Czytasz dzięki

Komplikacje na rynku pracy

opublikowano: 26-05-2020, 22:00

Tarcza antykryzysowa wspiera, ale złote czasy na rynku pracy już minęły — takie wnioski płyną z danych GUS o bezrobociu.

Stopa bezrobocia w kwietniu wyniosła 5,8 proc. i była wyższa o 0,4 pkt proc. w porównaniu z marcem — poinformował we wtorek GUS. W liczbach bezwzględnych oznacza to, że pod koniec kwietnia bez pracy oficjalnie pozostawało 965,8 tys. Polaków — o 56,4 tys. więcej niż w marcu. Bezrobocie wzrosło we wszystkich województwach.

Najniższe utrzymuje się w województwach: wielkopolskim — 3,3 proc., śląskim — 4,2 proc. oraz mazowieckim — 4,7 proc. W warmińsko-mazurskim po kilku latach stopa bezrobocia znów jest dwucyfrowa i wyniosła na koniec kwietnia 10 proc.

Niewiele lepiej sytuacja wygląda w podkarpackim, gdzie pracy poszukuje 8,6 proc. aktywnej zawodowo siły roboczej, oraz w świętokrzyskim — 8,3 proc. Największy wzrost bezrobocia, aż o 0,6 pkt proc., odnotowano w województwach zachodniopomorskim i opolskim.

Spodziewany wzrost

Relatywnie słaby wzrost stopy bezrobocia nie powinien nas jednak zmylić — sytuacja na rynku pracy wyraźnie się pogorszyła,a jej stłumiony wzrost to zasługa tarczy antykryzysowej i innych narzędzi usztywniających rynek pracy. Ponadto kwiecień z natury jest miesiącem, w którym po okresie zimowym wracają prace sezonowe, w związku z czym bezrobocie zwykle notuje spadek. Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) oraz ekspert ds. rynku pracy, podkreśla, że kwietniowe dane z rynku pracy mają dwa wymiary.

— Na wzrost bezrobocia w kwietniu należy spojrzeć z dwóch perspektyw. Pierwsza związana jest ze wzrostem stopy bezrobocia o 0,4 pkt proc. w warunkach, gdy zwykle sezonowo ten wskaźnik, wraz z nadejściem wiosny, spadał. Oznacza to pierwszy kwietniowy wzrost bezrobocia od ponad 25 lat. Druga perspektywa jest związana z obecnym kryzysem gospodarczym, który niesie za sobą widmo pierwszej od 30 lat recesji. W tych warunkach często pisane są najczarniejsze scenariusze przewidujące lawinowy wzrost bezrobocia, którego na razie nie widać. Jest to głównie związane z usztywnieniem rynku pracy, a także zamrożeniem bezrobocia poprzez działania antykryzysowe — mówi Andrzej Kubisiak.

Zmiana na gorsze

Co ciekawe, mimo rosnącego bezrobocia liczba nowych zgłoszonychbezrobotnych spadła w ujęciu rocznym. Zdaniem Marcina Luzińskiego, eksperta Santander Banku, jest to konsekwencja ograniczeń wprowadzonych w związku z pandemią.

— Sądzimy, że część bezrobotnych nie mogła się zarejestrować ze względu na zamknięcie urzędów, część mogła też opóźniać rejestrację, by załapać się na podwyższony zasiłek, będący jeszcze obiektem prac legislacyjnych w Sejmie — uważa ekonomista.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Zwraca także uwagę na to, iż pandemia wypchnęła część doświadczonych pracowników na emeryturę. Podczas gdy przyrost liczby emerytur w okresie luty-kwiecień w ciągu ostatnich czterech lat wynosił średnio 7 tys., to w 2020 r. ich liczba wzrosła aż o 76 tys.

— Wygląda na to, że epidemia koronawirusa skłoniła wiele osób w wieku emerytalnym, które pozostawały na rynku pracy, do rezygnacji z aktywności. Będzie to miało negatywne przełożenie na potencjał gospodarki w powrocie do dawnego trendu, gdyż osoby w wieku emerytalnym to często doświadczeni pracownicy o unikatowych umiejętnościach — uważa Marcin Luziński.

Kiedy będzie gorzej

Pozostaje zatem odpowiedź na najważniejsze pytanie — kiedy w statystykach z rynku pracy zobaczymy rzeczywisty efekt kryzysu wywołanego pandemią. Andrzej Kubisiak uważa, że pełny obraz możemy zobaczyć dopiero w lipcu, choć wcale nie musi być tak zły, jak mogłoby się wydawać.

— Gros osób, które otrzymały wypowiedzenia na początku lockdownu, nadal może przebywać na okresach wypowiedzeń i jeżeli ujrzymy je w rejestrach urzędów pracy, to najwcześniej w czerwcu lub lipcu. Musimy również pamiętać, że setki tysięcy osób przebywają obecnie na zwolnieniach na dzieci, co oznacza, że są na utrzymaniu ZUS i w obecnych warunkach są „niezwalnialni”. Do tego należy dołączyć kolejne setki tysięcy osób, które zostały objęte gwarancjami zatrudnienia wynikającymi z dofinansowania etatów w ramach dopłat z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz pracowników firm wspartych przez tarczę finansową. Te wszystkie elementy amortyzują wzrost bezrobocia, a można przypuszczać, że w okres pełnego odmrażania gospodarki wkroczymy w czasie wakacyjno-letnim, w którym występuje wzmożony i sezonowo stymulowany popyt na pracę. Ten czynnik może dodatkowo wpłynąć na odsunięcie w czasie najczarniejszych scenariuszy i dać czas na rozpędzenie się gospodarki już w nowej normalności — podkreśla zastępca dyrektora PIE.

Sprawdź program webinaru "Zwolnienia pracowników na odległość", 15 czerwca 10:00 >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane