Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Pozytywne zakończenie maja na giełdach globalnych

Piotr Kuczyński
opublikowano: 02-06-2008, 09:38

W USA w czwartek byki zdecydowanie wygrały z niedźwiedziami, chociaż indeksy wyraźnie cofnęły spod sesyjnych szczytów. Powodów czwartkowych zwyżek było kilka (m.in.

Spadki cen surowców wynikały przede wszystkim z dużej przeceny na rynku EUR/USD. Ta z kolei miała podstawy w słabszych danych makro z USA, lepszych od oczekiwań w USA i (chyba przede wszystkim) z wypowiedzi dwóch członków Fed, którzy twierdzili, że rosnące ceny surowców mogą zmusić Fed do podwyżki stóp. Twierdzono też, że to ropa wpłynęła na waluty, a nie odwrotnie, uważam jednak, że tym razem pierwsze były waluty. Ropie dodatkowo zaszkodziła informacja o zwiększeniu nadzoru CFTC (komisja nadzorująca handel kontraktami na surowce) nad handlem kontraktami. Pod naciskiem polityków CFTC szuka spekulantów i niedozwolonych działań – nie znajdzie, bo przecież musiałaby ukarać wszystkich graczy, ale część graczy wolała zamknąć długie pozycje.

Jeśli chodzi o dane makro, ich zbawienny wpływ na rynek trzeba traktować z przymrużeniem oka. Owszem, wzrost PKB został zweryfikowany - tak jak oczekiwano -w górę, z 0,6 na 0,9 proc., ale to gracze zakładali już wcześniej. Poza tym, nawet gdyby rzeczywiście PKB drgnął, nadal sygnalizuje stagnację. Niedobre były dane o liczbie noworejestrowanych w ostatnim tygodniu bezrobotnych, która wzrosła bardziej niż oczekiwano. Widać więc, że czwartkowy wzrost indeksów wynikał przede wszystkim z ruchów na rynku surowców.

Opublikowane w piątek dane makro nie mogły nikogo ucieszyć. Okazało się, że wydatki i przychody Amerykanów wzrosły w kwietniu o 0,2 proc. (zgodnie z prognozami). Zazwyczaj w tym raporcie za najważniejszy uznawany był bazowy wskaźnik wydatków osobistych (PCE core). Okazało się, że wzrósł - tak jak oczekiwano - o 0,1 proc. Miara główna wzrosła jednak o 0,2 proc. Ekonomiści ocenili, że w tym raporcie widać zmniejszenie chęci Amerykanów do wydawania pieniędzy. Nie były to jednak dane mogące znacznie pogorszyć nastroje inwestorów.

Kolejne raporty też nie były dobre. W maju odczyt indeksu Chicago PMI (pokazuje, jaka koniunktura gospodarcza panuje w okolicach Chicago) wzrósł, co prawda, z poziomu 48,3 do 49,1 pkt., ale nadal utrzymał się w obszarze recesyjnym. Był to już czwarty z kolei miesiąc cofania się gospodarki w tym regionie. Indeks nastroju Uniwersytetu Michigan został zweryfikowany kosmetycznie (w stosunku do danych sprzed 2 tygodni) w górę, ale i tak w stosunku do kwietnia spadł do poziomu 28-letniego dna.

Takie dane były wystarczającym pretekstem do osłabienia dolara, ale kurs EUR/USD rósł bardzo spokojnie (ok. 0,3 proc.). Można ten wzrost uznać za nic nieznaczącą korektę. Wystarczającą jednak, żeby wzrosły (uważam, że też korekcyjnie) ceny złota, miedzi i ropy. Po  dużych spadkach czwartkowych takie korekcyjne wzrosty nie mogą dziwić.

Rynek akcji miał problem - gracze nie bardzo wiedzieli, czy reagować na jednak słabe dane makro, czy na wzrost ceny ropy. Koniec miesiąca i window dressing oraz lepsze od oczekiwań wyniki kwartalne Tiffany, a przede wszystkim opublikowany po czwartkowej sesji raport Dell, pozwoliły na kontynuowanie czwartkowych wzrostów. Jednak tylko na Nasdaq, bo szeroki rynek zamknął się neutralnie. Po tygodniu spadkowym przyszedł wzrostowy – na razie to nic innego jak fragment korekty, a nie powrót do kontynuacji trendu wzrostowego.

Zachowanie GPW nie przestaje zadziwiać. W czwartek obroty nadal były bardzo duże, ale zachowanie rynku diametralnie różne od tego, co widzieliśmy w środę. Przez 5 godzin WIG20 utrzymywał się na niewielkim plusie, a potem nagle się załamał. Najbardziej zaważyły na indeksie spadki ceny akcji KGHM i Agory. Pozostało drapanie się po głowie i zastanawianie, o co w tym wszystkim chodzi. Nadal zakładam, że wszedł jakiś duży kapitał, który spokojnie kupuje, ale jego zamiary są niejasne.

W piątek znowu rozpoczęliśmy sesję zwyżką indeksów i znowu rynek wszedł w marazm z lekką tendencją do osuwania się indeksów. Obawiano się, że nastąpi powtórka z rozrywki i kolejne załamanie. Nie nastąpiło, ale za to indeks po prostu się od południa osuwał, a obrót znowu był mały. Kto był liderem wzrostów wtedy, kiedy dało się je zauważyć? KGHM, która w czwartek przewodziła spadkom. Kompletne pomieszanie z poplątaniem.

Koniec sesji znowu był bardzo słaby, a co bardziej istotne - właśnie w samym fixingu znacznie wzrósł obrót. Rynek jest bardzo słaby, ale stawianie prognoz z dnia na dzień mija się z celem. Wydaje się, że bardziej prawdopodobny jest dzisiaj spadek indeksów, ale jeśli rzeczywiście obrót znowu wróci do poziomu poniżej 1 mld, nagły i nieoczekiwany wzrost będzie możliwy w każdym momencie. Nadal czekamy na rozstrzygnięcia.

Autor jest głównym analitykiem firmy Xelion Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Pozytywne zakończenie maja na giełdach globalnych