Komornik w Dębicy

Katarzyna Sadowska
opublikowano: 18-10-2010, 00:00

Spółka dobrowolnie nie chciała przekazać dokumentów handlowych. Konieczna była pomoc... ślusarza.

W sporze PZU AM z Goodyearem na razie 1:0

Spółka dobrowolnie nie chciała przekazać dokumentów handlowych. Konieczna była pomoc... ślusarza.

To była gorąca końcówka tygodnia. Najpierw do warszawskiego biura Dębicy i Goodyeara, głównego akcjonariusza oponiarskiej firmy, a potem do biur w samej Dębicy zapukał komornik.

— Spółka nie chciała dobrowolnie wykonać postanowienia sądu. Wystąpiliśmy o nadanie klauzuli wykonalności i otrzymaliśmy ją kilka dni temu. Nie zamierzamy odpuścić — działamy w interesie klientów naszego funduszu i wszystkich akcjonariuszy mniejszościowych spółki — mówi Piotr Góralewski, prezes PZU Asset Management.

Sąd swoje...

Fundusz domagał się wydania dokumentów handlowych Dębicy w związku ze sporem, który trwa już od kilku lat. Chodzi wyjaśnienie tego, czy Dębica we właściwy sposób stosuje ceny transferowe w transakcjach z podmiotami z grupy Goodyear. PZU AM wskazuje, że w 2009 r. marża brutto na sprzedaży giełdowej spółki do podmiotów z grupy wynosiła zaledwie 13,3 proc., a do firm zewnętrznych 29,8 proc.

— By sprawdzić, czy zarząd spółki nie działa na jej szkodę, musimy mieć dostęp do jej dokumentów handlowych. Podejmowaliśmy wiele prób, by je uzyskać w przewidziany przepisami sposób, ale nie udało się. Sąd, nakazując Dębicy wydanie dokumentów potwierdził, że konieczne jest ustalenie stanu rzeczy — tego czy tzw. transfer pricing ma miejsce — tłumaczy Wojciech Kozłowski, partner w kancelarii Salans, która reprezentuje PZU.

Dębica nie przejęła się jednak specjalnie opinią sądu. Wskazywała, że nie może przekazać dokumentów, o które prosi PZU, bo ma obowiązek je przechowywać.

— W takim przypadku dostarcza się kopie. Ponadto aż trudno uwierzyć, że każdy z około 160 tysięcy dokumentów — bo tak ich liczbę oszacował zarząd Dębicy — podlega obowiązkowi przechowywania dla celów podatkowych. Sąd wyraźnie nakazał ujawnienie wszystkich dokumentów mających związek ze sprawą — również notatek odręcznych, korespondencji mailowej itd. — podkreśla Wojciech Kozłowski.

...spółka swoje

Przyznaje, że spółka nie ułatwiała pracy komornikowi. Zarząd, który faktycznie urzęduje głównie w Warszawie, twierdził, że wszystkie dokumenty są w Dębicy. Komornik udał się tam w towarzystwie ślusarza, księgowego, informatyków i w asyście policji. Przez ponad 30 godzin trwała egzekucja komornicza. Policja musiała wezwać ochronę i pracowników broniących dostępu do pomieszczeń do odstąpienia od blokady.

— Najpierw zarzucono komornika wnioskami formalnymi. Gdy to nie pomogło — stosowano obstrukcję. Pracownicy spółki mówili na przykład, że nie wiedzą, gdzie są żądane dokumenty a tymczasem formalnie są za nie od wielu lat odpowiedzialni, więc powinni to wiedzieć doskonale — mówi Wojciech Kozłowski.

Później uniemożliwianie dostępu do dokumentów w archiwach tłumaczono... brakiem regulaminowej odzieży roboczej u komornika. Dębica nie chciała udostępnić funkcjonariuszowi publicznemu swoich kopiarek. Trzeba było dotransportować do spółki sprzęt kopiujący z zewnątrz. Jak wynika z protokołu — spółka odmówiła też otwarcia serwerowni i podania haseł w celu zabezpieczenia materiału elektronicznego. Straszono zagrożeniem życia i zdrowia ludzi. Do serwerowni komornik dostał się z pomocą ślusarza.

Gdzie jest zarząd?

— Jest niezrozumiałe, że giełdowa spółka nie wykonuje prawomocnego orzeczenia sądu i nie współdziała z komornikiem. Zarząd spółki, choć świetnie wie o egzekucji komorniczej, nie pojawia się na miejscu czynności. Może mieć to związek z faktem, iż poszukiwane przez komornika dokumenty potrzebne są w sprawie dotyczącej odpowiedzialności właśnie członków zarządu — wskazuje Wojciech Kozłowski.

Do momentu zamknięcia tego wydania "PB" nie udało nam się uzyskać komentarza od przedstawicieli Dębicy. Póki co nie wiadomo też, czy udało się zabezpieczyć wszystkie istotne dla sprawy dokumenty. Te, które zabezpieczono będą teraz w dyspozycji sądu i stron.

— Wciąż mamy nadzieję, że spółka zacznie z nami współpracować — mówi Piotr Góralewski.

Sprawa jest już w międzynarodowym arbitrażu. Kolejnym krokiem będzie pozew w USA.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Sadowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu