Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Smutny koniec tygodnia na rynkach europejskich

07-07-2008, 08:32

W piątek był w USA Dzień Niepodległości i  amerykańskie giełdy nie pracowały. W takich sytuacjach na innych rynkach zazwyczaj panuje kompletny marazm.

Tym razem też obroty znacznie spadły, ale najwyraźniej gracze przemyśleli czwartkową sesję i swoją reakcje na fatalne dane makro z USA, bo indeksy spadały. Nie pomogły bykom złe dane makro. Zamówienia przemysłowe w Niemczech spadły w maju (0,9 proc.), a oczekiwano wzrostu. Spadał tez nadal kurs EUR/USD potwierdzając, że czwartkowa przecena nie była przypadkiem.

  Wzmacniający się dolara przeceniał surowce (w handlu elektronicznym), ale nie pomagało to akcjom. Nawet szkodziło, bo spadały cena akcji w sektorze surowcowym. Poza tym pojawił się raport Goldman Sachs, w którym ten bank inwestycyjny prognozował, że europejskie banki będą musiały pozyskać 90 mld euro w celu odbudowania kapitału do poziomu sprzed kryzysu. Indeksy we Francji i Niemczech spadły zadziwiająco mocno jak na dzień bez handlu w USA.

Na naszym rynku walutowym w piątek panował spokój. Kursy walut stabilizowały się w oczekiwaniu na mocniejsze impulsy. Jednak popołudniu, kiedy na południe ruszył kurs EUR/USD nasza waluta zaczęła umacniać się w stosunku do euro i kosmetyczne tracić w stosunku do dolara. W durnej połowie dnia zaczęła się wzmacniać również w stosunku do dolara. Pompowanie kolejnej bańki spekulacyjnej trwa w najlepsze.

GPW też, podobnie jak inne giełdy europejskie rozpoczęła dzień od spadku WIG20. Potem zapanował marazm z tendencją do osuwanie się (wynik spadków indeksów na innych giełdach europejskich). Nadal dramatycznie wyglądał rynek mniejszych spółek (MWIG40). Nikt go już nie broni. Obroty były gorzej niż śmieszne, więc tego jak zakończyła się sesja w ogóle nie ma sensu komentować. Martwić mogło tylko to, że funduszom nie chciało się bronić rynku, mimo że zbyt dużo kapitału do tego nie potrzebowały.

Rozpoczynamy tydzień podobnie jak go kończyliśmy (z punktu widzenia kalendarium) tyle tylko, że dzisiaj Amerykanie pracują, więc handel zdecydowanie się ożywi. Jedynym raportem makroekonomicznym są dane o majowej produkcji zamówieniach przemysłowej w Niemczech. Bardzo wątpię, żeby kogoś zachęciło do kupna/sprzedaży walut/akcji to, czy dwa miesiące temu zamówienia w Niemczech spadły czy wzrosły.

Wszystko zależy od tego, co wydarzy się dzisiaj w USA. Teoretycznie można zakładać, że Amerykanie też (tak jak Europejczycy) otrzeźwieją i stwierdzą, że zachowanie ich giełd w piątek, po opublikowaniu fatalnych danych makro, było nielogiczne. Tyle tylko, że Amerykanie są z założenia bardziej optymistycznie nastawieni do życia niż Europejczycy, a poza tym wzmacniający się dolar i taniejąca ropa im się spodobają. W tej sytuacji giełdy europejskie (GPW również) wpatrywać się będą w ropę i w kontrakty na amerykańskie indeksy.

W czasie weekendu pojawił się jeden czynnik mogący bykom zaszkodzić i jeden, który może im pomóc. Prasa poinformowała, że szwajcarski nadzór finansowy zażąda od UBS i Credit Suisse zwiększenia kapitału rezerwowego o ponad 68 mld dolarów po to, żeby nie powstawały sytuacje takie, jak ostatnio obserwowaliśmy. To się inwestorom może bardzo nie spodobać, ale zobaczymy bardzo szybko (po reakcji giełd europejskich) jak poważna będzie reakcja. W nocy Azjaci się tą sprawą nie przejęli, ale azjatyckie giełdy często reagują inaczej niż europejskie. Pozytywem jest to, że nadal spada kurs EUR/USD, co obniża cenę ropy.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Smutny koniec tygodnia na rynkach europejskich