Komentarz Piotra Kuczyńskiego: S&P 500 tuż nad wsparciem

Piotr Kuczyński
opublikowano: 08-06-2010, 09:25

W poniedziałek kalendarium było puste, więc gracze w USA kierowali się wyłącznie bieżącymi informacjami napływającymi na  rynek oraz nastrojami, a były one w dalszym ciągu pesymistyczne. Inwestorów mogło zaniepokoić to, co stało się na piątkowo-sobotnim szczycie ministrów finansów grupy G-20.

Okazało się, że Europa uważa, iż drogą do naprawy gospodarki jest obniżenie deficytów, a USA, że należy zwiększyć popyt wewnętrzny nawet kosztem eksportu (chodzi o Chiny i Niemcy). W poniedziałek Niemcy ustami kanclerz Merkel potwierdzili, że w 3 lata chcą oszczędzić 10 mld euro. Wielka Brytania też zapowiada cięcia, a Hiszpania, Grecja i Portugalia już to zrobiły. To będzie szkodziło gospodarce UE. Również w gronie państw UE pojawiają się pęknięcia. W poniedziałek w ostatniej chwili odwołano spotkanie na szczycie Merkel-Sarkozy. Podobno (tak twierdzą francuskie media) przyczyną są różnice zdań co do przyszłości euro.

Rynek akcji po piątkowej, bardzo dużej przecenie i wobec braku nowych, poważnych impulsów powinien był próbować odbicia. I rzeczywiście próbował, ale bardzo niepewnie. Na szerokim rynku indeksy (S&P 500 i DJIA) kręciły się wokół poziomu piątkowego zamknięcia, a Nasdaq się osuwał. Im bliżej było końca sesji, tym gorzej wyglądał rynek. Najgorsze było to, że indeksy osuwały się tak beznamiętnie, bez próby obrony, a przecież do kluczowego wsparcia na poziomie 1.045 pkt. indeks S&P 500 miał już bardzo blisko. Najwyraźniej rynek to wsparcie postanowił przetestować. Im bliżej było końca sesji tym gorzej wyglądał rynek.

Po sesji pojawił się Ben Bernanke, szef Fed. W wywiadzie dla ABC News miał do przekazania same optymistycznie brzmiące informacje. Otóż drugiej recesji w gospodarce USA nie będzie, bo popyt wewnętrzny (konsumenci i inwestycje) do tego nie dopuści. Gospodarka będzie się rozwijała w umiarkowanym tempie. Inaczej mówiąc: cieszcie się inwestorzy, bo przecież szef Fed wie, co się stanie w przyszłości z gospodarką. Ironizuję, bo przecież te wypowiedzi nie maja żadnego znaczenia. Bernanke mylił się równie często jak Alan Greenspan i zapewne pomyli się jeszcze wiele razy. Nie ulega jednak wątpliwości, że te jego wypowiedzi uratowały azjatyckie indeksy przed spadkami i wyraźnie podniosły kontrakty na amerykańskie indeksy.

GPW rozpoczęła poniedziałek spadkiem indeksów, co oczywiście zaskoczeniem nie było. Spadek jednak znowu nie był dramatyczny. WIG20 tracił nieco ponad 1,5 procent i niespecjalnie reagował na zmiany na rynkach europejskich. Koło południa nastroje się jednak zmieniły, bo indeksy w całej Europie ruszyły na północ. Na GPW jednak nadal utrzymywały się spadki, nawet wtedy, kiedy we Francji czy w Niemczech indeksy były już na poziomie neutralnym. Dopiero w końcówce WIG20 został nieco podciągnięty, dzięki czemu spadek ograniczył się do jednego procenta. Obrót był stosunkowo nieduży, co sygnalizowało, że wielu graczu postanowiło poczekać na bardziej zdecydowane impulsy poza rynkiem. Obraz techniczny rynku się nie zmienił, ale oscylatory dają naprzemiennie sygnały kupna/sprzedaży, więc i my musimy poczekać na bardziej zdecydowane sygnały.

Pamiętać trzeba o dwóch rzeczach (nie tylko o dwóch, ale o tych szczególnie). Po pierwsze nie doszło jeszcze do wspólnej interwencji Fed, BoJ, BoE i ECB na rynkach. To się może zdarzyć dosłownie w każdej chwili, bo siła dolara/słabość euro bardzo się już wszystkim nie podoba. To jest plus. Minusem jest to, że względny spokój naszego rynku może zniknąć w ułamku sekundy.

Piotr Kuczyński
Główny analityk firmy Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane