Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Trzy wiedźmy nowego typu: ropa, banki, geopolityka

Xelion
23-06-2008, 09:10

Piątek na giełdach w USA z założenia miał być dniem dużej zmienności i olbrzymiego obrotu. Byki nie stały jednak na z góry straconej pozycji. Brak wydarzeń zapisanych w kalendarium dawał szansę na  całkiem przyzwoite zachowanie rynków. Okazało się jednak, że (jak to często bywa), że znalazły się informacje, które graczy giełdowych poruszyły.

Kto wymyśliłby na przykład, że bez nowych impulsów kurs EUR/USD od rana będzie rósł jeszcze szybciej niż w czwartek spadał? A tak właśnie było. Można powiedzieć, że rynek wróci do normy, bo przecież słabe dane publikowane w USA od początku tygodnia powinny były dolara bez przerwy osłabiać. Być może we wzroście EUR/USD pomagała drożejąca ropa i wydarzenia z geopolityki (o tym niżej). Wzrosty kursu EUR/USD prowadziły na północ ceny surowców. Przede wszystkim mocno drożała ropa. Od dawna wszystkie oczy wpatrzone są właśnie w ten rynek. Wpływ chińskiej podwyżki cen już zniknął. Można nawet powiedzieć, że działała w piątek odwrotnie niż w czwartek. Pojawili się analitycy, którzy twierdzili, że wzrost ceny zwiększy dostępność paliwa na stacjach benzynowych (taniość benzyny generowała braki podaży) w związku z czym zużycie z pewnością nie spadnie, a może nawet wzrośnie.
 
Straszyła też geopolityka. New York Times poinformował, że administracja USA uważa, iż przeprowadzone na początku czerwca przez izraelskie lotnictwo wojskowe olbrzymie ćwiczenia miały na celu przetrenowanie uderzenia na irańskie instalacje nuklearne. O tym, że Izrael, przed końcem obecnej kadencji prezydenta USA, uderzy na Iran mówi się od pewnego czasu z coraz większym niepokojem. Mówią to bardzo poważnie politycy. Szeroka publiczność nadal nie bardzo w to wierzy. Gdyby uwierzyła to cena ropy nie wzrosłaby w piątek tylko o 3 procent. Nawiasem mówiąc na rynku ropy też wygasały kontrakty (lipcowe), co zwiększało zmienność.
 
Wzrost ceny ropy wystarczyłby, żeby zaniepokoić inwestorów, ale to nie było wszystko. Przed sesją Merrill Lynch w swoim raporcie stwierdził, że akcje amerykańskich banków regionalnych są w fazie „kapitulacji” i obniżył ich docelowe ceny. Lehman Brothers ocenił, że straty Fannie Mae i Freddie Mac będą rosły, a agencja ratingowa Moody’s obniżyła rating dla MBIA i Ambac (ubezpieczyciele obligacji). To też nie wszystko. Po rynku chodziły pogłoski o mającym nastąpić ostrzeżeniu Merrill Lynch (o kolejnych stratach). Poza tym Ford poinformował, że obniży produkcję i opóźni debiut nowej wersji pickupa F-150. Wszystko to z powodu spadającej sprzedaży w USA. Pojawiła się też agencja ratingowa Standard & Poor’s, która poinformowała, że może obniżyć ratingi dla Forda, GM i Chryslera (powodem wysokie ceny paliw, które zmniejszą popyt).

Nic dziwnego, że przytłoczenia taką ilością złych informacji gracze od początku sesji sprzedawali akcje. Wygasanie czerwcowej linii instrumentów pochodnych mogło doprowadzić do dziwnego zakończenia sesji, ale cudów nie było. Indeksy zanotowały bardzo duże spadki (S&P 500 o 1,85 proc.). Kolejna przecena otwiera co prawda drogę do odbicia, ale jeśli ropa nie zacznie wyraźnie tanieć to nic z niego nie wyjdzie. Indeksy kierują się w stronę styczniowo- marcowych dołków.

GPW w piątek od rana zachowywała się dużo lepiej od innych giełd. Już otwarcie było bardzo mocne. Potem podaż WIG20 przez 1,5 godziny obniżała, ale od tego momentu popyt bez przerwy podnosił indeksy. Problemem jednak było to, że obrót był bardzo mały. W dniu wygasania kontraktów taki mały obrót sygnalizuje tylko jedno: rozgrywka została przełożona na końcowe godziny. Nie można było nawet postawić wiarogodnej prognozy odnośnie tego jak zakończy się sesja.

Około 1300, kiedy indeksy na innych giełdach europejskich zanurkowały, idylla się skończyła. WIG20 w ciągu kilkudziesięciu minut wrócił do poziomu czwartkowego zamknięcia. To i tak było niezłe zachowanie w stosunku do tego, co widzieliśmy na innych giełdach. Potem znowu indeksy były podciągane, ale końcówka, a szczególnie fixing (minus 30 punktów) załatwiły sprawę – WIG20 spadł o jeden procent. To i tak nic w porównaniu do innych giełd (na przykład węgierski BUX spadł o 3,9 procent.).

Indeks jest teraz znowu bardzo blisko dna z 11 czerwca (2.669 pkt.) i równie blisko dolnego ograniczenia kanału pięciomiesięcznego kanału trendu spadkowego. Odbicie od dolnego ograniczenia zwiększałoby znacznie prawdopodobieństwo ruchu ku górnemu ograniczeniu. To scenariusz, który zostanie zrealizowany tylko wtedy, jeśli cena ropy przestanie rosnąć. Wtedy gigantyczne „window dressing” na koniec półrocza będzie podnosiło indeksy na całym świecie. Niestety, nie ma żadnej możliwości, żeby przewidzieć, co będzie się dzisiaj działo na rynku ropy, a tym samym na GPW.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Trzy wiedźmy nowego typu: ropa, banki, geopolityka