Czytasz dzięki

Komputeryzacja szkół nadal od znakiem zapytania

(Marek Druś)
opublikowano: 05-08-2005, 07:19

Topnieją szanse wykorzystania pomocy finansowej UE na komputeryzację szkół. Kto jest winien? Urzędnicy, chciwe firmy, a może proceduralne absurdy?

Topnieją szanse wykorzystania pomocy finansowej UE na komputeryzację szkół. Kto jest winien? Urzędnicy, chciwe firmy, a może proceduralne absurdy?

Idea była szczytna: komputer w każdej szkole. Przed wakacjami 2004 r. Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu (MENiS) przygotowało projekt przewidujący wyposażenie do końca 2006 r. wszystkich placówek edukacyjnych i bibliotek w pracownie internetowe za 1,5 mld zł (w 75 proc. z funduszy unijnych). Około 300 mln zł miało zostać wydane jeszcze w 2004 r., kolejne 500 mln zł w 2005 r., reszta rok później. Na planach się skończyło. Przynajmniej na razie.

Do dziś bowiem MENiS nie wydało ani grosza, a do szkół nie trafił ani jeden komputer z tego programu. Największe w historii zamówień sprzętu dla oświaty przetargi opóźniają się, są oprotestowywane i unieważniane.

Dotacje w poślizgu

Pieniądze z 2004 r. przeszły na 2005 r. W tym roku termin finansowania mija 20 grudnia. Jego dotrzymanie przez resort jest już praktycznie niemożliwe.

— Ze względu na liczne protesty oferentów terminy przetargów wydłużają się i dlatego istnieje możliwość niewykorzystania części pieniędzy do końca 2005 r. — przyznaje Mieczysław Grabianowski, rzecznik MENiS.

Wygląda więc na to, że większość, jeśli nie całe 1,5 mld zł, Polska będzie musiała wykorzystać w 2006 r. I to pod warunkiem że naszym urzędnikom uda się kolejny raz przesunąć fundusze. Jeśli nie, pieniądze przepadną, a oparty na megaprzetargach program zakończy się megakompromitacją.

Będą się z nas śmiać

Dlaczego pieniądze tak trudno wydać? Resort edukacji wini za to niedoskonałe procedury.

— Wiele zapisów prawa zamówień publicznych utrudnia przeprowadzenie przetargów na zakup sprzętu komputerowego, szczególnie oprogramowania. Problem tkwi nie tyle w samych przepisach, ile w ich rozbieżnej interpretacji przez wykonawcę i zamawiającego — wyjaśnia rzecznik MENiS.

Jego zdaniem, bardzo trudne jest takie opisanie przedmiotu zamówienia, aby zamawiający kupił to, czego potrzebuje, a jednocześnie nie naraził się na protest wykonawcy, dysponującego towarem o parametrach nieznacznie odbiegających od opisu.

W nieoficjalnych rozmowach pracujący przy przetargach urzędnicy MENiS mówią wprost: ustawa o zamówieniach umożliwia ich torpedowanie, co przegrywający w przetargach skrzętnie wykorzystują.

— Procedury stają się tak skomplikowane, a ich interpretacja może być tak różna, że firma, która wypadła gorzej przy otwarciu ofert, może praktycznie zawsze doprowadzić do unieważnienia postępowania — twierdzi jeden z urzędników.

Narzeka, że organizacja przetargów z roku na rok staje coraz trudniejsza. Procedury się przeciągają, mnożą się protesty pod byle pretekstem.

— I nikt nie może sobie z tym poradzić. Najgorsze, że przez takie absurdy możemy stracić duże środki unijne i skompromitować się w Europie. Będą się z nas śmiać — mówi nasz rozmówca.

Miecz obosieczny

Rzecznik MENiS ma nadzieję, że jednak uda się wykorzystać pieniądze przeznaczone na zakup pracowni komputerowych.

— Pod warunkiem że oferenci zrozumieją, iż konkurowanie za wszelką cenę i oprotestowywanie drobnych nieścisłości w zapisach może doprowadzić do niewykorzystania dostępnych pieniędzy. Ze szkodą dla wszystkich — dodaje Mieczysław Grabianowski.

Przeregulowane prawo zamówień publicznych zostało ostatnio uznane przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji za jedną z głównych barier rozwoju informatyki.

Niektórzy dostawcy sprzętu dla MENiS mówią bez ogródek, że głównym celem protestów jest unieważnienie postępowania, a nie pozyskanie kontraktu.

— Takie możliwości daje ustawa i musimy je wykorzystywać działając w interesie spółki. Jeżeli nie mam szans na zdobycie kontraktu, szukam błędów w ofertach przeciwników. Zawsze coś się znajdzie — twierdzi jeden z nich.

Dodaje jednak, że wiele firm nie umie pisać ofert. Trudno więc zaakceptować zwycięstwo kogoś, kto zażądał niższej ceny, ale ofertę napisał gorzej.

— Poza tym MENiS też nie jest bez winy przy tych przetargach. Wprowadza zapisy takie jak wymóg podwójnego BIOS — mówi nasz rozmówca.

„PB” opisywał ten kontrowersyjny zapis, ostatecznie usunięty ze specyfikacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Marek Druś)

Polecane