Kontusz i socjotechnika

Jerzy Turbasa, krawiec
opublikowano: 26-10-2007, 00:00

Czy państwo wiecie, jaki garnitur nosił ambasador Polski w Brukseli, ale w 1695 roku? I jak miał wyglądać strój galowy polskiego korpusu dyplomatycznego, którego projekt złożył w 1931 roku w Sejmie prof. Stanisław Nahlik?

O kontuszu mowa. Przywdzianie sarmackiego stroju (z czasem stał się naszym „garniturem narodowym”) było nie tylko świadomym upodobnieniem się do XVII- i XVIII-wiecznych VIP-ów, lecz także przypomnieniem o obowiązkach wobec ojczyzny: udziale w sejmikach, piastowaniu urzędów i uczestnictwie w pospolitym ruszeniu. W czasach niewoli taki ubiór poczytywano za demonstrację patriotyzmu.

Guzy, do lufy!

Sejm 1776 roku przyjął kontusz i żupan jako mundur, zatwierdzając przy tym swoisty kod identyfikacyjny z przypisanymi dla każdego województwa barwami. Karmazyn oraz granat uznała konfederacja jeneralna roku 1812 za barwy narodowe. Noszenie karmazynu stawało się zatem oznaką nie chluby, ale gotowości przelania krwi za Rzeczpospolitą. Był tak ważny, że nawet miesiąc, kiedy zbierano owada, z którego wyrabiano właściwy barwnik, nazwano na jego cześć czerwcem.

Ów polski garnitur zawsze — i wśród swoich, i wśród obcych — robił piorunujące wrażenie, a jego wierzchnia część — czyli kontusz — stworzyła krój niespotykany ani na Wschodzie, ani na Zachodzie. Najpiękniejsza w historii ubiorów jest jego tylna część z wylotami, czyli z rozciętymi rękawami, fantazyjnie i pysznie zapiętymi na plecach.

Kontusz zapinano na guzy jubilerskiej roboty, wielkości śliwy; kosztowne, bo — w razie kłopotów — odcinano je „pod zastaw”. A zatem guzik warte jest powiedzenie o jego znikomej wartości, ba! stał się symbolem nieprzejednania, zwłaszcza gdy w czasie obrony Krakowa (1768) zabrakło kul i sławny Marcin Oracewicz zabił pułkownika Panina, załadowawszy sztućca guzem właśnie.

Znaczące szczegóły

Nawiązując do tradycji rycerskiej, szlachta przepasywała kontusz pasem litym (długości 4,5 m), grubo przodem wiązanym, gdyż miał chronić brzuch właściciela przed cięciem szablą. Spod sutego pasa wystawały rapcie — na nich zawieszano karabelę o charakterze paradnym. I to też był symbol gotowości do obrony ojczyzny. Ot, socjotechnika wyglądu.

Kontusz był strojem uroczystym paradnym — w przeciwieństwie do spodniego codziennego żupana, górą spiętego pyszną broszą, której klejnot zaświadczał o majątku, pozycji, guście wreszcie. Szyty z atłasu lub adamaszku, a czasami — nawet z tureckiego złotogłowia. Te żółtawe, z łyków konopnych, farbowane łykiem olszowym, nosili mieszczanie, zwani stąd łykami. Te szarawe, z wełny owczej, zakładała szlachta zagrodowa, zwana szaraczkową. Stąd szarość stała się do dziś synonimem przeciętności (szary obywatel, rzeczywistość itp.).

Fantazyjny kołpak z kitą czaplich piór miał podwyższyć postać w oczach rywala. Pióra bywały ważnym symbolem determinacji, noszonym na „najwyższym punkcie sylwetki”. Dlatego korzystano jedynie z tych ptaków drapieżnych; strusie przeznaczono niewiastom (z czasem o bardziej rozrywkowej, kabaretowej profesji).

Drugi koniec sylwetki wieńczyły safianowe buty z cholewkami, koniecznie w zadziwiająco niepraktycznych barwach: czerwone lub żółte. Dlaczego nie czarne? Niech wystarczy powiedzenie: „Czerwone i żółte cholewy do stołu, a czarne — za drzwi”.

Nieliczni spadkobiercy

Dziś jedynie krakowscy bracia kurkowi są ostatnimi, co kontusze zakładają — i to w dniach wielkich świąt narodowych czy kościelnych. I godnie to czynią, pamiętając o 750-letniej tradycji. Europejskie Spotkania Bractw Kurkowych to okazja do porównania urody polskiego kontusza z mundurami szkockimi, angielskimi, flamandzkimi, niemieckimi. Jak dawniej: z tej rywalizacji kontusz wychodzi zwycięsko.

Czy o garniturach naszych współczesnych politycznych VIP-ów można powiedzieć to samo? Czy niektórzy przywódcy partyjni wiedzą, że noszenie różowych koszul kojarzy się z niefrasobliwością, wkładanie butów na gumie świadczy o bylejakości, a zmięte koszule, niedoprasowane garnitury, rozczłapane buty są przekonujące jedynie w instytucjach dobroczynnych? Kogo winić, iż pod kołnierzykami koszul tak „pięknie” jak nigdzie indziej rozpleniły się węzły krawatów wielkości kalafiorów? Zatem: czy korzystanie z karmazynowych krawatów to kolejna epidemia, czy świadoma socjotechnika? l

Foto: Tomasz Pikuła

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa, krawiec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu