Komisja śledcza wciąż nie może wystartować

Jacek Zalewski
27-04-2006, 00:00

Sejmowa komisja śledcza „do zbadania rozstrzygnięć dotyczących przekształceń kapitałowych i własnościowych w sektorze bankowym oraz działań organów nadzoru bankowego w okresie od 4 czerwca 1989 r. do 19 marca 2006 r.” ze zrozumiałych względów jest przedmiotem szczególnego zainteresowania „Pulsu Biznesu”. Oprócz wielu tekstów redakcyjnych zamieściliśmy analizy prawne na temat jej konstytucyjności oraz sondaż Pentora, z którego jednoznacznie wynika, że wśród podzielonych Polaków przeważają jednak opinie, iż nowa komisja śledcza będzie politycznym instrumentem wymierzonym przeciwko dorobkowi 17 lat polskiej transformacji gospodarczej, a zwłaszcza jej symbolowi — Leszkowi Balcerowiczowi.

Do rozpoczęcia przez bankową komisję działalności brakuje jeszcze ważnej kropki nad „i”, czyli wyboru jej składu osobowego. Nigdy wcześniej ta techniczna w gruncie rzeczy kwestia nie wywołała tak ogromnego sporu politycznego. Pisaliśmy już o nim, dlatego tylko przypominamy, o co naprawdę chodzi. Otóż w 10-osobowej komisji wyborcza metoda d’Hondta (a także pozostałe matematyczne metody przeliczania głosów) przyznaje klubom następujące pule miejsc: PiS 3, PO 3, Samoobrona 1, SLD 1, LPR 1, PSL 1. Okazuje się jednak, że dla polityków liczby wynikające z prostych działań arytmetycznych nie są niepodważalne — PiS postanowiło je obalić i osiągnąć nad PO przewagę 4:2.

Wybór członków komisji wstępnie przewidziany został w dzisiejszym wieczornym bloku głosowań, ale według wiedzy autora niniejszego tekstu jeszcze ze środowego wieczoru — zostanie kolejny raz odłożony, albowiem Prezydium Sejmu nie ma szans na uzgodnienie podziału miejsc. Wobec tego Prawo i Sprawiedliwość zamierza wstawić temat komisji śledczej do paktu koalicyjnego. Liczy, że jeśli uda się zmontować sejmową większość dla rządu, to jej siłami pokona się również politycznie wrogą matematykę. Założenie to jednak posypie się, jeśli klub LPR pozostanie (oprócz kilku dysydentów) poza układem, co jest już właściwie pewne.

W komisji śledczej skonstruowanej zgodnie z zasadami królowej nauk, w niejednym głosowaniu może paść wynik 5:5, paraliżujący jej prace i uniemożliwiający osiągnięcie celu politycznego. Problem ten zapewne wystąpi na samym starcie i PiS nie uda się przeforsować na przewodniczącego komisji namaszczonego już posła Artura Zawiszy. Jedynym wyjściem z pata być może stanie się powierzenie przewodnictwa komuś z klubu bardziej „neutralnego”, czyli na przykład z PSL — co byłoby powtórzeniem przypadku Józefa Gruszki z komisji orlenowskiej. PiS odebrałoby to jak policzek, albowiem ludowcy przecież dwa razy współrządzili w okresie rozliczanym przez komisję.

Wszystko to razem wskazuje, że los kontrowersyjnej komisji śledczej ds. systemu bankowego przypisany jest do losów większościowej koalicji rządowej. Wydaje się to nawet logiczne, bo jeśli do podpisania paktu nie doszłoby — PiS raczej zdecydowałoby się na podanie rządu do dymisji, skutkujące rozpisaniem przez prezydenta przedterminowych wyborów. W takiej sytuacji rozpoczynanie przez komisję śledczą potężnej pracy, której i tak nie byłaby ona w stanie zakończyć, nie miałoby sensu. No, chyba że transmitowane w telewizji posiedzenia z góry zostałyby potraktowane przez poszczególne partie jako integralna część kampanii wyborczej...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Komisja śledcza wciąż nie może wystartować