Kosmetyczny pył z tytanu

AGNIESZKA RODOWICZ
25-05-2017, 22:00

Anna Szczerba ma 30 lat, zatrudnia 20 osób i sprzedaje co miesiąc kilkanaście tysięcy kosmetyków mineralnych. Annabelle Minerals znane są już w Polsce, Czechach i na Słowacji. Wkrótce będą w Niemczech. Uzyskają też certyfikaty halal, więc otworzą się przed nimi rynki arabskie.

Odkąd pamięta miała problemy z cerą. Szukając w internecie odpowiedzi na pytanie, jak się malować, by sprawy nie pogorszyć, trafiła na informacje o makijażu mineralnym.

Wielofunkcyjne.
Wyświetl galerię [1/2]

Wielofunkcyjne.

Kosmetyki Annabelle Minerals są bardzo wydajne i mają szerokie zastosowanie. Cieni można używać jako rozświetlaczy, mieszać opalizujący puder z błyszczykiem lub balsamem do ciała. Można także zmieszać sypki podkład z wodą albo hydrolatem i nakładać jak fluid. Marek Wiśniewski

— Kosmetyk mineralny to taki, który w 100 procentach składa się z półproduktów mineralnych, nie zawiera konserwantów, sztucznych barwników i innych składników szkodzących cerze. Wręcz przeciwnie — zawarte w minerałach substancje pielęgnują skórę — tłumaczy Anna Szczerba.

Siedem lat temu takich kosmetyków w Polsce właściwie nie było. Ówczesna studentka prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie sprowadzała je więc z USA, nadwerężając swój niewielki budżet. A ponieważ skład takich kosmetyków jest prosty, postanowiła robić je samodzielnie. Z internetu dowiedziała się, gdzie kupić składniki i jak je zmieszać.

— Takich samych półproduktów używają producenci tradycyjnych kosmetyków, więc znalezienie źródła tlenku cynku, żelaza czy dwutlenku tytanu nie było wielkim problemem. Tyle, że potrzebowałam tylko kilka gramów dwutlenku tytanu a nie 100 kg. Prosiłam więc dystrybutorów o próbki — opowiada Anna Szczerba.

Proszek w kuchni

Dużo trudniejsze okazało się skomponowanie kosmetyku.

— Diabeł tkwi w szczegółach, a w przypadku kosmetyków mineralnych — w proporcjach — wyjaśnia przedsiębiorczyni. Mieszała składniki w kuchni, aż stworzyła odpowiadający jej podkład.

Składał się z dwutlenku tytanu, miki, tlenku cynku, koloryzujących tlenków żelaza i zapewniał ochronę przed promieniowaniem słonecznym, dobrze krył, a jednocześnie rozświetlał cerę, nie zapychając porów. Poprawił wygląd i samopoczucie studentki. Zachęcona wynikiem Anna Szczerba dalej eksperymentowała. Początkowo robiła kosmetyki dla siebie i koleżanek. A ponieważ się podobały, pomyślała o większej sprzedaży, dlatego jeszcze na studiach zaczęła przygotowania do założenia firmy.

— Długo szukałam laboratorium, w którym specjaliści przygotowywaliby kosmetyki według moich pomysłów w sterylnych warunkach. Bo co innego robić je dla siebie i koleżanek, a co innego na rynek. Te drugie muszą przejść odpowiednie testy, zanim zostaną dopuszczone do obrotu — wyjaśnia właścicielka Annabelle Minerals.

Chętne do współpracy laboratorium znalazła między Bielskiem-Białą, z której pochodzi, a Warszawą, do której się po studiach przeniosła. Wykupiła też domenę, stworzyła stronę internetową i otworzyła sklep online, bo od początku stawiała na ten kanał dystrybucji.

— Wcześniej musiałam jeszcze wybrać opakowania, logotyp, zarejestrować znak towarowy. Wszystko to robiłam, pracując w kancelarii prawnej, w której się po studiach zatrudniłam — opowiada prawniczka.

Przez kilka lat odbywała też aplikację, a po godzinach przyjmowała zamówienia, pakowała produkty i zanosiła paczki na pocztę. Inwestowała w rozwój firmy niewielkie kwoty zaoszczędzone z pensji, trochę pożyczyli jej rodzice. Wystarczyło na zakup półproduktów i uzyskanie niezbędnych atestów. — Nie planowałam wielkiego biznesu. Chciałam przede wszystkim podzielić się swoimi kosmetykami z innymi kobietami — wyjaśnia.

W rozwój Annabelle Minerals inwestowała część zysków, a rodzice pomagali jej w prowadzeniu firmy. — Tak jest do dziś — mówi właścicielka firmy. Dlatego siedziba przedsiębiorstwa i magazyny znajdują się w Bielsku-Białej.

Rozważna i nowoczesna

Z czasem produkty Annabelle Minerals pojawiły się również w innych sklepach internetowych, niedużych drogeriach i małych sieciach drogeryjnych w całym kraju.

— Nie chciałam nawiązywać współpracy z gigantami typu Rossmann, bo moim założeniem był produkt niszowy, przeznaczony dla kobiet świadomie wybierających produkty zdrowe dla skóry. Szkolimy też kontrahentów, by umieli dobrać nasze kosmetyki do cery klientki i nauczyć je nakładać. Bez tej wiedzy mogłyby się zrazić — wyjaśnia przedsiębiorczyni.

Mniej więcej po dwóch latach, kiedy marka miała już grupę wiernych klientek, a firma regularnie przynosiła zyski, Anna Szczerba zrezygnowała z pracy w kancelarii. Dziś z domu w Warszawie zarządza ponad 20-osobowym zespołem rozrzuconym po całej Polsce. Ma też pracowników w czeskiej Pradze i w Berlinie. Porozumiewa się z nimi przy pomocy maili, komunikatorów, telekonferencji.

— Czasami trudno wszystkich zmotywować i sprawić, by nie spotykając się w biurze, efektywnie współpracowali. Ale taki model to mój świadomy wybór. Wiem, ile czasu w biurze spędza się na efektywnej pracy — mówi Anna Szczerba.

Najwięcej trudności sprawia jej zarządzanie coraz większą liczbą pracowników. Firma szybko się rozwija i wciąż rekrutuje. Najbardziej lubi tworzyć produkty, obmyślać procesy, systemy i cieszy się, gdy dobrze działają. A ponieważ ciągle można coś ulepszać, poprawić, więc nauczyła się delegować zadania i nie kontrolować wszystkiego.

— Czeka mnie teraz kolejna rewolucja. Chcę ograniczyć zakres moich obowiązków, by się skupić na testowaniu składników, opracowywaniu kolejnych receptur. Klientki często zgłaszają zapotrzebowanie na nowe kosmetyki, a tempo, w jakim je tworzymy, jest dla mnie niezadowalające — przyznaje bizneswomen.

Minimalny skład, maksymalny efekt

Klienci często kupują, kierując się pierwszym wrażeniem. Liczy się to, czy kosmetyk się łatwo nakłada i od razu dobrze się wygląda. Dlatego producenci dodają składniki, które nie służą do pielęgnacji skóry ani nie wpływają na jakość makijażu, ale stwarzają dobre pierwsze wrażenie. Jaki jest efekt na dłuższą metę, mało kogo już interesuje. W Annabelle Minerals jest inaczej.

— Staramy się, by nasze kosmetyki składały się wyłącznie z półproduktów mineralnych. Ważne dla nas jest, by nie tylko podkreślały urodę, ale i pielęgnowały skórę. I dobrze wyglądały nawet po kilku godzinach — deklaruje właścicielka marki. Większość kosmetyków Annabelle Minerals zawiera tylko cztery składniki: rozświetlającą mikę, matujący tlenek cynku, kryjący i chroniący przed słońcem dwutlenek tytanu oraz nadające kolor tlenki żelaza. Więcej jest ich w cieniach, by uzyskać odpowiednią barwę, ale najwyżej siedem.

Ich kombinacje dały 66 podkładów, 19 korektorów, 17 cieni do oczu, 3 pudry wykończeniowe i 6 róży bez konserwujących parabenów, silikonów, pochodnych ropy naftowej i substancji zapachowych. Produkty firmy nie są testowane na zwierzętach, odpowiadają potrzebom wegan i wegetarian. Można je wypróbować w niewielkim salonie firmowym przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Na 17 mkw. mieszczą się wysuwane szuflady z próbkami ponad 100 produktów. Ściany wyłożono lustrami, lampy dają światło zbliżone do słonecznego, a wizażystki pokazują klientkom, jak nakładać kosmetyki mineralne, doradzają wybór zależnie od koloru, wieku i potrzeb skóry. Wszystko gratis.

Na konsultacje na konkretną godzinę można się też umówić przez stronę internetową. Sklep firmowy powstał niecałe trzy lata temu, bo Anna Szczerba czuła niedosyt spotkań z klientkami. A one dopytywały o sklep, bo trudno dobrze dobrać kolor podkładu lub pudru przez internet.

— Mieliśmy całkiem sporo ofert otwarcia butików w centrach handlowych. Ale nie lubię robić w nich zakupów, więc nie chciałam też mieć tam sklepu. Nie wiem też jeszcze, czy będziemy otwierali kolejne salony firmowe, bo to duża inwestycja i obowiązek, a mamy świetnych dystrybutorów w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu. Na stronie internetowej można też zamówić próbki produktów i niewielkie opakowania kosmetyków na próbę — opowiada Anna Szczerba.

Dodaje, że gdy miała tylko sklep internetowy, to wiedziały o jej produktach głównie młode dziewczyny, czytelniczki blogów zainteresowane nowinkami kosmetycznymi. Potem pojawiły się osoby uczulone na różne składniki kosmetyków, panie w ciąży. Teraz klientkami są bardzo różne kobiety. Zdarzają się nawet mężczyźni.

Minerały są halal

Ci, którzy się decydują na zakup większych opakowań, wydadzą najwyżej 59,90 zł. Tyle kosztuje najdroższy podkład mineralny w opakowaniu 10 g. Za inne trzeba zapłacić 29,90-39,90 zł. Są też specjalne pędzelki i etui.

Kosmetyki mają roczny termin przydatności do użytku od otwarcia opakowania i są bardzo wydajne. Mają też szerokie zastosowanie. Cieni można na przykład używać jako rozświetlaczy, mieszać opalizujący puder z błyszczykiem lub balsamem do ciała. Można także zmieszać sypki podkład z wodą albo hydrolatem i nakładać jak fluid. Makijaż mineralny wygląda lepiej od 10 minut po aplikacji, gdy zaczyna reagować ze skórą. Nakłada się go inaczej niż tradycyjny, wmasowując kolistymi ruchami. Instrukcję klientki dostają w salonie, jest też na stronie internetowej i ulotkach firmy.

— Ponieważ sama bardzo lubię kosmetyki wielofunkcyjne, więc wkrótce do naszej oferty trafią olejki. Będą to trzy produkty składające się z naturalnych olei do zastosowania w zależności od potrzeb klientki, między innymi do demakijażu i masażu. Później planuję też kremy, mleczka, balsamy. Kosmetyki Annabelle Minerals są zaprojektowane pod karnację i urodę Polek. Ale interesują się nimi inne rynki, więc paleta kolorów poszerzy się niebawem o ciemniejsze odcienie — informuje właścicielka. Polskich firm produkujących kosmetyki mineralne jest już kilka.

— Często się nami inspirują. Denerwuje mnie to, ale i pochlebia. Bo przecież naśladuje się najlepszych — mówi Anna Szczerba. Uważa, że konkurencja jest dobra, bo daje klientowi większy wybór. A ją samą motywuje do pracy. Konkurencją są też firmy zagraniczne, ale kosmetyki Annabelle Minerals są zdecydowanie tańsze, a zachowują wysoką jakość. — Powiem nieskromnie, że nasze produkty są naprawdę dobre. Są klientki, które na jakiś czas odchodzą do konkurencji, po czym wracają.

Między innymi dlatego, że mogą zgłaszać zapotrzebowanie na nowe produkty, prosić o porady makijażowe, których udzielają wizażystki w salonie lub przez internet. Staramy się dobierać produkty na podstawie zdjęć klientek przesłanych przez internet i informacji o używanych przez nie wcześniej kosmetykach — chwali się Anna Szczerba. Pokazuje swoje produkty na targach dla klientów indywidualnych i biznesowych. — Planujemy wystawić się w Bolonii na największych targach kosmetycznych na świecie — zapowiada właścicielka.

W 2016 r. jej firma wygrała konkurs organizowany przez Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady Polskiej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W nagrodę Anna Szczerba pojechała na targi do Dubaju. Tamtejsze klientki były bardzo zainteresowane jej kosmetykami i dopytywały, czy są halal, czyli dopuszczone przez islam. Muszą być „oddychające”, nie mogą zawierać składników pochodzenia zwierzęcego i alkoholu. Zespół Annabelle Minerals stara się już o taki certyfikat.

— Jesteśmy już w Czechach i na Słowacji, niebawem będziemy w Niemczech. Kolejnym krokiem będą Skandynawia i Węgry. Szukamy kontrahentów hurtowych w Azji — mówi Anna Szczerba.

Być może więc już niedługo jej kosmetyki z mineralnych proszków zasypią świat. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA RODOWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kosmetyczny pył z tytanu