Konkurenci mają haka na Comarch

Mariusz Zielke, Sebastian Gawłowski
opublikowano: 04-12-2007, 00:00

Konkurenci próbują wykorzystać wpadkę Comarchu do wykluczenia go z konkursów za publiczne pieniądze.

SAS Institut żąda wyrzucenia krakowskiej firmy z przetargów

Konkurenci próbują wykorzystać wpadkę Comarchu do wykluczenia go z konkursów za publiczne pieniądze.

Z powodu potknięcia przy maleńkim projekcie Comarch może mieć spory problem na niezwykle istotnym dla spółki rynku zamówień publicznych, z którego czerpie rocznie od 20 do 30 proc. przychodów.

Najpóźniej 30 listopada 2006 r. krakowska firma miała zakończyć wdrożenie systemu bezpieczeństwa żywności dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS). Zlecenia nie wykonała, a umowa została zerwana z jej winy.

Trzyletnia karencja

Był to maleńki projekt, wart zaledwie 350 tys. zł. Nie byłoby się więc czym przejmować, gdyby nie pewien przepis prawa, który może skomplikować udział informatycznej spółki w innych, ważnych dla niej przedsięwzięciach w administracji.

Art. 24 prawa zamówień publicznych (PZP) mówi bowiem wyraźnie, że firmy, które nie wykonają publicznego zadania i nie naprawią szkody (niezależnie od wielkości) do dnia ogłoszenia kolejnych przetargów, muszą być z nich wykluczane. I to przez trzy lata.

Comarchowi tak długa karencja na szczęście nie grozi, bo 12 listopada 2007 r. zapłacił GIS odszkodowanie i kary za odstąpienie od umowy. Firma uważa, że tym samym naprawiła szkodę i o jej wykluczeniu z przetargów nie może być mowy. Mimo to jej wpadkę próbuje wykorzystać kilku konkurentów.

Na podstawie art. 24 wyrzucenia Comarchu z zamówienia na hurtownię danych dla Ministerstwa Finansów żąda SAS Institut, jedna z największych światowych firm IT. Losy postępowania obserwują inne firmy, m.in z grup Sygnity i Prokomu. Oficjalnie żadna z nich nie chce komentować sprawy. W tym tygodniu zajmą się nią arbitrzy Urzędu Zamówień Publicznych (UZP), a potem pewnie także sąd.

Dla Comarchu zamówienia publiczne to spora część biznesu. Spółka w ostatnich 9 miesiącach miała z tego sektora 107 mln zł przychodów (26 proc. całości wpływów, najwięcej w podziale sektorowym).

Comarch umacnia się w tym sektorze od dawna, wygrywając coraz więcej zleceń — m.in. wiele projektów dla Ministerstwa Finansów, resortu spraw wewnętrznych, edukacji czy Ministerstwa Sprawiedliwości, kontrakty dla samorządów. Dodatkowo spółka liczy na spory kawałek tortu z projektów unijnych zaplanowanych na lata 2007-13, wartych kilka miliardów euro. Proceduralne komplikacje nie są jej potrzebne.

Comarch jednak uspokaja, że problemu nie ma, bo choć rzeczywiście zlecenia dla GIS nie wykonał, to już naprawił szkodę i zapłacił klientowi odszkodowanie.

— Firmie nic nie grozi. Od dnia rozwiązania umowy między stronami cały czas trwały rozmowy mające na celu ustalenie rzeczywistej wysokości szkody. W momencie jej ustalenia nasza firma bezzwłocznie i dobrowolnie szkodę naprawiła. Nie istnieją żadne podstawy do wykluczania nas z przetargów — mówi Paweł Prokop, wiceprezes Comarchu.

Konkurencja nie śpi

Konkurenci interpretują przepisy inaczej. Przypominają, że przez wpadkę klient spółki stracił unijne dofinansowanie. Sugerują, że przez rok firma uchylała się od naprawienia szkody, a klient nie mógł jej wyegzekwować. W tym czasie formalnie Comarch powinien więc podlegać wykluczeniu. Podają przykład: w sierpniu 2007 r. krakowska spółka wyleciała z kolejnego przetargu w GIS właśnie pod zarzutem niespełnienia warunków postawionych w art. 24 pzp.

— Przepis jest jasny i nic nie mówi o negocjacjach wysokości szkody, które notabene trwały od stycznia 2007 r. To, że szkoda powstała, nie ulega wątpliwości, podobnie jak to, że została naprawiona dopiero po roku od zakończonego fiaskiem projektu. Co najmniej od chwili ustalenia szkody do jej zapłacenia firma powinna więc być z przetargów wykluczana — uważa jeden z konkurentów Comarchu.

— Jak mieliśmy zapłacić szkodę, nie znając jej wysokości? — odpiera zarzuty Paweł Prokop.

Strategia odważna i skuteczna

analiza

Sebastian Gawłowski

Kontrakty z sektora publicznego są ważnym źródłem przychodów Comarchu, podobnie jak każdej dużej firmy IT. Po trzech kwartałach udział tego sektora w całkowitej sprzedaży spółki wzrósł do 26 proc. z ponad 18 proc. rok temu. To obecnie największy segment w strukturze przychodów, co jest w dużej mierze zasługą kontraktu z MEN na dostawy komputerów do szkół. W III kw. spółka podpisała też umowę na wykonanie pierwszego etapu budowy systemu informatycznego Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej o wartości 13,77 mln zł brutto.

Wraz z dużym dofinansowaniem z UE oraz pojawieniem się nowej ekipy rządzącej odżyły nadzieje na ożywienie w zamówieniach administracji publicznej. Może to być motor rozwoju Comarchu, ale niejedyny.

Firmy IT różnie przystosowywały się do długotrwałego zastoju na rynku przetargów publicznych. Comarch przyjął odważną, ale skuteczną strategię. Postawił m.in. na wzrostowe segmenty telekomunikacji i oprogramowanie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Te rentowne działki przyniosły spółce wyraźny wzrost zysków, co ułatwiała oferta własnych produktów.

Ponadto jako jedna z niewielu polskich firm IT Comarch rozwija sprzedaż eksportową. W rezultacie ma zdywersyfikowaną strukturę sprzedaży i nie jest poważnie uzależniony od dużych zamówień z sektora publicznego, które na razie widać głównie w zapowiedziach.

Mariusz Zielke

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke, Sebastian Gawłowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy