Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Kurs EUR/USD zawisł nad przepaścią

Xelion
08-08-2008, 09:15

W USA czwartek zapowiadał się niezbyt dobrze, bo to, że Europejczycy promienieli optymizmem nie bardzo Amerykanów obchodziło (najczęściej nie patrzą na inne giełdy). Interesujące było jednak przede wszystkim to, co działo się na rynku walutowym, a nie na giełdach akcji i  surowców.

Raport z rynku pracy miał bardzo ograniczony wpływ na zachowanie kursu EUR/USD. Dane o noworejestrowanych w ostatnim tygodniu bezrobotnych kolejny raz były co najmniej rozczarowujące. Raport publikowany był jednak równolegle z konferencją Jean-Claude Trichet, prezesa ECB i został przez nią „przykryty”. Z wypowiedzi prezesa ECB wynikało, że bardzo obawia się nie tylko inflacji, ale też niepokoi się o wzrost gospodarczy strefy euro (mówił nawet o „szczególnie słabym wzroście”). Taka interpretacja jego słów bardzo przydała się zwolennikom silnego dolara. Gracze doszli do wniosku, że podwyżki stóp długo nie będzie i kurs EUR/USD ruszył na południe lekceważąc słabe dane z rynku pracy.

Pomógł również dolarowi publikowany przez NAR (stowarzyszenie pośredników) indeks podpisanych umów kupna domów na rynku wtórnym. Wzrósł o 5,3 procent (oczekiwano spadku o 1,3 proc.). Od zawsze powtarzam, że ilość podpisanych umów nie ma najmniejszego znaczenia, bo z takiej umowy można się bez większych konsekwencji wycofać, a poza tym nic nie wiemy o cenach ewentualnych transakcji. Niewątpliwie jednak dane lepsze od oczekiwań obniżały kurs EUR/USD. Dzięki czwartkowemu spadkowi kurs zawisł nad dolnym ograniczeniem kanału trendu bocznego (1,53 – 1,60) rysowanego już od ponad 5 miesięcy. Przełamanie tego wsparcia dałoby potężny sygnał kupna dolara.

Na rynek akcji trafiały same złe informacje. Po środowej sesji AIG (największy na świecie ubezpieczyciel) niemile zaskoczył inwestorów. Opublikował stratę (5,4 mld USD), a rynek oczekiwał zysku. Co bardziej istotne straty powstały na portfelu obligacji CDS (Credit Default Swaps), o którym niedawno Bill Gross mówił jako o największym zagrożeniu dla rynków. Obawiam się, że gracze tego rodzącego się zagrożenia nie zauważyli, ale kurs spółki spadał ponad 15 procent (najwięcej od 1969 roku). Poza tym Citigroup zawarł umowę z prokuratorem Nowego Jorku i odkupił niepłynne aktywa za 7 mld USD (zapłacił też 100 mln USD grzywny), które w oszukańczy sposób wcześniej sprzedał nabywcy. To może być początek lawiny kolejnych tego typu żądań odkupu. Na rynek docierały też informacje o sprzedaży detalicznej w lipcu. Costco poinformował, że była wyższa od oczekiwań, ale Wal Mart zawiódł - w sklepach czynnych od przynajmniej roku sprzedaż była niższa od oczekiwań. Zawiódł również Gap.

Jak widać sytuacja była bardzo trudna, a na domiar złego indeks S&P 500 stał przed ważnym oporem technicznym (1.291 pkt.). Wydawało się, że rynek skazany jest na dużą przeceną, ale sytuację ratowały spółki sektora wysokich technologii (przede wszystkim Intel i Microsoft). Indeks NASDAQ zachowywał się przez długi naprawdę znakomicie. Nie udało się jednak tej grupie spółek ocalić rynku przed przeceną (logiczną). Opór ocalał i obóz niedźwiedzi znowu wrócił do gry. Kierunek na dłużej rozstrzygnie się na oporze 1.291 pkt. lub na wsparciu na 1.235 pkt.

Złoty w czwartek od rana stabilizował się w oczekiwaniu na wyniki posiedzenia ECB oraz Banku Czech. Czekano między innymi na posiedzenie Banku Czech, bo ostatnio dobiegały z niego sygnały, które mogły zapowiadać cięcie stóp i to nawet aż o 50 pb. Czechom chodziło przede wszystkim o osłabienie korony i chwilowo to się udało. Rynek powątpiewał jednak, że bank stopy obniży. Okazało się, że niesłusznie. Stopy zostały obniżone o 25 pb. (do 3,5 proc. – przy inflacji 7 procent). Po prostu bank centralny broni rozwoju gospodarczego Czech. Korona zareagowała na tę decyzję osłabieniem. Inne waluty regionu (w tym złoty) też zaczęły tracić, ale niezbyt zdecydowanie (forint nawet się w końcu umocnił). Po konferencji prezesa ECB, kiedy kurs EUR/USD zaczął szybko spadać, złoty zaczął szybciej tracić w stosunku do dolara. Dzień zakończyliśmy stratą do obu walut, ale sygnał kupna jest tylko na rynku USD/PLN.

GPW rozpoczęła czwartkową sesję niewielkim spadkiem, ale jak tylko gracze zobaczyli, że złe informacje nie zaszkodziły innym giełdom europejskim to WIG20 natychmiast odrobił straty, które poniósł dzięki środowemu fixingowi. Od tego momentu zapanowało wyczekiwanie, które po południu (przed decyzjami banków) doprowadziło do osuwania indeksów. Rynek robił bardzo złe wrażenie, bo w tym samym czasie na innych giełdach europejskich panował całkowity spokój. Nic dziwnego, że po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy, kiedy indeksy w Europie zaczęły się osuwać, u nas podaż szybko poprowadziła rynek na południe. Sesja zakończyła się spadkiem WIG20 o 1,4 procent. Pozostaje zastanowić się, dlaczego nasz rynek jest taki słaby. W dalszym ciągu podtrzymuję, że informacja o dużych odpływach kapitałów z TFI jest jednym z „niedźwiedzich” czynników. Nie można jednak wykluczyć również tego, że wychodzi od nas część kapitału zagranicznego zaniepokojonego możliwością osłabienia złotówki. GPW mogła też po prostu wyprzedzać zachowanie rynku amerykańskiego. Najbardziej prawdopodobne, że zagrały wszystkie trzy czynniki.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Kurs EUR/USD zawisł nad przepaścią