyjnego, który ostro podnosił kurs akcji i wzmacniał rupię. Można powiedzieć, że Indie zdecydowały się na interwencję, żeby za cenę większej korekty uniknąć w przyszłości krachu. Można to traktować jako ciekawostkę, ale nie można jednak wykluczyć, że przykład Indii będzie zaraźliwy. Obawy o to, że takie decyzje podejmą inne rządy krajów rozwijających się mogą szkodzić funduszom hedżingowym. Być może jednak takie zachowanie GPW było po prostu wywołane niepokojami przedwyborczymi.

Indeksy do południa osuwały się, ale potem wzrost (nieśmiały) został wymuszony przez zwyżki na innych giełdach europejskich. Nawet zwiększenie skali tych zwyżek nie wzbudziło u nas euforii. To nie było zachowanie typowe dla rynku hossy. Czyżby rynek zaczynał już czekać na sezon raportów kwartalnych naszych spółek? Nie można tego wykluczyć. Indeksy wzrosły, ale była to zwyżka tak nieprzekonująca, w tak złym stylu, że nie można jej traktować poważnie.

Wczorajsze zachowanie rynków amerykańskich, mimo że sesja zakończyła się zwyżką sygnalizuje, że gracze są bardzo nerwowi i nawet doskonałe wyniki spółek publikowane przed sesją nie są gwarancją zwyżki indeksów. Nasi gracze musieli jednak wczoraj zakładać, że indeksy w USA bardzo wzrosną, a mimo to byki nie chciały atakować. Skoro tak, to nerwowe i gorsze od oczekiwań zachowanie rynków amerykańskich tym bardziej nie pomoże posiadaczom akcji. Z tego wynika, że trudno będzie dzisiaj o zwyżkę indeksów. Jednak publikowane przed sesją raporty spółek amerykańskich mogą znowu wymusić drgnięcie indeksów.


Amerykańskie byki tracą pewność siebie

W środę kursy walut i indeksy giełdowe w Eurolandzie stabilizowały się. Gracze byli bardzo ostrożni przed publikacją danych o amerykańskiej inflacji. Nawet mocno rosnące kontrakty na amerykańskie indeksy przez długi czas nie wzbudzały entuzjazmu. Indeksy i kurs EUR/USD jednak lekko rosły. Po południu, kiedy spółki amerykańskie zaczęły publikować wyniki indeksy ruszyły na północ, a dane makro z USA skalę zwyżki zwiększyły, ale końcówka była dużo słabsza - indeksy wzrosły nieznacznie.

W USA handel na rynkach finansowych był bardzo nerwowy, a zmienność, szczególnie na rynku akcji, była olbrzymia. Na pozór wydawało się, że prawie wszystko sprzyjało bykom. "Prawie", bo dane makro jednoznaczne nie były, a informacje ze spółek tylko przed sesją zachwycały. Popatrzmy wpierw na raporty makroekonomiczne.

Amerykańska inflacja w cenach konsumentów (CPI) wzrosła więcej niż tego oczekiwano (0,3 proc.) - największy wzrost od czterech miesięcy. Wzrost inflacji bazowej był jednak zgodny z prognozami, co musiało posiadaczy akcji ucieszyć. Fatalne były za to dane o ilości rozpoczęte budów domów (- 10,2 proc.) i wydanych zezwoleń na ich budowę (- 7,3 proc.). W obu przypadkach spadek doprowadził dane do poziomu z 1993 roku. Poza tym wrzesień był 18. tym miesiącem spadku dynamiki. Ostatnio taką serię widzieliśmy w czasie recesji w USA na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku.

Rynek akcji zupełnie te dane zlekceważył, ale były one w sposób oczywisty szkodliwe dla dolara, więc kurs EUR/USD wzrósł, co prowadziło do góry ceny ropy i złota. Miedź taniała, bo jednak popyt ze strony firm budujących domy ma duże znaczenie. To jednak była tylko pierwsza reakcja. Po 18.00 kurs EUR/USD zaczął spadać wracając do poziomu wtorkowego zamknięcia. Warte zauważenia jest to, że spadał mimo dużego spadku rentowności obligacji. Widać jak bardzo rynek boi się weekendowego szczytu G-7. Odwrót na rynku walutowym doprowadził do pogłębienia strat przez miedź i kosmetyczny spadek ceny złota. Najciekawsze było zachowanie rynku ropy. Po publikacji danych o zapasach ropy i paliw w ostatnim tygodniu (nieoczekiwanie wzrosły) cena ropy spadła, ale już po 1,5 godziny atakowała poziom 89 USD za baryłkę. Osunięcie kursu EUR/USD i naturalna chęć zrealizowania części zysków wyzwoliły jednak korektę, dzięki czemu cena baryłki wróciła spadła w stosunku do wtorku o 0,3 proc.

  Jeszcze bardziej nerwowy był rynek akcji. Raporty kwartalne opublikowane przez Yahoo i Intela po wtorkowej sesji stawiały obóz byków w bardzo dobrej pozycji. Przed sesją równie dobre raporty opublikowały JP Morgan i Coca - Cola. To przesądziło o kierunku indeksów na otwarciu. Jednak właściwie od początku sesji indeks S&P 500 zaczął się osuwać (NASDAQ po 2,5 godzinach) i w końcu szeroki rynek wylądował na głębokich minusach. Publikacja na dwie godziny przed końcem sesji Beżowej Księgi Fed (raport o stanie gospodarki) wyhamowała spadki, a nawet doprowadziła do odbicia, mimo że nic nowego w tym raporcie nie było.

  Pozostaje zastanowić się, co mogło tak zmienić nastroje na rynkach, że np. indeks DJIA ze wzrostu ponad stupunktowego zrobił równie dużą stratę. Mówiono o wysokich cenach ropy, które szkodzą rafineriom (zmniejszają marże, bo nie wszystkie koszty można przerzucić na klienta), co przeceniała akcje Valero Energy (największa rafineria), za którą poszył inne spółki sektora. Zrzucano odpowiedzialność za niesatysfakcjonujące raporty kwartalne IBM, United Technologies i MGIC Investment (największy ubezpieczyciel kredytów hipotecznych), ale to według mnie nie mogło doprowadzić do takiej zmienności.

  Wydaje się, że były to co najwyżej czynniki pomagające niedźwiedziom. Najważniejsze były informacje z sektora finansowego. Agencja ratingowa Standard & Poor's obniżyła ratingi dla 23,4 mld USD instrumentów bazujących na kredytach hipotecznych. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie dwa czynniki. Po pierwsze instrumenty te wyemitowano w pierwszej połowie tego roku (nawet w czerwcu). Dotychczas zakładano, że problem dotyczy tylko starszych aktywów. Po drugie zaś były to instrumenty bazujące już nie tylko na kredytach subprime (bardzo ryzykowne), ale i również na Alt-A (Alternative-A). Te ostatnie były uważane za zdecydowanie bardziej wiarogodne od subprime. Rynek doszedł do wniosku, że kryzys może się pogłębiać. To musiało zaszkodzić sektorowi finansowemu.

Najlepiej trzymał się NASDAQ (pomagały raporty Yahoo i Intela), ale szeroki rynek wyraźnie tracił. Jak zwykle czekano jednak na ostatnią godzinę, kiedy to byki miały nadzieję rzutem na taśmę odrobić straty. Pomagała im w tym momencie spadająca cena ropy. Udało się, ale nie do końca. NASDAQ wzrósł o jeden procent, indeks szerokiego rynku S&P 500 uchronił się przed spadkiem (wzrósł o 0,2 proc.), ale DJIA jednak spadł. Wydźwięk tej sesji wcale nie jest pozytywny.
 
Dzisiaj nadal w centrum uwagi będą raporty kwartalne spółek. Jest ich przed sesją bardzo dużo, ale i po sesji wyniki poda Google. Wydaje się, że najważniejsze będą raporty Bank Of America, Eli Lilly, Nokia i Novartis. Opublikowane też zostaną dane makro, ale od dłuższego już czasu to nie one pokazują rynkowi akcji kierunek. Dla rynku walutowego mogą być jednak istotne. Godzinę przed rozpoczęciem sesji dowiemy się ile noworejestrowanych bezrobotnych zarejestrowano w ostatnim tygodniu - im mniej ich będzie tym lepiej dla dolara. Gracze zlekceważą publikację indeksu wskaźników wyprzedających (LEI), bo dawien dawna on już niczego nie prognozuje (teoretycznie powinien). Ciekawy może być raport Fed z Filadelfii. Prognozy mówią, że indeks spadnie, ale jeśli pamięta się o tym, że takie same były dla indeksu z Nowego Jorku, a on jednak wzrósł to nie można wykluczyć niespodzianki. Gdyby dane były lepsze od oczekiwań to wzmocniłyby dolara, który przed szczytem G-7 jest czuły na najmniejszy nawet impuls.

 

Komentarz przygotował
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Byki na GPW były bardzo słabe