Koniec jazdy na podwójnym gazie

Andrzej Domański Noble Funds TFI
opublikowano: 08-01-2013, 00:00

Wraz z lepszymi danymi powoli przechodzić będziemy w kierunku logiki „im lepiej, tym gorzej”.

Widmo strachu zawisło nad rynkami. Tym razem obaw inwestorów nie budzi jednak sytuacja fiskalna Grecji czy problemy hiszpańskich banków. Nowe źródło niepokoju jest o wiele poważniejsze i najprawdopodobniej bić będzie dłużej. Zgodnie ze sprawozdaniem z ostatniego posiedzenia FOMC (Komitetu ds. Otwartego Rynku), część członków tego ciała uważa, że zasadne może być spowolnienie lub zatrzymanie skupu amerykańskich obligacji skarbowych oraz obligacji opartych na tamtejszym rynku hipotecznym przed końcem roku 2013. To wcześniej, niż oczekiwali uczestnicy rynku.

Samo zainicjowanie dyskusji przez komitet na temat stopniowego wygaszania programu ilościowego luzowania polityki pieniężnej zaniepokoiło inwestorów. Pierwsze zareagowało złoto, którego kurs jest zakładnikiem wysokiej płynności oraz obaw o wzrost inflacji. Pojawienie się perspektywy ściągnięcia z rynku części nadmiernej płynności nie służy tego typu aktywom. Nic więc dziwnego, że w trakcie dwóch ostatnich sesji złoto straciło ponad 2 proc. Spadki zanotowały również amerykańskie obligacje skarbowe, których rentowności zdaniem większości analityków wskazują na skrajne przewartościowanie, a których wycena jest pochodną właśnie polityki prowadzonej przez Fed.

Co może oznaczać stopniowa zmiana retoryki amerykańskiej rezerwy federalnej dla akcji? Rynek akcji naturalnie chciałby poruszać się na dwóch silnikach. Z jednej strony mają mu pomagać poprawiające się dane makroekonomiczne — i tu ostatnio nie można narzekać, bo dane z największych gospodarek rzeczywiście dają podstawy do optymizmu. Amerykański konsument trzyma się mocno, a dane z rynku pracy wskazują na ożywienie. Dynamiki nabiera także chińska produkcja przemysłowa oraz sprzedaż detaliczna.

Z drugiej strony zwyżki ma napędzać ogromna nadpłynność systemu, a za tą odpowiada polityka banków centralnych. „Niestety”, luzowanie polityki pieniężnej nie miało służyć rynkom (w szczególności nie rynkowi akcji), ale stymulowaniu gospodarki. Skoro widać oznaki ożywienia, czas zrezygnować z polityki pieniężnej, którą nawet ją prowadzący nazywają „nadzwyczajną”.

Oczywiście, taka sytuacja będzie już niedługo prowadzić do problemu z interpretacją danych makroekonomicznych. Jeszcze niedawno rynki żyły zgodnie z zasadą „im gorzej, tym lepiej”. Im bardziej oczywiste były symptomy spowolnienia gospodarczego, tym większa presja na Fed i Europejski Bank Centralny, aby rozluźniały politykę pieniężną. Wszyscy pamiętamy, jak rynek ignorował fatalne dane z amerykańskiego rynku pracy.

Wraz z lepszymi danymi najwyraźniej powoli przechodzić będziemy jednak w kierunku logiki „im lepiej, tym gorzej”. Rosnąca ilość dowodów na to, że najgorsze gospodarka ma już za sobą, będzie rodzić obawy, że prasy drukarskie zostaną w końcu wyłączone. Może to prowadzić do z pozoru niespójnych rynkowych reakcji na dane makroekonomiczne.

Oczywiście stopniowe odchodzenie od „nadzwyczajnej” polityki pieniężnej należy ocenić pozytywnie. Rynki dostatecznie długo rosły na bazie potężnej nadpłynności. Teraz czas, aby wzrost był z powrotem napędzany stanem gospodarczej koniunktury. Jazda na podwójnym gazie skończyć się może poważnym wypadkiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Domański Noble Funds TFI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu