Komisarz Lewandowski kolęduje po Europie

AJ
opublikowano: 31-05-2010, 00:00

Stawką w rozmowach są nakłady na politykę spójności, z której Polska czerpie bardzo obficie.

Stawką w rozmowach są nakłady na politykę spójności, z której Polska czerpie bardzo obficie.

Przed Januszem Lewandowskim, unijnym komisarzem ds. budżetu, który właśnie rozpoczął tournée po europejskich stolicach, trudne zadanie. Ma rozmawiać z państwami członkowskimi o budżecie Unii Europejskiej (UE) na lata 2014-20. Nie będzie łatwo, bo kraje, które zwykle wrzucają do niego najwięcej, zaczęły liczyć każde euro.

Choć rozmowy dopiero się zaczynają, już wiadomo, że płatnicy netto Unii, czyli państwa, które do unijnej kasy więcej wpłacają niż z niej dostają, będą chciały obciąć fundusze na politykę spójności. Nie leży to w interesie Polski, która intensywnie korzysta z tej formy wsparcia.

— Rozmowa o pieniądzach nie jest w tej chwili debatą, która łączy Europę. Napięcie jest bardzo duże, dlatego na razie budujemy wzajemne zaufanie. Mimo to będę przekonywał państwa UE do utrzymania polityki spójności w obecnym kształcie — twierdzi Janusz Lewandowski.

Jego zdaniem, Polska powinna pozostać jej głównym beneficjentem. Byłoby dobrze, bo pieniądze, które dostajemy, są istotnym zastrzykiem energii dla naszej gospodarki. W latach 2007-13 otrzymamy dzięki niej ponad 65 mld EUR —najwięcej w całej Unii.

— Dotacje unijne są siłą napędową m.in. dla budownictwa. W 2009 r. dofinansowane inwestycje powiększyły polski PKB o 0,8 proc. To prawie połowa wzrostu wypracowanego w tym okresie — ocenia Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

— Dotacje unijne poprawiają konkurencyjność polskich firm, które śmielej sięgają po droższe, lecz bardziej innowacyjne rozwiązania, z których rezygnowały w normalnych okolicznościach — twierdzi Magdalena Burnat-Mikosz, partner Deloitte.

W 2010 r. polityka spójności pochłonie 45 proc. całości unijnych wydatków. Wyprzedziła pod tym względem nawet politykę rolną. Zdaniem ekspertów, utrzymanie takich proporcji budżetu nie powinno być zagrożone. Pytanie, ile pieniędzy będzie do podziału.

— W 2013 r. każdy wpłaci do budżetu UE 1,15 proc. produktu narodowego brutto. W następnych latach kraje na pewno będą chciały ściąć tę wielkość. Głównie dlatego, że ochoty na zrzutkę do wspólnego budżetu nie mają wyborcy z bogatych państw, które teraz muszą ratować Grecję — ocenia Bartłomiej Nowak, dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Rzeczywiście pierwsza wizyta komisarza Lewandowskiego, który w czwartek spotkał się z niemieckim ministrem finansów, wzbudziła duże zainteresowanie miejscowych mediów.

— Problemem żyje całe społeczeństwo, głównie przez ciężar pomocy dla Grecji, który Niemcy będą musiały wziąć na swoje barki. Z drugiej strony troska Niemiec o wschodnią część kraju, która także potrzebuje dotacji, przemawia na korzyść polityki spójności — twierdzi Janusz Lewandowski.

Po Niemczech przyjdzie pora na kolejne kraje. Najważniejsze z nich Janusz Lewandowski odwiedzi jeszcze w tym roku.

— Problematyczne mogą być rozmowy z Wielką Brytanią, tradycyjne sceptycznie nastawioną do unijnych składek. Za cięciem wydatków opowiedzą się też pewnie Holandia i Francja — przyznaje Bartłomiej Nowak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu