Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Zmiana reguł księgowości widoczna w wynikach Wells Fargo i Goldman Sachs?

Xelion
14-04-2009, 09:29

Przedświąteczna sesja w USA przebiegała w  szampańskich nastrojach. O powodach napiszę niżej, ale wcześniej kilka słów o  raportach makro i o innych rynkach.

Dane makro były bardzo słabe. Na rynku pracy przybyło 654 tysiące bezrobotnych. Oczekiwano, że będzie ich o 4 tysiące więcej, ale to i tak był fatalny wynik. Liczba wniosków o bezrobocie w skali roku sięgnęła rekordowego poziomu 5,84 mln. Teoretycznie można się było cieszyć, z tego, że bilans handlu zagranicznego USA był lepszy od oczekiwań. Deficyt skurczył się do 26 mld USD (oczekiwano 36 mld USD). Był to najniższy poziom deficytu od dziewięciu lat. Nie deficyt jednak powinien być w centrum uwagi. Ważne są składowe bilansu. Okazało się, że import spadł o 5,1 proc. (do poziomu najmniejszego od 2004 roku), co sygnalizuje, że Amerykanie mniej inwestują i konsumują. Eksport też zresztą spadł (1,6 proc.) – popyt na amerykańskie towary spada.

Na rynku akcji to wszystko kręciło się wokół sektora finansowego, który prowadził cały rynek na północ. Zaskoczył rynek Wells Fargo. Ten czwarty co do wielkości amerykański bank poinformował, że oczekuje, iż jego wyniki w pierwszym kwartale będą znacznie odbiegały (in plus) od oczekiwań rynku, które mówiły o zysku 31 centów na akcję – bank prognozuje, że będzie to rekordowe 55 centów. Podobno bardzo przysłużyło się tym wynikom wchłonięcie Wachovii. Nie wiem jednak ile w tym wyniku jest wpływu rezygnacji z reguły „mark to market”, która wprowadziła ostatnio w życie FASB. Amerykanie nie dzielili włosa na czworo i kupowali akcje banków. Bardzo szybko po rozpoczęciu sesji indeksy wzrosły o około trzy procent i tam zaczęły kreślić linię poziomą, która pod koniec sesji zaczęła się podnosić. Takie zakończenie sesji postawiło kropkę nad „i”: sygnały kupna obowiązują i są bardzo silne.

W poniedziałek giełdy we Francji i Niemczech nie pracowały, ale w USA handel odbywał się normalnie (chociaż wolumen był bardzo mały). Po czwartkowym, dużym wzroście, a przed tygodniem, w którym sporo spółek prezentować będzie raporty kwartalne, na rynku od początku sesji przeważała ostrożność. Nastroje psuły Boeing i Chevron – ostrzegły, że słaba gospodarka niekorzystnie wpłynie na ich wyniki kwartalne. Poza tym New York Times napisał, że Departament Skarbu polecił GM przygotować wniosek o bankructwo (podobno ma nastąpić do 1 czerwca.).

Te negatywne informacje równoważone były przez wzrost cen akcji w sektorze finansowym. Gracze zakładają, że wyniki będą lepsze od oficjalnych oczekiwań i zapewne się nie mylą. Po coś przecież FASB zmieniała reguły księgowości. Po sporym spadku indeks S&P 500 wspinał się przez cała sesję i na dwie godziny przed jej końcem zabarwił się nawet na zielono. Bykom nie udało się jednak zamknąć sesji sensownym wzrostem. DJIA kosmetycznie spadł, S&P 500 równie kosmetycznie wzrósł, a NASDAQ się nie zmienił. Takie zakończenie jest w dalszym ciągu wygraną byków.

Po sesji w USA nieoczekiwanie raport kwartalny opublikował Goldman Sachs (o dzień wcześniej niż planowano). Był dużo lepszy od oczekiwań, co nie może dziwić (decyzja FASB się kłania). Bank poinformował też, że będzie chciał sprzedać nowe akcje za 5 mld USD po to, żeby zwrócić fundusze, które dostał od rządu. Reakcja rynku była zadziwiająca – cena akcji najpierw delikatnie wzrosła, ale zakończyła dzień spadkiem o 1,5 proc. Czyżby inwestorzy już zdyskontowali dziwnie dobre wyniki banków? Źle by to rokowało rynkowi.

GPW rozpoczęła przedświąteczną sesję wzrostem WIG20, ale bardzo szybko pojawiła się chęć zrealizowania części zysków. WIG20 zabarwił się nawet na czerwono, a potem krążył wokół poziomu środowego zamknięcia. Cały czas bardzo dobrze zachowywał się MWIG40. Przypominam, że na mniejszych spółkach można doskonale zarobić i w czasach hossy są ona bardziej odporne na korektę, ale jak się już ona rozpocznie to mała płynność doprowadza do zawalenia się kursów. To istotny czynnik ryzyka.

Po 1,5 godziny ostrożność i niechęć do pozostawania z akcjami na święta przeważyły i WIG20 zaczął spadać. Szczególnie mocno traciły akcje banków, co nie może dziwić po wywiadzie, jakiego naszemu Wall Street Journal udzielił Michał Morawiecki, prezes BZ WBK. Prezes twierdzi, że wyniki banków będą bardzo złe. Twierdzi też, że sytuacja, w której depozyty są wysoko oprocentowane może doprowadzić do strat, które zwiększą dodatkowo czynione rezerwy (złe kredyty wynikające z pogorszenia sytuacji gospodarczej). Tych strat może być nawet 10 mld złotych, a cały zysk sektora bankowego w zeszłym roku wyniósł 15 mld zł… Reakcja na wywiad trwał jednak tylko kilka godzin, co pokazuje, że nie o fundamenty ten wzrost jest oparty.

Zwracały uwagę nadal potężne obroty, co w przedświątecznym dniu jest istnym ewenementem. W czasie tej naszej korekty nadal bardzo dobrze zachowywały się indeksy w Czechach i na Węgrzech, co sygnalizowało, że kapitał zagraniczny działa, a u nas po prostu pozwala na korektę. Taka korekta trwała do 14.00. Wtedy to w parę minut WIG20 wzrósł o ponad jeden procent reagując na poprawę nastrojów na innych giełdach (skutek komunikatu Wells Fargo). Potem było jeszcze lepiej i zakończyliśmy dzień wzrostem o 2,5 proc. Dzięki tej sesji również WIG20 przełamał (na dużym obrocie, co ma olbrzymie znaczenie) linię bessy. To jest sygnał, że rzeczywiście mamy do czynienia z korektą całej 1,5 rocznej zniżki.

Piotr Kuczyński
główny analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Zmiana reguł księgowości widoczna w wynikach Wells Fargo i Goldman Sachs?