Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Wyniki General Electric i ropa w centrum uwagi

Piotr Kuczyński
11-07-2008, 10:17

W USA czwartkowa sesja zapowiadała się jako ciąg dalszy roller-coastera (albo naszej swojskiej huśtawki). Sporo było informacji pozytywnych, ale równie dużo negatywnych, więc walka na rynku akcji była bardzo zajadła.

Publikowane w czwartek dane makro były na pozór znakomite. Ilość noworejestrowanych w ostatnim tygodniu bezrobotnych wzrosła jedynie o 346 tysięcy(przypominam, że tydzień wcześniej było to 404 tysiące). Nie radziłbym się tymi danymi sugerować. W poprzednim tygodniu było niezwykle dużo bezrobotnych, w tym mało. Prawdopodobnie to jest wpływ Dnia Niepodległości i zmienności sezonowej. Istotne jest to, że średnia czterotygodniowa jest na bardzo wysokim poziomie (380,5 tys.), a zbiorcza ilość wniosków o bezrobocie wzrosła sięgając 3,20 mln (najwięcej od grudnia 2003 roku). Nic dziwnego, że gracze się tymi danymi kompletnie nie przejęli.
 
Ze spółek trafiały na rynek przed sesją dobre i złe informacje. Dow Chemicals poinformował, że przejmuje Rohm & Haas za 18,8 mld USD. Wal-Mart i Costco poinformowały, że sprzedaż w czerwcu była wyższa od oczekiwań. Poza tym Wal-Mart podniósł prognozy – kurs jednak spadał. Generalnie sieci sprzedaży detalicznej informowały o lepszej od oczekiwań sprzedaży, ale analitycy ostrzegali, że to nie jest sygnał poprawy sytuacji. Po prostu Amerykanie wykorzystują ciągle jeszcze zwroty podatkowe. Pozytywem było również to, że po środowej sesji Bank of America poinformował, że nie będzie podnosił kapitału.

Problemem była ciągle para Fannie Mae i Freddie Mac. Obawy o bankructwo tych para - rządowych spółek wzrosły po tym jak Wall Street Journal napisał, że administracja USA zastanawia się, co należałoby zrobić, gdyby rzeczywiście zaistniały okoliczności każące ogłosić bankructwo. Zapowiadał taki upadek również William Poole, były szef Rezerwy Federalnej w St.Louis. Oczywiście rząd nie może pozwolić na upadek tych dostarczycieli kapitału na kredyty hipoteczne, więc pozostaje albo kredyt z Fed, albo nacjonalizacja albo zagwarantowanie przez rząd długu tych firm (1.500 mld USD). Henry Paulson, sekretarz skarbu USA, powiedział co prawda, że „został zapewniony” przez regulatora, iż firmy mają wystarczający kapitał, ale rynek najwyraźniej nie uwierzył w te zapewnienia. Taniały też akcje Lehman Brothers, bo pojawiły się pogłoski, że Pimco (największy fundusz obligacji na świecie) ogranicza stosunki z tym bankiem inwestycyjnym. Pimco zaprzeczył, czym zmniejszył skalę spadku kursu akcji.

Wypowiedzi Bena Bernanke, szefa Fed i Henry Paulson, sekretarz skarbu w Kongresie USA niespecjalnie mogły pomagać chociaż coś jednak z nich można było pozytywnego wyciągnąć. Obaj zapowiadali, że będą się starali zwiększyć nadzór finansowy nad całym sektorem, a Paulson stwierdził, że co prawda kryzys może jeszcze przeciągnąć się w czasie, ale Fed i administracja mają wystarczające narzędzia, żeby sobie z nim poradzić i zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby chronić gospodarkę i rynki. Paulson powiedział jeszcze, że regulatorzy powinni otrzymać uprawnienie do działania w sytuacji zagrożenia dla rynków finansowych (tak jakby chciał zalegalizowania Plunge Protection Team).

Indeksy rosły, ale ostatnie 30 minut handlu doprowadziły do gwałtownego wzrostu ceny ropy (o ponad 4 procent). Drożejąca ropa momentalnie załamała indeksy, które w ciągu 30 minut wróciły do środowego zamknięcia, a potem spadały dalej. Gracze opanowali jednak nerwy i udało się zakończyć sesję wzrostami. Był to jednak nic nieznaczący „ząbek”. Nadal czekamy na wyniki spółek i na to, co będzie się działo na rynku ropy oraz na dzisiejszą publikację raportu kwartalnego General Electric.

GPW rozpoczęła czwartkową sesję od ponad jednoprocentowego spadku, ale nie widać było nawet śladu przerażenia. Można powiedzieć, że gracze doszli do wniosku, iż przesadna reakcja na amerykański roller coaster nie ma większego sensu szczególnie, że na giełdach amerykańskich zapowiadało się odbicie. Właściwie od początku sesji skala spadków malała. W okolicach południe WIG20 wyrysował formację podwójnego dna i wydawało się, że byki zdecydowanie tę sesję wygrają. Pomagały im rosnące kontrakty w USA i redukujące spadki indeksy europejskie. Jednak tuż przed rozpoczęciem sesji w USA nastroje na świecie gwałtownie się pogorszyły, a to zaszkodziło również GPW - indeksy znowu zabarwiły się na czerwono. Wydawało się, że zakończymy sesję neutralnie, ale fixing dokonał dzieła zniszczenia i WIG20 spadł o jeden procent.

Mimo spadku indeksów widać wyraźnie, że rynek chce wzrostu. Mało tego – ma takie możliwości, bo OFE mają bardzo małe zaangażowanie w akcje. Poza tym bardzo wielu inwestorów indywidualnych jest „na gotówce” i czeka z coraz większym napięciem na dobry moment do wejścia. To w końcu powinno doprowadzić do jakiegoś wystrzału indeksów. Potrzebny jest „tylko” dobry układ na świecie.

Autor jest głównym analitykiem firmy Xelion Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Wyniki General Electric i ropa w centrum uwagi