Konsolidacja nie zapewni wzrostu wartości spółek

Paweł Urbański
opublikowano: 22-05-2003, 00:00

Sama konsolidacja nie zagwarantuje wzrostu wartości polskiej energetyki, może natomiast zagrozić konkurencji. Dlatego regulatorzy powinni zapobiegać nadmiernej koncentracji branży, chroniąc ją jednocześnie przed nierówną konkurencją z zagranicy.

Wybór nowej struktury rynku energii elektrycznej zdecyduje o umożliwieniu lub zablokowaniu konkurencji działających na nim podmiotów. Kreśli także zasady jego regulacji i budowy wartości spółek z branży. Jest także istotny dla przyszłej pozycji firm na rynku europejskim. Rząd ma wszystkie instrumenty, aby zrealizować dowolną politykę w sektorze energetycznym: może łączyć, dzielić, prywatyzować, opodatkowywać, a także wpływać na ceny. Nie ma jednak jasnych kryteriów i priorytetów, a więc tego, czego najbardziej potrzebują zarządy spółek. Z dotychczasowych dyskusjach na temat polityki energetycznej kraju wyłania się kilka scenariuszy rozwoju tego sektora.

Jeżeli za najważniejsze kryterium uznana zostanie wartość firm, to rząd może, poprzez odpowiednie stanowienie prawa, wpływać na wzrost cen energii i usług przesyłowych lub zmuszać zarządy do redukcji kosztów. W przypadku ograniczonych możliwości wzrostu cen jedyną szansę na budowę wartości spółek energetycznych daje redukcja kosztów lub poszukiwanie dodatkowych źródeł przychodów. Łatwiej jednak rozwijać firmę w oparciu o konkretny produkt lub usługę oraz specjalizację niż wchodzić w nowe dziedziny, na których zarząd się nie zna. Budowa wartości zależy też od wielu innych czynników, na które wpływ mają zarządy: trafnych decyzji dotyczących technologii, strategii, specjalizacji, czyli ogólnie — od talentu kadr zarządzających.

W warunkach, kiedy wartość spółki zwiększana jest drogą redukcji kosztów, restrukturyzację skuteczniej prowadzi się w strukturach prywatnych niż państwowych. W sektorach regulowanych większy sens ma redukcja kosztów przy taryfikacji wieloletniej (czyli ustalaniu z regulatorem ścieżki cenowej na kilka lat), bo efekty przekładają się wtedy na zysk, a nie na niższe ceny.

Warunkiem poprawy efektywności jest jasne zdefiniowanie celów i wynagradzanie zarządzających proporcjonalnie do stopnia realizacji tych celów. W firmach prywatnych normalnym celem jest zwrot na zainwestowanym kapitale. Można mieć wątpliwości, czy klasyczne cele i bodźce dla biznesu prywatnego zadziałają w firmach państwowych. Wątpliwe jest również, czy redukcje kosztów będą łatwiejsze w dużych, skonsolidowanych, państwowych firmach i czy w takich warunkach łatwiej tworzy się wartość. Budowa wartości wydaje się jednak najbardziej sensownym kryterium wszelkich decyzji konsolidacyjnych i restrukturyzacyjnych.

Inaczej będzie przedstawiał się przyszły obraz branży, jeśli przyjęte zostanie założenie, że budowa wartości firmy jest pochodną jej wielkości i że o efektywności decyduje wielkość, że więcej megawatów lub więcej dostarczanych megawatogodzin przez jedną firmę, to większy udział w rynku, większa siła rynkowa, większa władza i większy prestiż dla zarządzających. Jeśli okazałoby się, że wyłącznie większe firmy są w stanie bardziej efektywnie pro- dukować energię i obsługiwać klientów, wówczas wszystkie mniejsze firmy zostaną przejęte lub upadną. Jeśli prawdą byłoby, że efektywność rośnie wraz ze skalą działania, to firmy większe powinny mieć wyższą rentowność oraz wygrywać konkurencję z mniejszymi. Analizy zaprezentowane na uzupełniających ten tekst wykresach nie potwierdzają jednak w sposób jednoznaczny tak postawionej tezy.

Przestrogą przed podejmowaniem pochopnych decyzji konsolidacyjnych są wreszcie doświadczenia z innych rynków i innych sektorów. Zdecydowana większość fuzji kończy się utratą wartości, szczególnie w tych przypadkach, w których liczono wyłącznie na korzyści wynikające ze skali działania.

Atrakcyjność integracji pionowej, czyli łączenia producentów z dystrybutorami energii, polega na tym, że ryzyko firm wytwórczych jest wówczas mniejsze, niż byłoby w sytuacji, gdyby musiały konkurować o odbiorcę. Jedyny kontrakt, o który firma musi zabiegać, to „kontrakt” z regulatorem. W jego negocjowaniu przewaga leży po stronie firmy. Regulator, stojąc przed decyzją, czy zaakceptować być może wygórowane żądania taryfowe, czy też ryzykować niezaspokojenie popytu na energię, z reguły zdecyduje się na to pierwsze.

To powrót do klasycznego monopolu, a w najlepszym wypadku stworzenie kilku monopoli regionalnych. Przepisy gwarantujące swobodę wyboru dostawcy energii (zasada TPA) i konkurencję stają się w praktyce zapisami martwymi. Prawdopodobnie wartość firm wzrośnie, ale stanie się to za sprawą wzrostu cen, czyli na koszt odbiorców.

Najmniej pożądany scenariusz, jaki mógłby się przytrafić polskiej energetyce, to sytuacja, gdy przy braku integracji pionowej, polskie firmy musiałyby konkurować z firmami zagranicznymi, działającymi u siebie jako monopole. W Europie dominują duże koncerny i większość z nich jest zintegrowana pionowo.

Co gorsza, wszyscy nasi sąsiedzi mają dziś nadwyżki mocy produkcyjnych. Mając przy tym drogie kontrakty u siebie i pewność pokrycia kosztów stałych, gotowi będą eksportować energię po cenach tylko nieznacznie wyższych od kosztów krańcowych produkcji. Rozbudowa mocy przesyłowych na granicach byłaby jedynie kwestią czasu, szczególnie gdyby jedynym celem firmy przesyłowej była maksymalizacja zysków. Rodzi się jednak pytanie, czy nie jest za wcześnie na nieograniczoną międzynarodową konkurencję? Pytanie to stawiają sobie zwłaszcza kraje nie posiadające nadwyżek mocy z energetyki jądrowej.

Problem byłby mniejszy, jeżeli udałoby się wyegzekwować zasadę wzajemności, czyli zagwarantować polskim firmom równe szanse we wzajemnym dostępie do rynków głównych konkurentów. Przepływ energii mógłby dokonywać się w obu kierunkach, a decydowałaby cena. Wojna cenowa z reguły wyniszcza obie strony, więc nie jest preferowanym mechanizmem konkurowania na dłuższą metę. Zasada wzajemności opiera się jednak na założeniu symetrii w dostępie do rynku, co z kolei zależy od jego struktury, stopnia zakontraktowania i praktycznym stosowaniu zasady TPA po obu stronach.

W krajowych dyskusjach na ten temat przeważa jednak pogląd (prawdopodobnie po części uzasadniony), że kraje sąsiednie są w stanie skuteczniej chronić swoje rynki. Dlatego niektórzy politycy i część energetyków przekonuje o konieczności integracji pionowej również w Polsce. Nie zanosi się jednak na fundamentalną zmianę prawa energetycznego i prawdopodobnie nie dojdzie również do prawnej, pionowej konsolidacji. Regulatorzy (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Urząd Regulacji Energetyki) będą blokować prawną integrację pionową na gruncie obowiązującego prawa, które zakłada TPA, promowanie konkurencji w wytwarzaniu i efektywną regulację działalności sieciowych.

Jeśli tak, to powinni również zapobiegać zbytniej koncentracji zarówno w podsektorze wytwarzania, jak i dystrybucji. Zbytnia koncentracja w wytwarzaniu prowadzi do nieefektywnej konkurencji, zbytnia koncentracja w dystrybucji — do nieefektywnej regulacji. Natomiast krytyków takiego podejścia regulatorzy powinni przekonywać, że potrafią zapobiegać importowi energii po cenach wskazujących na dumping.

Autor jest odpowiedzialny za energetykę w Central Europe Trust

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Urbański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Konsolidacja nie zapewni wzrostu wartości spółek