Koń, jaki jest, każdy widzi

Wojciech Eichelberger
25-03-2005, 00:00

Tytuł tego felietonu to cytat z Husserla, twórcy fenomenologii, jednej z najciekawszych, najbardziej inspirujących szkół filozoficznych. Według niej, odpowiedź na wszelkie filozoficzne i egzystencjalne dylematy oraz pytania ludzkości zawiera się nie w świecie myśli i idei, lecz w świecie realnych bytów i zdarzeń, w świecie, którego zmysłowo doświadczamy. Problem w tym, że nie potrafimy doświadczać świata takim, jakim jest naprawdę, lecz doświadczamy go przez pryzmat naszych koncepcji, przeświadczeń, z góry powziętych przekonań i wyobrażeń. Abyśmy mogli więc odnaleźć odpowiedzi na trapiące nas odwieczne pytania, musimy — zdaniem Husserla — odzyskać umiejętność wolnej od wszelkich założeń, bezstronnej, rzec można czystej, obserwacji. Husserl nazywa to „metodą fenomenologiczną”.

W kontekście psychoimmunologii, czyli nauki zajmującej się tym, w jaki sposób umysł wpływa na ciało, metoda fenomenologiczna wydaje się nieoceniona. W skrajnych wypadkach do 80 proc. subiektywnie odczuwanego stresu ma niewiele wspólnego z trudną rzeczywistością, lecz wynika z naszych przeświadczeń i przekonań o tej rzeczywistości. Większość naszych cierpień bierze się stąd, że zamiast doświadczać rzeczywistości takiej, jaka jest, doświadczamy jej — wyprodukowanej przez nasz własny umysł — interpretacji. To dobra wiadomość, bo mimo wszystko łatwiej zmienić nawet nasze najbardziej ulubione poglądy i interpretacje niż rzeczywistość.

Dla psychoimmunologii szczególnie ważną sprawą jest to, jak ludzki umysł interpretuje rzeczywistość ciała. Ta interpretacja określa bowiem sposób, w jaki ciało jest traktowane, a to z kolei, w wielkiej mierze, wyznacza szanse na rozwinięcie jego potencjału i przeżycia swego czasu w miarę sensownie i zdrowo. Nie wdając się w głęboką psychologię, wyliczmy więc kilka, najczęściej spotykanych, nieprzychylnych interpretacji dotyczących rzeczywistości ciała. To: ciało jako dzika bestia, ciało jako siedlisko brudu i grzechu, ciało jako naczynie rozkoszy, ciało jako udręka, ciało jako zło konieczne, ciało jako pojemnik na jedzenie, ciało jako przedmiot pożądania, ciało jako ziemia nieznana, ciało jako narzędzie, ciało jako niewolnik, ciało jako więzienie, ciało jako schronienie, ciało jako postument dla głowy, ciało jako środek lokomocji i w końcu ciało jako koń roboczy....

Nawet bez używania metody fenomenologicznej, widać gołym okiem, że wszystkie wymienione sposoby myślenia o ciele dają mu marne widoki na przyszłość. Pewne nadzieje stwarza jedynie postrzeganie ciała jako konia roboczego, pod warunkiem wszakże, że za radą Husserla zobaczymy tego konia takim, jakim jest naprawdę.

Spójrzmy zatem fenomenologicznie, bezstronnie i na świeżo na nasze ciało i spróbujmy je opisać. Analogia do konia bardzo nam w tym pomoże. Zacznijmy od tego, że nasz „ciałokoń” jest żywym organizmem, nieodłączną częścią świata przyrody, żyjącą w zgodzie z biologicznymi i gwiezdnymi rytmami. Znaczy to m.in. tyle, że:

— jest zrobiony z krwi, ciała i kości (a nie z żelaza...)

— potrzebuje czystego powietrza do oddychania i czystej wody do picia,

— w dzień pracuje, a w nocy odpoczywa, ma wolne przynajmniej raz w tygodniu (wtedy robi, co chce!),

— potrzebuje w spokoju (nie w trakcie ciągnięcia wozu!), zjeść coś pożywnego trzy razy w ciągu dnia,

— nie ma potrzeby objadania się na noc,

— ma swoją, prostą, energetyzującą i smaczną dietę (nie je za mało ani za dużo, unika wyszukanych potraw),

— nie służy mu picie alkoholu ani oddychanie dymem,

— nie pociągnie więcej, niż może i nie udaje, że może, gdy nie może,

— od czasu do czasu potrzebuje dobrego towarzystwa i dobrego słowa, a także zabawy, poklepania i pochwały,

Ale najważniejsze, że jest jeden, jedyny i niewymienialny, taki, jaki nam przypadł w udziale. Innego ani nowego mieć już nie będziemy. Musi nam wystarczyć na całe życie, na szkoły, na wiele lat pracy, na wychowanie dzieci, na oglądanie i poznawanie świata oraz ludzi, realizowanie pasji i zainteresowań, na wszystkie powitania i pożegnania, na chrzciny, wesela i inne zabawy...

Jeśli uznamy, że taki rzeczywiście jest ten koń, to nie ma innego wyjścia, jak tylko dobrze poznać jego właściwości oraz instrukcję obsługi i zacząć mądrze, profesjonalnie o niego dbać. Wtedy da z siebie wszystko, będzie silny i zdrowy. Osiągnie o niebo więcej niż zajeżdżona i skatowana szkapa, której nie dają ani dobrze jeść, ani wypocząć. To proste rady. Gdy potrzebujemy bardziej skomplikowanej — i całościowej — instrukcji obsługi, sięgnijmy po pomoc specjalisty.

Wojciech Eichelberger, dyrektor Instytutu Psychoimmunologii

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Eichelberger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Koń, jaki jest, każdy widzi