Konopczyński: w nowej formule SSE należy wzmocnić rolę związków zawodowych

PAP
aktualizacja: 17-10-2017, 07:36

W propozycji specjalnej strefy ekonomicznej na terenie całej Polski bardzo niepokoi brak udziału związków zawodowych, należy to zmienić, bo związki są w stanie przywiązać inwestora do konkretnego miejsca, stworzyć wspólnotę pracy - mówi PAP Filip Konopczyński z Fundacji Kaleckiego.

"Bez tego nie będziemy też mieli innowacyjności. Innowacyjność wiąże się bowiem również z tym, że inwestorzy mają sprzęt, maszyny, know how, który mogą szybko transferować. W związku z czym taka inwestycja może się szybko pojawić, a potem, w sytuacji dekoniunktury, może się łatwo wycofać. W interesie kraju jest zatem to, by związki zawodowe w takiej sytuacji powiedziały: stop, być może warto przeczekać ten gorszy okres, nie podejmować raptownych działań, bo tutaj są ludzie, którym trzeba by było bardzo dużo zapłacić w ramach odpraw" - argumentował Konopczyński.

Ekspert Fundacji Kaleckiego podkreślił w rozmowie z PAP, że w nowej formule specjalnych stref kluczowe powinno być również to, że aby "z preferencjami powiązać obowiązek zatrudnienia pracowników lokalnych, chyba, że pracodawca wykazałby, że nie może ich pozyskać ani w gminie, ani w powiecie; wtedy można rozważać zgodę na skorzystanie z usług agencji pracy tymczasowej".

PAP: Jak Pan ocenia pomysł uczynienia z całej Polski swojego rodzaju specjalnej strefy ekonomicznej?

Filip Konopczyński, ekspert Fundacji Kaleckiego: Na pewno model specjalnych stref ekonomicznych, który do tej pory funkcjonuje, wymaga zmiany i wyciągnięcia wniosków. Z jednej strony utwierdza nas w pułapce średniego rozwoju - nie generuje nowych technologii, a jeżeli się one pojawiają, to nie u nas. W związku z tym dawanie preferencyjnych warunków inwestorom przede wszystkim zagranicznym, gdyż do tej pory ponad 80 proc. kapitału w SSE stanowi zagraniczny, skutkuje tylko tym, że to inwestorzy osiągają zysk i ewentualnie dają pracę.

Drugi argument krytyczny wobec obecnych SSE, moim zdaniem jeszcze ważniejszy, dotyczy jakości miejsc pracy w strefach.

Propozycja wicepremiera Morawieckiego tylko częściowo odpowiada na te wyzwania. W pewnym stopniu może rozwiązać pierwszy problem. Teraz to, gdzie będzie ulokowana taka specjalna inwestycja, będzie zależało od Ministerstwa Rozwoju. Nie będzie można dostać preferencyjnych warunków bez dobrych relacji z MR.

Można sobie wyobrazić, że taki model działałby dobrze, jeżeli faktycznie promowalibyśmy tylko i wyłącznie inwestycje, które mają znamiona innowacyjności. Oczywiście byłoby wskazane, aby to były firmy lokalne, nawet jeżeli nie wprost polskie, to takie, które będą operować tutaj. Należałoby też brać pod uwagę, czy dana firma faktycznie rokuje na przyszłość, czy jest to branża, która pozwoli naszej gospodarce zdobyć przewagę konkurencyjną, czy nie. Przedstawiciele MR podają przykład elektrycznych samochodów. Jednak pytanie, czy nie jest za późno, by w tej dziedzinie osiągnąć przewagę konkurencyjną. Być może o elektrycznych samochodach należało myśleć 10 lat temu, kiedy składane były patenty i zaczynały się pierwsze tego typu inwestycje. Podobnie z energetyką odnawialną. Można się obawiać, że przespaliśmy ten moment i dobre, czyste technologie energetyki odnawialnej u nas nie powstaną.

Jednak bardziej niepokoi to, jak mało podczas prezentowania tej propozycji było mowy o pracownikach.

PAP: Przecież wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński przekonywał, że aby móc zainwestować na specjalnych warunkach, trzeba będzie m.in. dobrze płacić pracownikom i respektować standardy etyczne w odniesieniu do zatrudnienia. Podobnie deklarował w Sejmie wiceminister Tadeusz Kościński.

F.K.: Należy temu kibicować. Do tej pory nie padły twarde deklaracje na temat roli związków zawodowych. A to głębszy problem niż tylko zarobki. Tu chodzi także o standardy zatrudnienia i o to, czy to są umowy o pracę, czy są długoterminowe. Tutaj szczególnie niepokojąca w ostatnim czasie jest rola agencji pracy tymczasowej, które w Polsce przeżywają obecnie boom związany z tym, że mamy coraz mniej niezagospodarowanej siły roboczej. Jest wiele przykładów SSE, które formalnie są lokowane tam, gdzie stopa bezrobocia jest wyższa, podczas gdy inwestorzy sprowadzają pracowników z innych terenów, także spoza Polski, nie tylko z Ukrainy czy Białorusi, ale również z takich państw jak Indie czy Bangladesz.

Ta kwestia, wbrew pozorom, jest ważna także dla innowacyjności. Załóżmy bowiem, że mamy jakąś innowacyjną firmę, dajemy jej preferencyjne warunki, zwalniamy ją z podatków, szczególnie dochodowego, na czym mocno traci gmina, czyli lokalna społeczność. Dodatkowo jej pracownicy nie pochodzą z tego regionu, zaś wartość dodana jest transferowana do firmy matki, bo z tym ciężko walczyć. Wtedy okazuje się, że poza tym, że na danym terenie trochę bardziej zanieczyszczono środowisko i zajęto czas urzędnikom, wiele się nie zmieniło.

Więc tutaj absolutnie kluczowe powinno być to, aby po pierwsze z preferencjami powiązać obowiązek zatrudnienia pracowników lokalnych, chyba, że pracodawca wykazałby, że nie może ich pozyskać ani w gminie, ani w powiecie. Wtedy można rozważać zgodę na skorzystanie z usług agencji pracy tymczasowej.

Druga kwestia to rola związków zawodowych, które mają charakter "hamulcowy", ale w pozytywnym sensie. Są w stanie przywiązać kapitał i inwestora do konkretnego miejsca, stworzyć wspólnotę pracy.

PAP: Czyli, Pana zdaniem, w toku konsultacji projektu ustawy powinien być zgłoszony i następnie uwzględniony postulat zwiększenia roli związków zawodowych w projektowanych rozwiązaniach?

F.K.: Absolutnie. Bez tego nie będziemy też mieli innowacyjności. Innowacyjność wiąże się bowiem również z tym, że inwestorzy mają sprzęt, maszyny, know how, który mogą szybko transferować. W związku z czym taka inwestycja może się szybko pojawić, a potem, w sytuacji dekoniunktury, może się łatwo wycofać. W interesie kraju jest zatem to, by związki zawodowe w takiej sytuacji powiedziały: stop, być może warto przeczekać ten gorszy okres, nie podejmować raptownych działań, bo tutaj są ludzie, którym trzeba by było bardzo dużo zapłacić w ramach odpraw.

Generalnie, jeśli chodzi o innowacyjność, szereg badań pokazuje, że dobre miejsca pracy rozumiane nie tylko jako pensje, ale także jako stabilność, dobra atmosfera, możliwość wyrażenia swojej opinii, są związane właśnie ze stabilnością zatrudnienia.

W propozycji MR bardzo niepokoi więc brak udziału związków. Poza tym nakłada ona bardzo dużą odpowiedzialność na urzędników, bo można sobie wyobrazić, że zamiast podejmować decyzje oparte na kryteriach merytorycznych będą motywowani przez korupcję czy nepotyzm. To jednak będzie zależało od nadzoru ministerstwa.

PAP: Pytanie czy w sytuacji, gdy polskie firmy nie chcą inwestować, a wolą trzymać środki na kontach, można znaleźć lepszy sposób na zachęcenie ich do tych inwestycji?

F.K.: Niechęć do inwestycji może wynikać częściowo z braku zaufania biznesu do obecnego klimatu politycznego w Polsce, m.in. sytuacji wokół sądów. Szczególnie zagranicznym inwestorom wystarczy kilka notek prasowych, by umieścić Polskę w grupie państw o podwyższonym ryzyku. Jest bowiem wiele badań, które pokazują, że niezależność sądownictwa sprzyja wzrostowi gospodarczemu.

PAP: A z drugiej strony niewydolność naszego sądownictwa była raczej piętnowana w różnych rankingach.

F.K.: To prawda, tyle, że tu nie chodzi o jakość sądownictwa, bo do niej można mieć wiele zastrzeżeń, lecz o jego niezależność. Lęk nie jest związany z tym, że postępowanie będzie długie, tylko z tym, że będzie nieobiektywne.

PAP: A może polskiemu biznesowi przeszkadza raczej to, że obecny rząd wprowadził kilka propracowniczych rozwiązań i zabrał się za uszczelnienie podatków?

F.K.: Nie wydaje mi się, by takie decyzje, jak wprowadzenie stawki godzinowej, "ozusowanie" umów zleceń czy podniesienie płacy minimalnej wywarły jakikolwiek negatywny wpływ na gospodarkę, przeciwnie. Proszę zwrócić uwagę, że np. jeśli chodzi o sieci handlowe, to nie ma trendu do wycofywania się przez nie z polskiego rynku ze względu na koszty pracownicze, a w tej branży jest to duża część wydatków. Jeżeli chodzi o rynek pracy, to nadal jest duża akceptacja dla nierespektowania Kodeksu pracy i dużej elastyczności. Ciągle te regulacje są bardzo propracodawcze i potrzebują korekty.

Pracodawcy ciągle chcą zatrudniać polskich pracowników i dobrze ich oceniają. Problem pojawia się, gdy ich brakuje, szczególnie w wyspecjalizowanych dziedzinach. Jeszcze nie osiągnęliśmy tego poziomu zarobków, który sprawiałby, że jesteśmy niekonkurencyjni w stosunku do pracowników zachodnich. Pod tym względem przed nami długa droga, bo jeśli zarabiamy trzy razy mniej, to nawet jeśli będziemy zarabiać dwa razy mniej za 10-15 lat, to dalej będziemy w tym sensie bezkonkurencyjni.

PAP: A może to uszczelnianie podatków zniechęca biznes?

F.K.: Rzeczywiście dobre decyzje rządu, jeśli chodzi o uszczelnianie podatków, szczególnie VAT-u, mogły wywołać negatywny efekt, jeśli chodzi o aktywność biznesu.

Jeśli zaś chodzi o nową formułę SSE, to należy wyrazić nadzieję, że preferencje podatkowe dla inwestorów nie będą bardzo dotkliwe dla Skarbu Państwa. Szczególnie, że w porównaniu z np. Hiszpanią czy USA nasza stawka podatku dochodowego jest znacznie niższa.

PAP: A czy dobrą stroną tej propozycji nie jest chęć dowartościowania tzw. prowincji, uboższych obszarów?

F.K.: Taki był cel obecnie funkcjonujących SSE. Problem jest jednak taki, że inwestorzy najczęściej wcale nie chcą inwestować na takich terenach. Największe inwestycje były lokowane na Śląsku albo w tych rejonach Polski, gdzie kilka lat wcześniej funkcjonowały zakłady utworzone za poprzedniego systemu i był tam dostęp do ich pracowników. Teraz o wykwalifikowanych pracowników nie będzie już tak łatwo, jak 20 lat temu. A, jak już mówiłem, bardzo źle by się stało, by tę lukę wypełniły agencje pracy tymczasowej. W takim wypadku zysk dla lokalnych środowisk byłby prawie żaden, skorzystałoby jedynie kilka lokalnych hoteli, restauracji i barów.

Tutaj same ramy prawne nie będą jednak decydujące. Ważyć będą konkretne decyzje i ich seria, którą będzie można nazwać swego rodzaju polityką. Swoją drogą, bardzo ciekawe jest to, z jakich ekspertów będą korzystały dyrekcje SSE, analizując wnioski o inwestycje, to może być bowiem kluczowe.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Konopczyński: w nowej formule SSE należy wzmocnić rolę związków zawodowych