Końcówka roku zwykle sprzyja inwestorom

Marek Wierciszewski
28-10-2011, 00:00

Listopad i grudzień to z reguły dwa najlepsze miesiące na giełdach. Tyle statystyka z Wall Street

Kończący się październik cieszy się wśród inwestorów giełdowych złą sławą. To miesiąc krachów. Dobra wiadomość jest taka, że wraz z jego zakończeniem końca dobiegnie także tradycyjnie gorsze dla inwestorów letnie półrocze.

Tradycja październikowych krachów sięga jeszcze Wielkiego Kryzysu, który rozpoczęło październikowe załamanie na nowojorskiej giełdzie. Od tamtego czasu paniczna wyprzedaż w październiku zdarzyła się także w latach: 1937, 1978, 1979, 1987 oraz 2008.

W ostatnich jednak właśnie w październiku lub w sąsiadujących z nim miesiącach często następował rynkowy zwrot. Później było już tylko lepiej. W 1998 roku na początku października zakończyła się panika po ogłoszeniu niewypłacalności przez Rosję i zaczęła wielka hossa internetowa. Dokładnie rok później wypadło dno głębokiej korekty przed ostatnią falą huraganowych zwyżek cen spółek internetowych.

Twarde dno bessy, jaka spustoszyła portfele inwestorów w latach 2000–01, wypadło w ostatnim tygodniu września 2001 r., a kolejna hossa zaczęła się rozkręcać w październiku następnego roku. Również i później jesienne szczęście nie opuszczało inwestorów. Dno korekty w 2003 r. przypadło na listopad, a w 2005 r. na październik.

O tym, że niekoniecznie jest to zupełny przypadek, świadczą statystyki z mogącej się pochwalić najdłuższą historią giełdy nowojorskiej. W ciągu ostatnich 60 lat w listopadzie i grudniu na akcjach można było zarobić średnio po 1,6 proc. Jak wynika z danych, to dwa najlepsze miesiące do inwestycji na giełdzie.

Trzymając akcje, tylko przez dwa ostatnie miesiące roku przeciętnie można było zgarnąć aż 38 proc. zysków, jakie papiery spółek przynosiły w ciągu pełnych 12 miesięcy. To świetny wynik, zwłaszcza na tle dwóch wcześniejszych miesięcy, które zwykle kończyły się dla inwestorów bez żadnego zarobku. O ile październik przynosił przeciętnie 0,6-procentowy zysk, o tyle wrzesień tradycyjnie jest najgorszym miesiącem ze wszystkich. Średnio w ciągu ostatnich 60 lat inwestorzy tracili w tym miesiącu 0,6 proc.

Jeżeli tak zdarzyłoby się i tym razem, to po październikowym odbiciu inwestorzy mieliby powody, by zacierać ręce z zadowolenia. Listopad historycznie rozpoczyna nie tylko dwa świetne miesiące, ale również całe sprzyjające inwestycjom w akcje półrocze. Od listopada do kwietnia w ostatnich 60 latach przeciętnie na Wall Street można było zarobić 6,9 proc.

W tym samym okresie trzymanie akcji od maja do października oferowało jedynie skromną, 1,5-procentową stopę zwrotu. Trudno zatem mówić o przypadku, jeżeli chodzi o słynne powiedzenie amerykańskich maklerów „Sell in May and go away”. W tym roku ta zadziwiająco trafna maksyma sprawdziła się co do joty. Na jeden dzień przed końcem „letniego” półrocza straty inwestorów sięgają 7 proc. i nie wiadomo, czy bykom udało się je całkowicie odrobić. Wiele jednak wskazuje, że najgorsze już za inwestorami giełdowymi. Właśnie z końcówką roku związane jest określenie „rajd świętego Mikołaja”. Po nim z kolei tradycyjnie następuje „efekt stycznia”. Czas pokaże, czy i w tym roku dadzą zarobić inwestorom.

PYTANIE PULSU

Czy listopad i grudzień będą w tym roku dobrymi miesiącami dla inwestorów?

Statystyki mogą oszukiwać

Nie przesądzałbym, że końcówka roku będzie dobra, bo statystyki mogą oszukiwać. W tym roku sytuacja jest wyjątkowa. Zwykle październik jest na rynku słabym miesiącem, nazywa się go przecież miesiącem krachów. Teraz przyniósł odbicie po czterech miesiącach spadków.

W takich warunkach listopad i grudzień wcale nie muszą się okazać dobre. Sytuacja jest o tyle nieprzewidywalna, o ile tym razem to politycy kreują tendencje rynkowe, a na rynku ogromną rolę odgrywająemocje. Tymczasem nie wiemy, jak do końca roku spisywać się będą dane makro.

Wielu zarządzających liczy na dobrą końcówkę roku, jednak ja wcale nie byłbym jej taki pewny. WIG20 zbliżył się na wyciągnięcie ręki do kluczowego oporu, jakim jest pułap 2450 punktów. Jeżeli brać pod uwagę tylko dane makro z kraju, które są świetne, to perspektywy rynku należałoby ocenić bardzo dobrze. Jednak takie podejście mogłoby się okazać zbytnio optymistyczne, bo światowe rynki i gospodarki to naczynia połączone.

To, co stało się w czwartek, czyli umorzenie części zadłużenia Grecji i zlewarowanie funduszu EFSF, to dopiero przygrywka. Nikt nie wie, co się może dziać dalej. Czy teraz, zamiast zaciskać pasa, w kolejce do umorzenia długów nie ustawią się następne kraje?

Na rynku jest tyle niepewności, że każdy scenariusz jest możliwy. Końcówka roku niekoniecznie musi być dobra, bo statystyki wcale nie muszą pomóc inwestorom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Końcówka roku zwykle sprzyja inwestorom