Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Najważniejsze są nastroje – nawet droga ropa pomaga bykom

Xelion
07-05-2008, 09:52

W USA publikowane przed sesją raporty kwartalne nie zapowiadały posiadaczom akcji nic dobrego. Rozczarował (bardzo) D.R. Horton (deweloper) i Qwest. Olbrzymią, trzy razy większą od oczekiwań, stratę opublikowała Fannie Mae, para-rządowa spółka finansująca kredyty hipoteczne. Wachovia (czwarty bank USA) poinformowała, że strata w pierwszym kwartale jest dwa razy większa niż to podano podczas publikacji raportu kwartalnego (708 mln USD).

Przede wszystkim z powodu tych raportów, bo publikacji makro we wtorek nie było, kontynuowana była korekta na rynku walutowym. Kurs EUR/USD rósł. To powinno było (zgodnie ze starą korelacją) podnieść ceny surowców i rzeczywiście ropa oraz złoto zdrożało, ale miedź staniała. Pretekstem w przypadku miedzi było zakończenie strajku w kopalni w Chile, a preteksty dla rynku ropy pozostały takie, jakie były (Iran, Nigeria).

Wydawało się, że byki na rynku akcji skazane są na porażkę, bo to i słabe wyniki spółek i przerażająco droga ropa (Goldman Sachs postraszył nawet, że w ciągu 2 lat podrożeje do 200 USD). Nic z tych rzeczy. Liczą się nastroje, a nie fakty. Owszem, indeksy rozpoczęły sesję od spadków (DJIA tracił nawet ponad 100 pkt.), ale już po 40 minutach zaczęły odbijać, a po następnych 3 godzinach już całkiem mocno rosły – praktycznie tyle, ile na początku spadały.

Co takiego się stało, że nastroje tak dalece się poprawiły? Otóż okazało się, że mimo olbrzymiej straty (trzeciej z rzędu) i zapowiedzi pojawiania się dalszych kłopotów oraz ogłoszenia planów podwyższenia kapitału o 6 mld USD regulator, czyli Office of Federal Housing Enterprise Oversight (OFHEO), zezwoli Fannie Mae na zmniejszenie rezerw kapitałowych z 20 do 15 procent po to, żeby mogła kupować większą ilość kredytów hipotecznych. Po tej informacji ceny akcji tej spółki zmieniły znak – z dużego spadku zrobił się duży wzrost, a to pociągnęło za sobą cały sektor finansowy. I nie tylko finansowy, bo drożały również (przedtem taniejące) akcje D.R. Horton, o którym pisałem na początku komentarza.

Brak rozsądku? Nie, po prostu nastroje. Rynek chce wzrostu, a jeśli tego chce to nic mu nie jest w stanie przeszkodzić. Poza tym gracze przypomnieli sobie, że Wujek Sam czuwa i jest gotów pomóc w krytycznych sytuacjach. Nawet droga ropa, która w poniedziałek szkodziła (przypominam, że bardzo umiarkowanie) szerokiemu rynkowi, we wtorek już tylko pomagała, bo podnosiła ceny akcji w sektorze paliwowym. Indeksowi NASDAQ pomagały też krążące po parkietach pogłoski o możliwym powrocie do rozmów na temat fuzji Microsoftu i Yahoo. Tego tylko byki potrzebowały. Zlekceważenie przez rynek bardzo złych i tylko złych informacji dało potężny impuls popytowi, Gracze doszli do wniosku, że już naprawdę wszystko jest w cenach, a teraz giełda wraca do hossy. Uważam, że w cenach z pewnością jest nie wszystko, ale to nie znaczy, że indeksy nie będą nadal rosły i nie dojdzie do ataku na szczyty wszech czasów.


zisiejsze dane makro należą do kategorii „lekkie”. Nie spodziewam się, żeby ich publikacja w znaczny sposób wpłynęła na nastroje rynkowe. Warto jednak spojrzeć na dane o marcowej sprzedaży detalicznej w strefie euro. Oczy wszystkich inwestorów zwrócone są na konsumentów amerykańskich, ale gdyby europejscy też zaczęli zmniejszać konsumpcję to nic dobrego by to dla świata nie wróżyło. Bardzo mały wpływ (wręcz znikomy) na zachowanie rynku będą miały dane o niemieckich zamówieniach przemysłowych.

GPW rozpoczęła wtorkowa sesję wzrostem indeksów. Mogło jednak martwić to, że wyraźnie lepszy od oczekiwań raport kwartalny BRE nie doprowadził do zdecydowanie większego wzrostu kursu akcji tej spółki. Słabo się też przekładał na zachowanie cen akcji innych banków. Jednak WIG20 tuż po otwarciu testował poziom 3.000 pkt., czyli również tym samym bok rysowanego od początku roku trójkąta. Wkrótce pogorszenie nastrojów na innych giełdach europejskich również u nas zwiększyło podaż i indeksy zaczęły się osuwać, ale nie przeszły na minusy. Na pozór rosła też dynamika obrotu, ale było to tylko złudzenie - rosła przed wszystkim dzięki debiutowi na Cyfrowego Polsatu. Niewykluczone, ze dobry debiut tej spółki też poprawiał nastroje.

Im bliżej było do otwarcia sesji w USA tym niższe poziomy notowały nasze indeksy. Nadal nie widać było jednak chęci do wyprzedaży. To duży pozytyw, bo miejsce z technicznego punktu widzenia było szczególne i zachęcało niedźwiedzie do ataku. Atak ten jednak nie nastąpił, mimo sprzyjających okoliczności (droga ropa i spadki indeksów w Europie i na początku sesji w USA). Jaki z tego wniosek? Taki, że nie ma nerwowej podaży. Skoro nie ma nerwowej podaży tak to wystarczy byle impulsik, żeby nastąpiło wybicie WIG20 z czteromiesięcznego trójkąta (stoi na jego boku) i MWIG40 a 11 miesięcznego kanału trendu spadkowego (jest tuż pod jego górnym ograniczeniem). Takie wybicie powinno nastąpić już dzisiaj, a technicy, którzy dostaną sygnały kupna, powinni doprowadzić do znacznego zwiększenia obrotu, co potwierdziłoby sygnał kupna. Oczywiście to, co powinno nastąpić i to, co nastąpi może się różnić, bo nasza giełda bywa bardzo oryginalna, ale byki mają olbrzymią szansę na sukces.

 

Komentarz przygotował
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Najważniejsze są nastroje – nawet droga ropa pomaga bykom