Koniec tygodnia, a rozstrzygnięcia brak

Paweł Cymcyk
10-07-2009, 08:36

Czwartkowa sesja w Stanach nie wniosła nic nowego do obrazu sytuacji. Patrząc na przebieg sesji za Oceanem, widać, że gracze są tam równie zdezorientowani, jak w Europie.

Indeksy amerykańskie wczoraj z początku rosły, potem spadały, następnie wychodziły na nowe szczyty, a dzień zakończyły neutralnie. Pomimo takiego rzucania indeksem, S&P500 utrzymał się powyżej 875 pkt., więc teoretycznie nic istotnego się nie stało, ale jeżeli po ponad tygodniu spadków byki nie są w stanie utrzymać dziennego wzrostu o ledwo 1 proc. i w końcówce uciekają w popłochu, to przyszłość nie rysuje się w zielonych barwach. Dodatkowo część inwestorów mogły zmartwić słowa Warena Buffeta, który na horyzoncie widzi drugą falę kryzysu i jest przekonany, że gospodarka USA jest w znacznie gorszej kondycji niż się sądzi. Gdyby miał zrealizować się taki scenariusz, w ciągu kilku tygodni wparcia powinny zostać przełamane, a indeksy spaść o ok. 10-15 proc. Byłoby to zgodnie ze wskazaniami analizy technicznej oraz z giełdowym wyprzedzaniem koniunktury gospodarczej. Pytanie tylko, na ile realny jest tak pesymistyczny scenariusz...

Wczorajsza sesja na GPW rozegrała się podobnie do późniejszej sesji w Stanach. Na początku popyt miał przewagę wynikającą z środowej, w miarę udanej obrony wsparć na amerykańskim rynku i WIG20 w dobrej atmosferze zdołał oddalić się od wsparcia 1800 pkt. Skromne siły popytu pozwoliły tylko na nieznacznie ponad 1-proc. wzrost. Podobny rozwój sytuacji na zachodnich rynkach przy panującym spokoju uniemożliwiał większe zmiany.

Panująca w trakcie dnia stabilizacja spowodowała, że WIG20 najpierw oddalił się od sesyjnego maksimum o kilka punktów. Następnie lepsze od oczekiwań dane o tygodniowej liczbie bezrobotnych w USA ponownie doprowadziły indeks na szczyty. Dane nie były w żadnym wypadku przełomowe, ale liczba nowych osób bez pracy jest najmniejsza od stycznia i po raz pierwszy od 5 miesięcy okazała się niższa od 600 tys. Obecna wartość, 545 tys., to nadal dużo, ale przynajmniej widać efekty gospodarczej poprawy.

Nadzieje na udane zakończenie handlu prysły w końcówce sesji. W dosłownie kilka ostatnich minut podaż o połowę zmniejszyła całodzienną zdobycz byków. WIG20 zanurkował w stronę 1800 pkt. i otarł się o wsparcie, ale w ostatnich minutach byki zdołały wpracować symboliczny wzrost.

Wczorajsza sesja była kolejną, na której ewidentnie było widać, że popyt może sobie robić dowolne ruchy, ale gdy na parkiecie pojawia się większa podaż, chętnych do kupna brakuje. Fatalnie wygląda zwłaszcza dynamicznie rosnący obrót podczas spadków. Dalsze losy nadal nie są rozstrzygnięte, bo wsparcie trzyma, a powodów do wzrostów nie ma. Swoją drogą, wczorajsza sesja była pierwszą po 5 spadkowych dniach z rzędu, więc niemrawe odbicie nie jest niczym wyjątkowym, a nawet sugeruje podwyższoną ostrożność.

Dziś dzień zapewne zaczniemy neutralnie, a następnie gracze będą czekać na jakiekolwiek impulsy, które wcale nie muszą się one pojawić.

Paweł Cymcyk
Autor jest analitykiem A-Z Finanse


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Cymcyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

GPW / Koniec tygodnia, a rozstrzygnięcia brak