Kooperatywa polskiej borówki amerykańskiej

Berry Good rusza na podbój świata. Zrzeszeni pod tym szyldem producenci mają około 20 proc. krajowej produkcji i wierzą w rosnący apetyt Azji.

Borówka amerykańska mocno odstaje od większości owocowych kategorii w Polsce. Jej plantatorzy — w przeciwieństwie np. do producentów jabłek — nie narzekają na popyt, a ceny dają im w ostatnich latach zarobić. Ponadto stopniowo i z umiarem powiększają plantacje, nie popadając w hurraoptymizm, który towarzyszył np. czarnej porzeczce, doprowadzając do nadpodaży i załamania cen. Teraz zaś skrzykują się, żeby wprowadzić wspólną markę.

fot. istockphoto.com
fot. istockphoto.com

Polskie Jagody, Elliot i Berry Group stworzyły Polish Berry Cooperative i szyld Berry Good.

— Mamy 24 plantacje, 400 hektarów upraw, 3 tys. ton borówek oraz eksport do około 20 krajów, również tak odległych, jak Malezja, Singapur czy Japonia — mówi Dominika Kozarzewska, prezes Polskich Jagód.

— Odbiorcy zagraniczni z każdym negocjują oddzielnie i w ten sposób pośrednio zmuszają nas do obniżenia cen. Razem jesteśmy znacznie silniejsi. Polska jest największym producentem borówek w Europie, więc jako największa grupa w Polsce będziemy też czołowym dostawcą z rynku europejskiego — dodaje Dorota Zęgota, prezes Podkarpackiej Grupy Producentów Borówki Elliot.

— Wnosimy do zrzeszenia wszystkich naszych klientów kontakty itp. Wspólnie szukamy też bardziej egzotycznych rynków w Azji — twierdzi Mateusz Pilch, współtwórca Berry Group. Cała krajowa produkcja — według ich szacunków — to 16 tys. ton wartości około 260 mln zł (w cenach producenta), z czego 80-85 proc. wyjeżdża z kraju.

Plantatorzy mają jeszcze jedną przewagę nad innymi producentami owoców — nie są skazani na zakłady przetwórcze,często oskarżane m.in. przez producentów jabłek przemysłowych (czyli na koncentrat) czy porzeczek o zaniżanie cen skupu. Polskie Jagody same niedawno zaczęły budować przetwórczą nogę biznesu i wprowadziły na rynek sok z borówki.

— Pozwala to zagospodarować borówki drugiej klasy. Oferowanie ich na rynku jako owoców deserowych nie ma biznesowego sensu — są gorszej jakości, a więc tańsze, co psuje rynek, więc jest działaniem mało perspektywicznym — tłumaczy Dominika Kozarzewska. Ponadto obecność soków na rynku daje konsumentowi dostęp do krajowych owoców przez cały rok i stanowi alternatywę dla importowanych, drogich borówek zimą.

— W ten sposób popularyzujemy też bardzo niskie spożycie w kraju tak mocnym w ich produkcji. Brytyjczyk je średnio 500 gramów borówek rocznie. Polak tak mało, że nie uwzględniają tego żadnestatystyki — dodaje prezes Polskich Jagód. Przyjmując, że w kraju zostaje 20 proc. produkcji, a import jest śladowy, statystyczny Kowalski może spożywać około 80 gramów borówek.

— To dowodzi, że potencjał wzrostu rynku, a także sprzedaży, wciąż jest duży, więc zwiększanie plantacji powinno być opłacalne. Zamówienia w krajowych sieciach potrafią rosnąć rok do roku nawet dwukrotnie. Rezerwy cały czas widać też w Europie — we Francji i Hiszpanii nie są to zbyt popularne owoce. Więcej konsumować mogą również Skandynawowie.

Bardzo perspektywicznie wyglądają Indonezja, Singapur, Japonia i Hongkong — uważa Dominika Kozarzewska. Zaznacza, że na zwrot kapitału w tym biznesie trzeba czekać dość długo, bo w pełnię owocowania krzewy wchodzą po 6-7 latach. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane