Kontrolowanie jest ideową opoką IV RP

Jacek Zalewski
opublikowano: 09-01-2007, 00:00

Prowadzące systematyczny monitoring organizacje biznesowe (na stronie 8 informujemy o wynikach sondażu Business Centre Club) odnotowują wzmożenie aktywności rozmaitych instytucji kontrolnych. Przedsiębiorcom najbardziej doskwiera czasowe nakładanie się kontroli, co miała wykluczyć ustawa o swobodzie działalności gospodarczej. Niestety, okazała się ona niespójna z ustawami regulującymi funkcjonowanie poszczególnych służb.

Kontrofensywie podjętej przez kontrolerów właściwie nie można się dziwić. Jeszcze w fazie projektu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej premier Leszek Miller podkreślał, że musiał uderzyć pięścią w stół, żeby okiełznać ambicje administracji zajmującej się wydawaniem zgód i uprawnień oraz kontrolą. Przygasły one tylko na chwilę, wracając między innymi w ustawowym odesłaniu do „odrębnych przepisów szczególnych”, umożliwiającym właśnie przeprowadzanie kontroli jednoczesnych.

Nieprzypadkowo zjawisko to nasiliło się w roku 2006, po krótkim okresie odczuwania przez przedsiębiorców rzeczywiście nieco większej swobody działalności gospodarczej. I trudno mu się dziwić, ponieważ wynika ono wprost z filozofii budowanej z takim mozołem IV Rzeczypospolitej. Po prostu służba oceniona jako mało aktywna może zostać uznana za niespełniającą standardów IV RP — albo nawet przesiąkniętą układem — i otrzymać najwyższy wymiar kary, jakim jest ustawowe przekształcenie lub wchłonięcie. I dlatego przedsiębiorcy mogą raczej zapomnieć o ustawowej ochronie przed nową kontrolą przez kontrolę jeszcze u nich trwającą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu