Kontrola połowów opóźni negocjacje w rybołówstwie

Mira Wszelaka
opublikowano: 13-09-2001, 00:00

Kontrola połowów opóźni negocjacje w rybołówstwie

Problemy ze wzmocnieniem kontroli połowów mogą opóźnić zakończenie negocjacji z Unią o rybołówstwie. Tymczasem za kilka dni przybędzie do Polski grupa ekspertów unijnych, którą trudno będzie przekonać, że w tym względzie spełniamy wytyczne Brukseli. W efekcie coraz bardziej oddala się wizja zamknięcia kolejnego rozdziału negocjacyjnego.

Rybołówstwo jest jedną z tych dziedzin, gdzie negocjacje z Unią Europejską nie są i nie będą należały do najłatwiejszych. Trudne rozmowy niemal utknęły w trójkącie między Brukselą, krajowymi negocjatorami oraz najbardziej zainteresowanymi — rybakami. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii jest kontrola połowów, która ma m.in. posłużyć Unii do dalszego regulowania limitów połowowych.

Rybny kalejdoskop

W połowie września przybędzie do Polski inspekcja z Brukseli, która ma wydać werdykt w sprawie jakości kontroli połowów. Od jej rezultatu Unia uzależnia postęp w negocjacjach.

— Jeżeli jej wynik będzie negatywny, a wiele na to wskazuje, to plan zamknięcia negocjacji o rybołówstwie do końca roku może okazać się nierealny. W tym wypadku możemy jedynie liczyć na to, że Bruksela zrozumie naszą trudną sytuację — podkreśla Robert Gmyrek, sekretarz stanu odpowiedzialny za negocjacje z UE w rybołówstwie.

Na wzmocnienie kontroli (czyli w praktyce dodatkowe etaty) Polska już teraz potrzebuje około 600 tys. zł, których na razie nie ma w budżecie. Innym, doraźnym wyjściem była propozycja przejęcia części obowiązków inspektorów przez straż graniczną i tym samym zwiększenie jej uprawnień do kontroli kutrów i stanu połowów.

Rybacki blok

Przeciwko wzmocnieniu kontroli oponują ostro przede wszystkim rybacy, którzy nie chcą ujawnić rzeczywistej wielkości połowów, w tym przede wszystkim opłacalnych dorszy. To właśnie one są najczęściej poławiane w tzw. szarej strefie. Tymczasem eksport polskich dorszy — odejmując jego import — kilkakrotnie przewyższa deklarowane przez rybaków połowy.

— Sytuacja, w jakiej znajduje się polskie rybołówstwo, nie należy do najłatwiejszych. Inne kraje — jak Dania czy Szwecja — przed wstąpieniem do Unii także były zmuszone do usprawnienia kontroli. Tam jednak każdy kuter, który nie wypływał w morze, otrzymywał rekompensatę z budżetu. W ten sposób ograniczano zarówno wielkość floty, jak i połowów. My na taką pomoc nie mamy co liczyć — wyjaśnia postawę rybaków Maciej Dlouhy, prezes Krajowej Izby Rybackiej.

Jego zdaniem, większa liczba inspektorów (i to na dodatek reprezentujących różne instytucje) tylko zwiększy korupcję.

— Kontrola połowów w Polsce już od trzech lat jest coraz słabsza. W tym względzie zamiast spełniać unijne standardy, coraz bardziej się od nich oddalamy —podsumowuje Robert Gmyrek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu