Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Złe nastroje na światowych giełdach

Xelion
05-09-2008, 08:42

Czwartkowe zachowanie amerykańskich giełd było niezwykle „niedźwiedzie”. Można powiedzieć, że wrzesień zaczyna potwierdzać swoją złą sławę najgorszego (statystycznie) miesiąca w roku. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem będą to (wbrew przysłowiu) złe miłego początki.

W danych makro nic nie uzasadniało paniki, która ewidentnie rozwinęła się na rynku. Faktem jest, że raport ADP (o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym w USA) był niezbyt optymistyczny. Podobno ubyło 33 tysiące miejsc pracy (oczekiwano, że będzie to 19 tysięcy). ADP chwali się tym, że między jego raportem, a oficjalnymi danymi istnieje spora, dodatnia korelacja. Ja tego nie widzę – rynek chyba też nie widzi, bo nie zareagował. Dopiero potem zaczęto mówić o tych danych po to, żeby uzasadniać spadki cen akcji. Okazało się też, że ilość noworejestrowanych bezrobotnych wzrosła do 444 tysięcy (oczekiwano, że pozostaną na poziomie 425 tys.). Jednak dane o wydajności pracy (weryfikacja danych z drugiego kwartału) zostały zweryfikowane w górę (z 2,2 do 4,3 proc). Poza tym indeks ISM dla sektora usług wzrósł z poziomu 49,5 do 50,6 pkt. Co prawda balansuje nadal na krawędzi rozwoju i recesji, ale oczekiwano lekkiego spadku. Jak widać dane były mieszane, ale gdyby na rynku panowały bycze nastroje to doprowadziłyby do wzrostów, a nie spadków indeksów.

Mówi się, że to obniżenie przez ECB prognozy wzrostu strefy euro zrodziło obawy o znaczne spowolnienie całej gospodarki światowej. Potwierdzało tę tezę to, co działo się z indeksem Baltic Dry Index (miernik kosztów transportu surowców). Przez wielu analityków uznawany jest za wskaźnik wyprzedzający koniunktury w gospodarce światowej. W czwartek drugi raz z rzędu spadał ponad 4 procent. I właśnie strach przed znacznym spowolnianiem gospodarki światowej podobno najbardziej psuł nastroje na rynku. Amerykańscy inwestorzy rzadko są aż tak dociekliwi, więc nie zdziwi mnie, jeśli niedługo dowiemy się, jaki był prawdziwy powód przeceny. Z pewnością jednak niedźwiedziom nie pomagały kolejne „dobre” informacje z sektora finansowego. Dowiedzieliśmy się na przykład, że Merrill Lynch chce sprzedać swoje zagrożone kredyty Korea Asset Management, ale Koreańczycy nie zgadzają się na cenę tego „śmiecia”. Poza tym Reuters poinformował, że AIG chce utworzyć specjalną firmę do której przerzuci swoje ryzykowne aktywa. Jak widać firmy starają się inwestorów oszukać wszelkimi możliwymi sposobami. Trudno w ten sposób odbudować zaufanie do sektora finansowego.

Pogorszyło sytuację przełamanie przez indeks S&P 500 poziomu 1.262 pkt. To było wsparcie, które od początku sierpnia, wiele razy, broniło rynek przed przeceną. Jego przełamanie automatycznie zwiększyło podaż. Na godzinę przed końcem sesji indeksy spadały już po prawie 3 procent. Pozostawało czekanie na ostatnie 30 – 40 minut, podczas których wiele się mogło zdarzyć. Nie wydarzyło się nic. Byki nie podjęły nawet próby odrobienia strat. Droga ku lipcowemu dnu jest otwarta.

Po tak dużej przecenie w USA należy się dzisiaj odbicie, ale jeśli rację ma Bill Gross, szef Pimco (największy na świecie fundusz obligacji) to możemy jej nie zobaczyć. Gross twierdzi, że widzimy obecnie wyprzedawania aktywów przez wiele różnych funduszy postawionych w sytuacji przymusowej. To wytłumaczenie ma sens, bo od paru dni nie widzę poważnych powodów dla przeceny. Nie ma nowego Bear Stearns, Fannie Mae czy Freddie Mac, a wszystko tanieje. Pod „wszystko” rozumiem też surowce. Gross ostrzega, że ta wyprzedaż może doprowadzić do efektu domina i żąda większego udziału państwa w ratowaniu rynku. To poważne ostrzeżenie, które warto zapamiętać.

GPW rozpoczęła czwartek od wzrostu indeksów. Była to prosta reakcja na środowy fixing, który całkowicie zafałszował zamknięcie sesji. Przez prawie dwie godziny nawet osuwające się indeksy na innych giełdach nie psuły u nas nastrojów. Rosły ceny banków, odbijały też wreszcie ceny akcji koncernów paliwowych. Jednak koło 11.00 indeksy w Europie przyśpieszyły tempo spadku, co nasz rynek wychłodziło. Nadal jednak nie na tyle, żeby indeksy zabarwiły się na czerwono. Udało się zakończyć dzień neutralnie (na rynku dużych spółek), co było wielkim osiągnięciem, ale prawdą jest, że kiedy kończyliśmy sesję to gracze europejscy jeszcze w panikę nie wpadli.

Zdecydowanie, kolejny raz, na wyróżnienie zasługuje sektor małych i średnich spółek. MWIG40 wzrósł aż o 1,5 proc. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że ten sektor koryguje ponad roczny spadek. Jest on na tyle bezpieczny, że nie podlega, tak jak WIG20, gwałtownym zmianom nastrojów płynącym z innych giełd światowych. Po prostu handel wtedy zamiera. Pamiętać tylko trzeba, że jest to rynek mało płynny, więc w dłuższym okresie ryzykowny. Jeśli chodzi o dzisiejszą sesję to uważam, że olbrzymim sukcesem byłoby, gdyby dzisiaj WIG20 nie spadł.

Komentarz przygotował
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Złe nastroje na światowych giełdach