Koniec inwestycji samorządowych

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 05-11-2012, 00:00

Miasta koncentrują się na domykaniu starych projektów. Dla nowych tylko przygotowują dokumentację – z myślą o nowym budżecie UE

Samorządy wchodzą w okres suszy inwestycyjnej. Choć skarbnicy dopiero pracują nad budżetami na 2013 r., wiadomo już, że będzie to czas istotnego ograniczenia nakładów na rozwój. Zgodnie z wieloletnimi prognozami finansowymi dziesięć największych miast w Polsce zamierza wydać w przyszłym roku na inwestycje 8,3 mld zł. To o 1,5 mld zł mniej, niż wynika z planu na 2012 r.

— Przyszyły rok to będzie trudny czas dla samorządów. Staramy się realizować jak najwięcej inwestycji, ale już wiadomo, że nie na wszystkie zadania wystarczy pieniędzy — mówi Danuta Kamińska, skarbnik Katowic, przewodnicząca Komisji Skarbników Unii Metropolii Polskich.

Na razie dość

Jeszcze bardziej niepokojący od spadku nakładów na rozwój jest fakt, że samorządy wyłącznie kończą rozpoczęte inwestycje i nie mają zamiaru rozpoczynać nowych. Prawie nie ogłaszają nowych konkursów, w których mogłyby startować firmy.

— Koncentrujemy się na trwających projektach. Priorytet mają te inwestycje, dla których mamy zapewnione finansowanie. Niestety, nie możemy pozwolić sobie na rozpoczynanie nowych przedsięwzięć — mówi Danuta Kamińska.

To podejście charakterystyczne obecnie dla większości polskich samorządów.

— Mamy rozpoczętych wiele dużych inwestycji, wartych często kilkadziesiąt mln zł. Nie można więc powiedzieć, że nic się w mieście nie dzieje. Koncentrujemy nasze siły, by te projekty dokończyć. Żadne nowe inwestycje nie będą jednak w przyszłym roku rozpoczynane — mówi Stanisława Kozłowska, skarbnik Białegostoku. Jeśli już samorząd myśli o nowych inwestycjach, to jedynie o ich formalnym przygotowaniu.

— Mamy osiem inwestycji, dla których rozpoczynamy opracowywanie planów, zbieramy dokumentacje. Chcemy mieć te projekty gotowe do realizacji, kiedy pojawią się konkursy na dofinansowanie z unijnych funduszy przyznanych Polsce na lata 2014-20 — tłumaczy Teresa Blacharska, skarbnik Gdańska.

Brak nowych projektów oznacza, że w 2014 r., a może również w 2015 r. wartość nakładów na rozwój dalej będzie się kurczyć. Firmy żyjące z zamówień samorządowych muszą się więc przygotować na 2-3 lata niemal bez nowych kontraktów.

Budżet na kryzys

Co sprawia, że samorządy — do niedawna największy inwestor w Polsce — nagle przestają wydawać? Główne powody są trzy. Po pierwsze, powoli wysychają dotacje unijne z puli na lata 2007-13. Zdecydowana większość pieniędzy już została rozdzielona i niewiele jest nowych konkursów, w których samorządy mogą ubiegać się o wsparcie. Po drugie, wiele samorządów doszło już do ustawowych limitów zadłużenia (60 proc. długu i 15 proc. kosztów obsługi długu w relacji do dochodów). Nie mogą więc sięgać po finansowanie zewnętrzne, a z własnych pieniędzy nie są w stanie przeprowadzić inwestycji. Na przykład Gdańsk musi na 2013 r. przygotować — po raz pierwszy od lat — zrównoważony budżet, a więc wydatki nie mogą przekraczać dochodów. Po trzecie, do bram samorządów coraz głośniej puka kryzys. Słaba koniunktura w gospodarce sprawia, że przychody lokalnych władz z podatków hamują.

— Coraz większa jest presja po stronie dochodowej. Trzy ważne źródła — PIT, CIT i podatek od czynności cywilnoprawnych — z każdym miesiącem pokazują słabsze wyniki — mówi Stanisława Kozłowska.

Samorządowcy nie oczekują, że w przyszłym roku gospodarka przyspieszy. — Spodziewamy się, że już w 2012 r. dochody Gdańska z CIT będą o 20 mln zł niższe, niż planowaliśmy. Na 2013 r. minister finansów prognozuje, co prawda, wzrost przychodów samorządów z podatków, ale obawiam się, że jego prognozy są zbyt optymistyczne. Opierają się na założeniu, że dynamika PKB wyniesie 2,2 proc., tymczasem sądzę, że będzie ona niższa — mówi Teresa Blacharska.

OKIEM EKSPERTA

Inwestycyjna susza pogłębia spowolnienie

ADAM ANTONIAK

ekonomista Banku Pekao

Sytuacja w dużych miastach jest zbieżna z tym, co dzieje się w całym sektorze finansów publicznych. Nakłady na inwestycje zaczynają się wyraźnie kurczyć. W 2011 r. stanowiły 5,8 proc. PKB, a w 2013 r. — zgodnie z prognozą rządu — mają wynieść już tylko 3,9 proc. Ten bardzo silny spadek ma znaczenie dla koniunktury w całej gospodarce. Okres słabych inwestycji publiczny nieszczęśliwie zbiega się z okresem spadku inwestycji prywatnych i mocnego wyhamowania konsumpcji. Ten splot negatywnych wydarzeń sprawia, że w 2012 r. wzrost gospodarczy w Polsce spowolni do 2-2,5 proc., a w przyszłym roku wyniesie już tylko 1,5-2 proc.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu