Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Piękna końcówka roku. I nic więcej

Piotr Kuczyński
opublikowano: 22-12-2010, 09:33

We wtorek sesja w USA znowu była z gatunku tych dziwnych. Tak już chyba będzie do końca roku – mały wolumen i wzrosty indeksów oraz cen surowców - z byle jakiego powodu, a nawet bez powodu. Można było na początku twierdzić, że to wypowiedź chińskiego wicepremiera poprawiała nastroje. Chodzi o to, że Chiny podejmują działania i są nadal gotowe pomagać zadłużonym krajom UE. Problem jednak w tym, że kurs EUR/USD usiłował rosnąć, ale znowu zakończył dzień spadkiem.

Do tego spadku przyczyniły się agencje ratingowe. Agencja Moody’s nieco rynki (nie za dużo) wystraszyła twierdząc, że może obniżyć rating Portugalii. Potem pojawił się jej raport, w którym stwierdzała, że ryzyko „bankructwa” państw ze strefy euro jest bardzo małe. To zostało przyjęte z bardzo krótkotrwałym entuzjazmem. Pojawiła się też agencja Fitch ostrzegając, że może obniżyć rating długowi Grecji. Inaczej mówiąc, z tego frontu nie napływały dobre informacje. 
 
Problem jednak w tym, że rynki (oprócz walutowego) je lekceważyły. Zdrożała ropa, miedź ustanowiła nowy rekord i nawet cena złota drgnęła (w górę). Jeśli to nie jest strojenie okien wystawowych na koniec roku, to ja nie wiem, co to może być.  Na rynku akcji na siłę podciągane były akcje sektora bankowego. Wszyscy pamiętamy, jakie ma problemy i co go jeszcze niedługo czeka, ale w końcu roku inwestorzy (?) zapomnieli. To właśnie ten sektor był liderem wzrostów indeksów. Pomagały też opublikowane po poniedziałkowej sesji raporty kwartalne Adobe i Jabil Circuit.

Ekscytowano się powrotem indeksów na poziom „sprzed upadkiem Lehman Brothers”. To wydarzenie kompletnie bez znaczenia, ale poprawiało nastroje. Indeksy rosły po około pół procent, kreśląc linię poziomą. Jednak w ostatnich 30 minutach byki przycisnęły i skala zwyżki nieznacznie się zwiększyła. Indeks S&P 500 zakończył dzień na poziomach najwyższych od września 2008 r. Piękna końcówka roku (i nic więcej).

GPW usiłowała od początku sesji odrobić poniedziałkowe straty, ale z początku bykom się ta sztuka nie udawała. WIG20 rósł o mniej niż pół procent, a rynek wszedł w totalny marazm. Kolejny raz nie widać było poważnego wpływu dobrego nastroju panującego na innych rynkach europejskich. Doprowadziło to do bardzo powolnego osuwania indeksów, które przeszło przed pobudką w USA w równie powolny wzrost (wypracowywany głównie przez KGHM).

Po pobudce w Stanach wszystko się zmieniło. Indeksy w Europie szybko rosły, rósł też kurs EUR/USD (to potem się zmieniło), a to doprowadziło na GPW do szybkiego wzrostu indeksów. Indeksy rosły równie szybko, jak w poniedziałek spadały. WIG20 znowu wrócił tuż pod opór z połowy 2008 r. Rynek pokazał, że na małym obrocie (był mniejszy niż w poniedziałek) można wyrzeźbić dosłownie wszystko. Skoro tak, to można i przed Świętami pokonać 2 800 pkt. Potrzebne są tylko dobre dane w USA i brak złych informacji z Europy. 

Piotr Kuczyński
Główny analityk firmy Xelion Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane