Kontrakty: pesymiści wycofują się rakiem

Andrzej Stec
opublikowano: 02-03-2009, 00:00

Szybko spada liczba otwartych pozycji na marcowych kontraktach terminowych na WIG20. Analitycy

Roszady na rynku terminowym sugerują, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Krótkie pozycje są zamykane.

Szybko spada liczba otwartych pozycji na marcowych kontraktach terminowych na WIG20. Analitycy

twierdzą, że to dobry znak.

Od kilku sesji krajowe indeksy giełdowe mocno falują. Inwestorów zastanawiają jednak dziwne zrywy, zwłaszcza tuż przed końcem sesji w Warszawie. WIG20 potrafi w jednej chwili odrobić poranne straty, a nawet skoczyć o 4-5 proc.

— Mamy bardzo płytki rynek i ewidentną grę — komentował gwałtowny skok WIG20 sprzed kilku dni Marek Pokrywka z DM BOŚ.

— Sytuacja na rynku zawsze jest normalna, bo tworzą ją uczestnicy rynku, choć nie wszyscy są w stanie wyciągnąć wnioski i w pełni zrozumieć, co się dzieje. Rynek jest po dużym spadku. Wielu inwestorów spodziewa się co najmniej silniejszej korekty — komentuje Tomasz Jerzyk, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK, który przewidział zapaść na GPW dwa tygodnie temu.

Według niektórych maklerów, dziwne zachowanie WIG20 ma jednak bezpośredni związek z rynkiem terminowym. A tu dzieje się bardzo dużo.

Coraz mniej pozycji

W ostatnich dniach systematycznie spada liczba otwartych pozycji (tzw. LOP) na marcowej serii kontraktów terminowych na WIG20. Jeszcze w ubiegłym tygodniu LOP przekroczył 100 tys. W piątek był już o 15 tys. mniejszy (wyniósł 85 tys.). Co ciekawe, rośnie obrót, zwłaszcza gdy dochodzi do dziwnych ruchów na rynku kasowym. Ujemna baza, czyli różnica między kursem kontraktu a instrumentem bazowym (WIG20) stopniała prawie do zera. Jeszcze tydzień temu wynosiła nawet 40 pkt. Co to oznacza?

Według niektórych naszych czytelników to pesymiści, którzy dwa tygodnie temu tak ochoczo otwierali krótkie pozycje na kontraktach (rósł wtedy LOP i ujemna baza, indeksy spadały), teraz rakiem wycofują się z rynku, realizując zyski. Podobnie interpretują sytuację analitycy.

— Można przypuszczać, że częściowo zamykane są krótkie pozycje w obawie, że nie dojdzie już do większych spadków na rynku akcji. Tak to wygląda dziś — twierdzą analitycy ING Securities.

— Część inwestorów traci wiarę, że rynek może zejść niżej i decyduje się na zamknięcie pozycji — mówi Tomasz Jerzyk.

Analitycy mówią: w górę

Jaką koniunkturę przewidują analitycy?

— To zapowiedź poprawy. Uważam, że jest duże prawdopodobieństwo, że WIG20 wytyczył minimum na 1253 pkt, a najbliższe tygodnie przyniosą silny wzrost z celem 1920 pkt lub też 2155 pkt — prognozuje Tomasz Jerzyk.

Eksperci ING Securities są ostrożniejsi.

— Kluczowe będzie zachowanie rynku w trakcie kolejnych kilku dni. Jeżeli tylko kupującym uda się utrzymać kontrakty powyżej 1250 pkt, i przedłużyć konsolidację w przedziale 1250-1450 pkt wzrośnie prawdopodobieństwo wystąpienia nieco większej korekty wzrostowej — czytamy w komentarzu ING Securities.

Rozliczenie tuż-tuż

Niektórzy drobni inwestorzy z rynku terminowego zastanawiają się, czy nie lepiej jednak poczekać na rozliczenie kontraktów. Nastąpi ono już za chwilę, w trzeci piątek roboczy marca.

— Mając na względzie skalę ostatniego spadku i możliwą skalę wzrostu za kilka tygodni, rynek może być znacznie wyżej. Czekanie będzie się wiązało z ryzykiem utraty zysku czy też znacznego powiększenia straty — podpowiada Tomasz Jerzyk.

Giełdy USA

o krok

od piekła

Ważą się losy światowych rynków finansowych — alarmują maklerzy ING Securities. Przyszłość inwestorów zależy od giełd amerykańskich, które zbliżają się do psychologicznych barier. Chodzi o słabość najszerszego indeksu amerykańskiego SP500. W ostatnich dniach niebezpiecznie zbliżył się on do swojego poprzedniego minimum, które stanowi jednocześnie ważne psychologiczne wsparcie.

— Ci, którzy mają dostęp do długoterminowych wykresów tego rynku, wiedzą, że to nie byle jakie miejsce — czytamy w piątkowym komentarzu giełdowym analityków biura maklerskiego ING Securities.

Według ING Securities, z analizy technicznej wykresu SP500 płyną przerażające wnioski. Przebicie linii szyi formacji podwójnego szczytu (ta formacja kształtowała się ponad dekadę) ma poważne długoterminowe konsekwencje inwestycyjne.

— Jeśli do tego uwzględni się zakres punktowy tej struktury cenowej na indeksie SP500, który wynosi około 750 pkt, to robi się niewesoło — straszą maklerzy.

Specjaliści mają nadzieję, że popyt utrzyma ważne bariery cenowe lub po przekroczeniu linii szyi w dół będziemy mieli tylko do czynienia z fałszywym wybiciem. A co, jeśli tak się nie stanie? "Lepiej nie wywoływać wilka z lasu" — czytamy w komentarzu ING Securities.

Andrzej Stec

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy