Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Gracze w USA postanowili zrealizować zyski

Xelion
opublikowano: 08-05-2008, 09:30

Wydawało się, że w środę w USA (inaczej niż we wtorek) byki mają wszystkie atuty w ręku, ale okazało się, że tym razem to  nie wystarczyło.

Publikowane raporty makroekonomiczne nie mogły specjalnie martwić. Co prawda okazało się, że opublikowany przez NAR (stowarzyszenie pośredników) indeks podpisanych umów kupna domów na rynku wtórnym spadł do poziomu 83 pkt., czyli najniższego w historii tego indeksu (krótkiej, bo tylko ośmioletniej). Nie było to jednak żadnym zaskoczeniem – dane były zgodne z oczekiwaniami.

Bardzo dobre były jednak wstępne dane o wydajności pracy i jej kosztach w pierwszym kwartale. Okazało się, że wydajność wzrosła o 2,2 procent (oczekiwano 1,2 proc.), a koszty o 2,2 procent (oczekiwano 2,6 proc.). Takie dane sprzyjają zmniejszeniu inflacji, więc nic dziwnego, że kurs EUR/USD po ich opublikowaniu pogłębił spadek, którego źródłem były słabe dane ze strefy euro, dochodząc do podstawy klina zwyżkującego (1,54 USD) i wyczerpując w ten sposób minimalny zakres zniżki. To oczywiście nie znaczy, że kurs nie będzie nadal spadał.

Spadek kursu EUR/USD zaszkodził cenom miedzi i złota, ale nie wpłynął na ropę, mimo że dane o zmianie zapasów paliw dla byków korzystne nie były (zapasy wzrosły trzeci tydzień z rzędu). Cena ropy biła kolejne rekordy spokojnie przekraczając poziom 123 USD za baryłkę. Coraz wyraźniej widać, że fundusze uważają ropę za samograj i doprowadzają do euforii, która oczywiście zakończy się olbrzymią przeceną (tyle, że nikt nie wie, do jakiego poziomu wcześniej zdrożeje). Pretekstem do wzrostu ceny ropy staje się oczekiwana poprawa sytuacji gospodarczej w USA.

Niezłe dane makro (za wyjątkiem rynku nieruchomości, którym rynki od dawna przestał się przejmować) powinny były pomagać bykom. Poza tym we wtorek po sesji lepsze od oczekiwań raporty kwartalne opublikowały Walt Disney i Cisco. Cena akcji Walt Disney rosła, ale Cisco traciło, bo John Chambers, szef Cisco stwierdził, iż nie widzi na razie powrotu dobrej koniunktury w gospodarce amerykańskiej. Traciły też na wartości i to mocno akcje Fannie Mae, która we wtorek odwróciła trend spadkowy. Podobnie zachowywały się akcje D.R. Horton (deweloper), które również we wtorek drożały, mimo że firma opublikowała fatalny raport kwartalny.

Generalnie można powiedzieć, że gracze przejrzeli na oczy. Nagle zobaczyli, że ropa jest coraz droższa, co będzie napędzało inflację i obniżało konsumpcję. Zauważyli też, że wzmacnia się dolar, co zaszkodzi drugiej nodze gospodarki amerykańskiej, czyli eksportowi. Przypomnieli też sobie, że wyniki, które opublikowały we wtorek Fannie Mae, Wachovia, D.R. Horton, czy Qwest były bardzo złe. Poza tym zwyżka indeksów dotarła już do poziomu pięćdziesięcioprocentowego zniesienia spadków. Najbardziej chyba jednak przestraszyli się tego, co planuje SEC (komisja papierów wartościowych). Będzie ona żądała, żeby firmy z Wall Street ujawniły dane o poziomie kapitałów i gotówki. Gracze przestraszyli się, że ujawni to dodatkowe problemy sektora finansów.

To wszystko skumulowało się w chęć realizacji zysków. Indeksy bez przerwy spadały i pozostawało czekać na końcówkę licząc na atak byków. Atak był, ale zbyt słaby i mamy teraz techniczny problem. Indeksy nadal (S&P 500 i NASDAQ) pozostają w dwumiesięcznym kanale trendu wzrostowego, ale S&P 500 cofnął się po osiągnięciu pięćdziesięcioprocentowego zniesienia spadków, co jest typowa korektą w trendzie wzrostowym i wrócił pod naruszony superopór na poziomie 1.407 pkt. Musimy teraz poczekać kilka sesji na wyjaśnienie sytuacji.

W Polsce WIG20 w środę po otwarciu ponownie testował poziom 3.000 pkt., czyli tym samym bok rysowanego od początku roku trójkąta. Tym razem popyt był zdecydowanie większy i bardziej zdecydowany. Szczególnie widać to było na akcjach w sektorze bankowym. Drożały też akcje mniejszych spółek (zdecydowanie mniej), a obrót dynamicznie się zwiększał. Technika odegrała swoją rolę. Nastąpiło wybicie WIG20 z czteromiesięcznego trójkąta i MWIG40 z 11 miesięcznego kanału trendu spadkowego (tutaj mówimy raczej o naruszeniu). To były mocne sygnały kupna, a to musiało zwiększyć popyt ze strony techników. Przypieczętowały los niedźwiedzi lepsze od prognoz amerykańskie dane makro.

Duże wzrosty połączone z sygnałami kupna wsparte znacznym wzrostem obrotów sygnalizują, że rynek wreszcie chce ruszyć na północ. Teraz mamy przed sobą przeszkodę, czyli 3.070 pkt., a potem najważniejszą, czyli 3.150 pkt. Pokonanie tej ostatniej otworzyłoby drogę ku 3.500 pkt. Można zakładać, że pojawił się kapitał zagraniczny, który dotychczas spokojnie skupował akcje. Atakuje on zawsze duże spółki, a najczęściej zaczyna od banków. Problem w tym, że atak nastąpił w najmniej odpowiednim momencie – wtedy, kiedy Wall Street rozpoczęła korektę.

Komentarz przygotował
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Gracze w USA postanowili zrealizować zyski