Kontynuacja hossy zależy od statków

Adrian Boczkowski
opublikowano: 01-10-2009, 00:00

Morski indeks mocno zniżkuje. To zwiastuje spadki na giełdach. Cała nadzieja w Chinach.

Trwająca od pierwszego kwartału zwyżka indeksów wkrótce się załamie. To wniosek po zerknięciu na zachowanie Baltic Dry Index (BDI) — wskaźnika, który dobrze prognozuje koniunkturę na rynkach finansowych i w realnej gospodarce, bo wyprzedza tendencje na rynkach dóbr przetworzonych. BDI sprawdza się również dlatego, że w przeciwieństwie do większości indeksów nie targa nim gra na rynku terminowym. Sprzedaż akcji oparta na obserwacji Baltic Dry może być jednak przedwczesna. Sporo wskazuje na to, że indeks kosztów transportu surowców drogą morską zacznie wkrótce szybko zyskiwać.

Na razie sygnały płynące z rynku masowców nie są dobre. Na przełomie zeszłego i bieżącego roku na wykresie indeksu Baltic Dry można dostrzec narodziny trendu zwyżkowego i szybki powrót giełd oraz gospodarek na ścieżkę wzrostu. Potwierdziły to inne wskaźniki wyprzedzające oraz twarde dane z gospodarek, co wywołało silne wzrosty giełdowych indeksów. Od 6 grudnia 2008 r. do 3 czerwca 2009 r. BDI wzrósł o 547 proc. (do 4291 pkt). To napawało optymizmem. Tymczasem na morzach i oceanach dobra passa się załamała. W niecałe cztery miesiące BDI spadł już o 49 proc. (do 2185 pkt).

Rynki finansowe na razie nie przejęły się spadkami Baltic Dry. Powód? Apetyt na ryzyko i coraz wyższe zyski wśród inwestorów wciąż rosły, więc rozpędzone indeksy giełdowe czy surowcowe nie było łatwo wyhamować. Tym bardziej że takiego otrzeźwienia rozpalonych głów, jaki pokazał BDI, trudno było szukać wśród innych wskaźników. Tymczasem zachowanie Baltic Dry może wskazywać jedynie na krótkotrwałe dynamiczne odbicie w gospodarkach, które było efektem odbudowywania zapasów do racjonalnych poziomów. Teraz świat znów mógłby pogrążyć się w marazmie, co rynki finansowe powinny już dyskontować.

Nie warto jednak w popłochu sprzedawać akcji czy surowców i otwierać spekulacyjnie krótkich pozycji na tych rynkach. Z odsieczą idą Chiny, a dokładniej tamtejsza rozpędzona gospodarka. Przekonuje o tym w wywiadzie dla agencji Bloomberg Kong Fanhua, ekspert China Ocean Shipping Group — jednego z największych globalnych graczy na rynku transportu morskiego. Uważa on, że do końca bieżącego roku BDI skoczy o przynajmniej 80 proc., przebijając 4 tys. pkt. Ma to być efektem zwiększonego zapotrzebowania na transport surowców do Chin. Jego zdaniem, właśnie kończą się negocjacje chińskich hut z dostawcami co do nowych zamówień na rudę żelaza, a czwarty kwartał jest dodatkowo tradycyjnie sezonem na węgiel. O jedynie przejściowej słabości BDI przekonywał ostatnio także Glenn Maguire, główny ekonomista Societe Generale na Azję ("budowa infrastruktury w Chinach wciąż będzie napędzała popyt na surowce"). Kong Fanhua dodatkowo podkreśla, że chiński rząd nie może zatrzymać polityki ekspansji i porównuje całą sytuację do wjazdu samochodem pod górę: jeśli zatrzymasz się w połowie, sturlasz się z kretesem. Trzy tygodnie temu premier Chin Wen Jibao zasygnalizował, że jego kraj jest w krytycznej fazie na ścieżce wzrostu gospodarczego i nie może skończyć olbrzymich wydatków rządowych (plan stymulacyjny z listopada 2008 r. mówi o blisko 590 bln USD). To powinno cieszyć inwestorów, bo rosnąca w tempie 8 proc. rocznie gospodarka Państwa Środka pomaga w stabilizowaniu sytuacji na świecie.

Problem w tym, że nerwowe ruchy morskiego indeksu nie zwiastowały w ostatnim czasie niczego dobrego. W latach 2004-05 amerykański DJIA wpadł w trend boczny. Niespotykane do tej pory olbrzymie skoki BDI z 2007 i 2008 r. oznaczały równie duże napięcia w światowej gospodarce, co skończyło się największym od 70 lat kryzysem (załamanie handlu sprawiło, że w pół roku BDI spadł o 94 proc.). O ile miniona hossa na GPW rozpoczęła się już w połowie 2003 r. i nie robiła sobie zbyt wiele z sytuacji na świecie (efekt wstąpienia Polski do UE), o tyle obecnie nasz rynek jest mocno zależny od globalnych nastrojów. Ewentualna silna korekta trwających od siedmiu miesięcy wzrostów na zachodnich rynkach nie ominęłaby GPW.

Baltic Dry Index warto śledzić w rozpoczynającym się kwartale. Jeśli nie pokaże siły, a prognozy z Dalekiego Wschodu pozostaną jedynie słowami, rynki finansowe zanurkują. Wysoce prawdopodobne jest, że za BDI z opóźnieniem podąży wiele innych wskaźników nastrojów i makro. Bez dostaw surowców nie można mówić o dobrej koniunkturze w światowej gospodarce. To przekonałoby inwestorów, że rynkowe wyceny są zbyt wysokie i rynkom należy się solidna korekta. Na razie jednak za wcześnie na stanowcze zamknięcie długich pozycji na rynku akcji i surowców. Jeśli BDI szybko powróci do formy i zarysuje się na nim w kilka miesięcy trend wzrostowy, a reszta wskaźników nie osłabnie, to akcyjna hossa będzie uratowana.

Sebastian Buczek: Rynki czeka chwila prawdy

1Czy dynamiczny spadek Baltic Dry Index w ostatnich tygodniach niepokoi pana?

Ta zniżka jest zastanawiająca, bo na rynkach finansowych sytuacja jest wciąż niezła, a ceny surowców stabilizują się po okresie silnych wzrostów. Tymczasem BDI mocno osłabł. To budzi niepokój. Ten indeks był dobrym indykatorem wyprzedzającym. Mamy więc do czynienia z sytuacją, którą na pewno trzeba obserwować. Obecny rozdźwięk nie podoba się nam, bo świadczy o istnieniu sprzeczności na rynku.

2A może BDI szykuje się do skoku na nowe szczyty dzięki Chinom?

Widziałem zapowiedzi Chińczyków o ekspansji gospodarczej. Poczekamy, zobaczymy. Na pewno BDI trzeba obserwować, bo na razie wysyła niepokojące sygnały.

3Czy bierze pan pod uwagę BDI przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych?

Obserwujemy ten indeks, podobnie jak inne wskaźniki wyprzedzające. Trudno jednak o jednoznaczną konkluzję co do zachowania Baltic Dry. Kilka miesięcy temu indeks ten posłużył rynkom jako siła napędowa do odbicia. W ostatnich tygodniach BDI drastycznie spada, ale rynki na razie to ignorują. Tymczasem BDI i rynki finansowe powinny dążyć do spotkania. Albo więc dzięki Chinom BDI odżyje i dogoni rynki, albo rynki finansowe dostosują się do BDI poprzez znaczne spadki. To kwestia kilku miesięcy, nie więcej.

doradca inwestycyjny, prezes Quercus TFI

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy