Konkretów nie było, bo być nie mogło

Jacek Zalewski
26-02-2009, 00:00

Zorganizowany wczoraj przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego tzw. szczyt społeczny przyniósł efekty takie, jakie przewidywaliśmy. To znaczy — zero konkretów, trochę deklaracji i rozpoznanie oczekiwań. W ostatniej chwili w szczycie postanowił wziąć udział premier Donald Tusk, co gospodarza z jednej strony ucieszyło, ale z drugiej wywołało wielki niepokój, kto też wygra to spotkanie politycznie. Dlatego Kancelaria Prezydenta zadbała, aby natychmiast po inauguracyjnym wystąpieniu głowy państwa transmisja telewizyjna została zakończona, a media wyproszone — dzięki czemu wystąpienia szefa rządu wysłuchali tylko zebrani.

Tego typu przedsięwzięcia mogą się powieść tylko pod warunkiem, że najpierw są długo przygotowywane przez "szerpów", którzy żmudnie pracują i ucierają stanowiska. W tym wypadku nie było żadnych prac przygotowawczych, jeśli nie liczyć kilku spotkań Lecha Kaczyńskiego. Wypada zatem przyjąć, że podstawowym celem wczorajszego szczytu był jego wymiar polityczny. Prezydent chciał koniecznie zaakcentować, że to on jest w ciężkich czasach kryzysu przewodnikiem i opoką.

Najlepszym komentarzem do szczytu jest zestawienie zdjęć z dwóch odrębnych konferencji prasowych. Prezydent i premier byli zgodni tylko co do jednego — że nie ma żadnej sztywnej doktryny w dochodzeniu Polski do euro, a w rozwiązywaniu wspólnych problemów potrzebny jest pragmatyzm. Niestety, obie strony zupełnie inaczej rozumieją te same słowa.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Konkretów nie było, bo być nie mogło