Koniec kwartału i posiedzenie RPP powinny pomóc giełdzie

Piotr Kuczyński
25-03-2002, 00:00

Przełamanie 1430 pkt. na WIG-20 tworzyłoby formację podwójnego dna i dałoby wzrost do 1530 pkt. To z kolej utworzyłoby elliottowską, pięciofalową strukturę pierwszej fali nowej hossy.

Z Ameryki

Tym razem mieliśmy spadkowy tydzień na rynkach USA. Decyzja po posiedzeniu FOMC nie mogła być niespodzianką. Zmiany stóp nie było, a komentarz po posiedzeniu pokazał, że Fed widzi ożywienie, ale widzi również zagrożenia. Nie wyobrażam sobie podwyżki stóp na najbliższym posiedzeniu Fed — może dopiero w czerwcu. Rynek został pozostawiony sam sobie, a właściwie spółek i ostrzeżeniom, które niedługo zaczną napływać. Nic dziwnego, że po decyzji FOMC inwestorzy zrobili się nerwowi.

Dla zrozumienia obecnych nastrojów warto przeanalizować, dlaczego indeksy tak mocno spadły we środę. Zachowanie rynku można tłumaczyć na dwa różne sposoby. Pierwszy to ten oficjalny: inwestorzy boją się podwyżki stóp i tego, że ta podwyżka zahamuje rozwój gospodarki i zmniejszy zyski spółek. To według mnie dosyć naiwna próba tłumaczenia zachowania rynku. Inwestorzy od kilku tygodni wiedzieli dokładnie, co zrobi i co powie Fed. To tłumaczenie było tylko pretekstem do sprzedaży akcji. Rynek czuje, że indeksy poszły zdecydowanie za daleko i na razie nie widać wzrostu zysków usprawiedliwiającego tę zwyżkę.

Dane makro w zeszłym tygodniu nie wyjaśniły sytuacji. W niektórych (wzrost importu, znowu lepsze dane w budownictwie, mniejsza ilość nowo zarejestrowanych bezrobotnych) widać było ożywienie gospodarki, ale w innych (wielkość eksportu i wyprzedzające wskaźniki LEI, mniej zamówień w rejonie środkowo-atlantyckim) można dostrzec, że ożywienie wcale nie będzie takie silne. Na razie wielkiego niepokoju nie wywołała większa od oczekiwań inflacja, ale w końcu wzrost cen towarów musi się i tutaj pojawić. A niewielka inflacja była do tej pory sprzymierzeńcem ożywienia.

W tym tygodniu danych makro otrzymamy dużo. Tyle tylko, że z interpretacją będzie kłopot. Najważniejsze raporty to zamówienia na dobra trwałego użytku, indeksy nastroju i zaufania, PMI w rejonie Chicago oraz przychody i wydatki osobiste. Rynek oczywiście spodziewa się samych dobrych informacji. Problem w tym, że nie wiadomo dokładnie, co jest dobre dla posiadaczy akcji. Wygląda na to, że prawie każde dane będą dla nich złe. To paradoks, ale jeśli będą bardzo mocne i pokazujące szybko nadchodzące ożywienie, to inwestorzy będą się bali szybkiej podwyżki stóp. Jeśli będą gorsze od oczekiwań to będą się bali, że ożywienie nie jest mocne i zyski spółek nie będą dobre. Widać, że rynek został wzięty w kleszcze, z których ciężko będzie się wyrwać.

Zamieszanie wśród ośrodków analitycznych w USA rośnie. Znamienne jest to, że na przykład Merrill Lynch podwyższył oczekiwania wzrostu PKB w pierwszym kwartale do przedziału między 5 a 6 proc., a Salomon Smith Barney do 5,2 proc. Z kolei MFW ocenia, że w tym roku wzrost PKB w USA wyniesie 1,4 proc. a w 2003 roku 3,8 proc. Podobno wtedy byłaby to najłagodniejsza recesja w historii USA. Tylko to ostatnie zdanie powinno być niezwykle poważnym ostrzeżeniem dla optymistów. Nie ma możliwości, by w wyniku takich napięć jak w ostatnich latach recesja była aż tak łagodna. Do wymienionych przeze mnie tydzień temu opiniotwórczych pesymistów dołączył noblista w dziedzinie ekonomii Joseph Stiglitz, który stwierdził, że gospodarka USA technicznie wyszła już z recesji, ale rośnie jedynie o 0,5 proc.

Szukając powodów ożywienia gospodarki i możliwości rozwoju sytuacji warto zapoznać się z artykułem Louis Uchitelle w New York Time (23.03) „Ostry wzrost wydatków rządowych prawdopodobnie pomógł w zwalczeniu recesji”. Teza tam postawiona jest taka, że od października 2001 różne ośrodki rządowe w sposób nieskoordynowany (?) zwiększyły wydatki o około 100 mld. USD. To przede wszystkim wydatki na cele militarne, ale dużo więcej wydano również na budowę autostrad, szkół, opiekę medyczną, zasiłki dla bezrobotnych i na inne potrzeby społeczności lokalnych. Tutaj też mamy wyścig: czy szybciej wyschnie strumień wydatków rządowych (recesja mocno ograniczyła wpływy), czy też gospodarka odżyje tak szybko i wyraźnie, że konsumenci przejmą na siebie ciężar zapewnienia stałego dopływu pieniądza.

Obraz techniczny rynku wydaje się być bardzo klarowny. Na DJIA opór na 10600 pkt obronił się, a indeks odbił się od górnego ograniczenia kanału trendu wzrostowego kreując mały podwójny szczyt. Konsekwencją powinno być testowanie wsparcia na 10260 -10270 pkt. Nie wykluczałbym, że zejście do dolnego ograniczenia kanału w okolicach 10000 pkt. Bardzo podobnie wygląda S&P 500. Obronione 1175 pkt., mały podwójny szczyt i otwarta droga do testu 1120 pkt. NASDAQ wygląda najgorzej, ale na razie wsparcie na 1830 pkt. dzielnie się broni. Opór to 1880. Nie widzę możliwości przełamania 1930 pkt. Szybciej zostanie przełamane 1830 i indeks będzie testował 1770 pkt.

„Window of opportunity” nie zostało do końca wykorzystane. Rynek mógł jeszcze wykonać jeden ruch do góry, ale nie miał już sił. Okres ostrzeżeń, wyników spółek i obawy o poziom stóp nie sprzyja wzrostom kursów akcji. Uważam, że najbardziej optymistyczny scenariusz, na które można liczyć na rynkach amerykańskich, to wejście indeksów w trend horyzontalny, a jeśli informacje ze spółek nie będą zadowalające, wcale mnie nie zdziwi wyraźny ruch w kierunku dolnych ograniczeń.

Z Polski

Tydzień temu pisałem, że nasz rynek powinien zachować się podobnie jak inne giełdy światowe. Jeśli z perspektywy całego tygodnia spojrzy się na indeksy to można powiedzieć, że tak właśnie było, ale korelacja z sesji na sesję nie była zbyt duża. Szczególnie źle rynek zachowywał się na początku tygodnia, kiedy Elektrim, BRE, TPSA i PKN mocno spadały. Wydaje się jednak, że złe informacje zostały już w dużej mierze zdyskontowane i teraz inne czynniki powinny zacząć odgrywać pierwszoplanową rolę.

Oprócz reakcji na zachowanie rynków światowych zaczęła się już gra pod posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (26-27.03). Uchwała Sejmu i naciski polityczne to jedna strona medalu, a druga to stagnacja, bezrobocie, wzrost PKB w czwartym kwartale jedynie o 0,3 proc., niezwykle duży spadek wskaźnika optymizmu konsumentów, co pokazało badanie Ipsos-Demoskop i mała inflacja.

Rada powinna stopy obniżyć, ale optymizm, co do szybkiego ożywienia prezentowany przez jej członków może być zapowiedzią, że Rada, zanim podejmie decyzję o obniżce, będzie czekała na następne dane makro. Opinie analityków są bardzo różne i takie też powinno być zachowanie inwestorów. Rada nabrała pewności po wypowiedziach Prezydenta i wszystkich instytucji międzynarodowych i może postawić na swoim. W wyniku tego zaczęłaby się znowu walka na linii Sejm — RPP. Mimo że nie doprowadzi to do żadnych zmian, może psuć nastroje. Poza tym złoty wzmocniłby się jeszcze bardziej dążąc nieuchronnie do 4,00 za USD, co uniemożliwiałoby w praktyce realizację programu rządowego. Wypowiedzi członków rady nie dają jasnych przesłanek do prognozowania decyzji Rady, ale nie jestem optymistą. Obawiam się, że obniżki nie będzie.

Głośno wyrażane obawy Rady dotyczą przede wszystkim inflacji, która ma mocno wzrosnąć na skutek obniżek stóp. Ciekawi mnie tylko jak członkowie RPP godzą przekonanie o tym, że obniżki stóp nie powodują dużego spadku cen kredytu z obawą o ich wpływ na wzrost inflacji. Poza tym wielu ekonomistów jest zdania, że w Polsce inflacja wynika przede wszystkim z kosztów, a nie z niezrównoważonego popytu.

Bardzo ciekawe informacje w tym tygodniu powinny przynieść dane o deficycie obrotów. Prognoza mówi o 500 mln USD, ale to oczywiście nie wszystko. Ważna będzie struktura tego deficytu. Analitycy i inwestorzy będą szczególnie zwracali uwagę na eksport. Gdyby zaczęły się potwierdzać dane o jego spadku to złoty mógłby osłabnąć. Warto jednak spojrzeć również na import, bo z jego wielkości będzie można wyciągnąć wnioski, czy ożywienie gospodarcze nadchodzi, czy nie.

Mimo, że ostatnio korelacja GPW z rynkami światowymi była niewielka to jednak istnieje na dłuższą metę, małe prawdopodobieństwo, by zanikła. Zarówno francuski CAC - 40 jak i niemiecki XETRA DAX są ciągle blisko poziomów oporu. Jeśli założyć, że rynki amerykańskie nie będą rosły to i w Eurolandzie można oczekiwać trendu horyzontalnego. To oczywiście naszemu rynkowi by nie pomogło. Jest jednak inna szansa. Jeśli zagraniczni spekulanci dojdą do wniosku, że niewiele mogą już zrobić w Eurolandzie to mogą zaatakować nasz region. Nie mam takiej pewności, ale piątkowe zachowanie węgierskiego BUX i naszego rynku może być sygnałem, że coś takiego się zaczyna.

Obraz rynku w analizie technicznej nie jest tak jasny, jak amerykańskiego. Indeks cenowy utworzył formację podwójnego szczytu sygnalizującą konieczność testowania dna. Do linii szyi pozostało około 1 proc. wzrostu. Powrót nad ten poziom anulowałby tę formację i umożliwiałby stawianie całkiem optymistycznych prognoz. Odbicie od niego byłoby niezwykle negatywne. W tym tygodniu sytuacja powinna się wyjaśnić. WIG co prawda pokonał wsparcie, ale szybko nad nie powrócił. Oporem jest 15500 pkt. Pokonanie tego poziomu otwierałoby drogę nawet do 16500 pkt. Przełamanie 14900 z kolei musiałoby dać spadek do przynajmniej 14000 pkt. WIG-20 z trudem, bo z trudem, ale obronił wparcie na 1330 pkt. kilkakrotnie je naruszając. To zazwyczaj jest mocny sygnał kupna. Teraz oporem jest 1380, a potem 1430 pkt. Szczególnie ten drugi poziom jest niezwykle ciekawy. Przełamanie tworzyłoby formację podwójnego dna i dawałoby wzrost do 1530 pkt. To z kolej tworzyłoby elliottowską, pięciofalową strukturę pierwszej fali nowej hossy. Fascynująca hipoteza... Oczywiście przełamanie 1330 pkt. wiązałoby się ze spadkiem przynajmniej do 1285 pkt.

Oczekiwanie na decyzje RPP daje pretekst do wywołania wzrostów indeksów, koniec kwartału może wywołać cykliczne „windows dressing” i podciąganie kursów przez fundusze. Możliwy jest również atak kapitału spekulacyjnego w regionie. To wszystko są czynniki prowzrostowe. Fundamenty, awantura o Radę i niejasna sytuacja w Stanach działają odwrotnie. Co z tego wyniknie? Zakładam, że do 1420-1430 pkt. WIG-20 powinien dojść, potem logiczny byłby spadek i optymalnym rozwiązaniem byłoby powstanie trendu horyzontalnego 1330 -1430, ale koncepcja piątki w pierwszej fali hossy może być dla funduszy niezwykle kusząca...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Koniec kwartału i posiedzenie RPP powinny pomóc giełdzie