Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Dane o inflacji zostały (niesłusznie) zlekceważone przez Amerykanów

Xelion
opublikowano: 21-02-2008, 09:45

Środowa sesja w USA była jedną z  najdziwniejszych, jakie w ostatnim czasie widziałem. Ale po kolei.

Czekano na raporty makroekonomiczne, które okazały się być rozczarowujące. Co prawda nieco lepsze od oczekiwań były dane o zezwoleniach na budowy domów i o rozpoczętych w styczniu budowach, ale jeśli weźmie się pod uwagę wysiłki administracji i Fed podjęte w celu ratowania tego rynku to spokojnie można powiedzieć, że na razie one po prostu nie działają. W styczniu rozpoczęto jedynie o 0,8 procent więcej budów, a ilość zezwoleń na budowę spadła o 3 procent (najmniejszy poziom od 16 lat). Poza tym nie ten raport jest dla rynku nieruchomości najważniejszy. Istotna jest cena i wielkość popytu.

Dane o inflacji CPI zdecydowanie nie mogły się inwestorom spodobać. Jej miara główna wzrosła o 0,4 procent w skali miesiąca i o 4,3 procent w skali roku (w grudniu 4,1 proc.). Mocniej niż oczekiwano wzrosła też inflacja bazowa (według mnie coraz mniej istotna), co nie dawało możliwości pozytywnej interpretacji raportu. Jednak, jeśli spojrzy się tylko na same liczby to, co za różnica, czy inflacja wynosi 4,1 czy 4,3 procent skoro Fed u tak idzie na pasku rynków finansowych i robi to, co one mu każą? Nawet w protokole z posiedzenia FOMC (o tym niżej) niektórzy członkowie Komitetu wyrażali obawy o to, że ich działania zostaną potraktowane jako mające na celu obronę rynku akcji.

Protokół z posiedzenia FOMC był rzeczywiście, tak jak można tego było oczekiwać bardzo ciekawy, ale chyba nie do końca został zrozumiany. Członkowie Fed różnili się zdecydowanie w bardzo wielu sprawach (znaleźli się nawet tacy, którzy wątpili skuteczność obniżek stóp). Z całego protokołu przebijał nadzwyczaj widoczny duży niepokój. Bano się o dalszy spadek cen domów i akcji oraz wzrost bezrobocia, co zmniejszy poczucie zamożności i bardzo zaszkodzi gospodarce ograniczając wydatki Amerykanów. W jednym prawie wszyscy członkowie Komitetu się zgadzali –  dane dotyczące inflacji były na przełomie roku „rozczarowujące”. Prognozy odnośnie inflacji zostały nieco podniesione, ale Fed nadal koncentrował się (błędnie według mnie) na inflacji bazowej (podniósł jej prognozę z przedziału 1,8 – 2,1 proc. do 2,1 – 2,4 proc.). Członkowie Fed nie wierzą w dwucyfrowy wzrost inflacji w końcu tej dekady, ale niektórzy już zapowiadali, że jeśli będzie nadal rosnąć to konieczne będzie, być może nawet gwałtowne, podniesienie stóp.

Jak się to, co napisałem czyta to można odnieść wrażenie, że indeks ostro w środę zanurkowały. Warto odnotować, że oprócz złych danych i niepokojącego protokołu FOMC jest jeszcze rynek surowców, gdzie cena ropy nie spadła. A przecież to przez drogą ropę we wtorek indeksy zakończyły sesję spadkiem, a nie sporym wzrostem. Nic z tych rzeczy. Indeksy mocno wzrosły. Nic dziwnego, że uważam tę sesję za bardzo dziwną. Warto prześledzić, jak doszło do tych wzrostów. Indeksy od początku sesji spadały, chociaż nie były to spadki bardzo duże. Trend boczny trwał do około 18.00, kiedy to nagle nastąpił gwałtowny skok indeksu S&P 500 o około 10 punktów (prawie 0,8 proc.). Od tego momentu indeksy znowu weszły w trend boczny bujając się nad poziomem wtorkowego zamknięcia. I znowu, tuż przed godziną 21.00 indeks S&P 500 skoczył o około 10 punktów do góry.

Czytając komentarze z tłumaczeniem pierwszego skoku miałem duże wątpliwości, co do słuszności stawianej tam tezy, bo twierdzono w nich, że to automatyczne systemy inwestycyjne dały sygnał kupna i stąd ten nagły wyskok. Powtórka tej sytuacji po kolejnych 3 godzinach nie pozostawia złudzeń, że albo rzeczywiście niemyślące komputery dały sygnału kupna, albo rynek został zmanipulowany tak, żeby gracze uwierzyli, że droga ropa i wysoka inflacja nie mają znaczenia dla koniunktury giełdowej. I proszę nie wierzyć w to, że to protokół FOMC doprowadził do wzrostu indeksów – to nie jest prawda. Cóż, tak to wygląda w kasynowym kapitalizmie, o którym mówi Joseph Stiglitz. Skoro tak chcą wielcy tego rynku to należy założyć, że wzrostowa korekta będzie kontynuowana.

U nas też sesja zakończył się całkiem optymistycznie, mimo że indeksy kosmetycznie spadły. W czasie dnia było dużo gorzej. Po takiej sesji i „byczym”, aczkolwiek całkowicie sztucznym, zamknięciu sesji w USA musimy zakładać, że dzisiaj indeksy u nas rozpoczną sesję od wzrostu. Jednak widać było już wczoraj, że gwałtowne zmiany kursów na przykład Agory, czy BRE mogą pojawić się zupełnie nagle i bez ostrzeżenia. Pamiętajmy też o sesji przedwczorajszej, kiedy to wszystko przemawiało za wzrostem indeksów, a jednak on nie nastąpił. Mały obrót sprzyja dziwnym zachowaniom, więc bardzo trudno stawiać teraz prognozy z sesji na sesję. Pamiętać jednak trzeba, że nadal obowiązują sygnały kupna, a korekta spadków nie została jeszcze doprowadzona do końca. Dlatego też należy założyć, że indeksy dzisiaj wzrosną, ale w dalszym ciągu jest to rynek tylko dla bardzo szybkich, aktywnych graczy.

 

Komentarz przygotował
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Dane o inflacji zostały (niesłusznie) zlekceważone przez Amerykanów