Kosmetyka zamiast reformy

Bartosz Krzyżaniak
08-06-2006, 00:00

Rządowe propozycje w zakresie podatków są niewystarczające i nie można nazwać ich reformą. Znów obietnice zostały obietnicami.

Zawiedli się ci, którzy wierzyli, że rząd przygotuje reformę systemu podatkowego. Zdaniem przedsiębiorców i ekonomistów, propozycje przygotowane przez Zytę Gilowską w tym obszarze są niewystarczające.

— To kosmetyka. Nie ma najmniejszego znaczenia z punktu widzenia zasadniczych zmian, jakie należy wprowadzić w systemie. On nie potrzebuje pudru, tylko zmiany konstrukcji — podsumowuje rządowe pomysły podatkowe Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Góra urodziła mysz

Maciej Grabowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, przypomina, że w zestawieniu z zapowiedziami reformy sprzed kilku miesięcy proponowane zmiany są bardzo skromne.

— Propozycje nie są daleko idące i nie zmieniają systemu — narzeka.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, uważa, że aby można było mówić o reformie systemu, zmiany musiałyby dotykać zarówno strony dochodowej, jak i wydatkowej, oraz zawierać obniżkę stawek podatkowych.

— To, co przedstawił rząd, to typowe zmiany w strukturze dochodów: dla jednych korzystne, dla innych dotkliwe — ocenia Janusz Jankowiak.

Rozczarowany jest Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

— Plusy, jakie zawierają pomysły rządu, są ograniczone. Góra urodziła mysz — komentuje prezes KIG.

Jako największe minusy wymienia propozycję odebrania 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu dla pracujących twórczo, a także likwidację (od 2009 r.) karty podatkowej, która — jego zdaniem — odgrywa dużą rolę w zakładaniu biznesu przez bezrobotnych. Sceptycznie podchodzi też do zapowiedzi wprowadzenia dwóch stawek w PIT od 2009 r.

— Poczekajmy, być może za rok rządzący powiedzą, że ze względu na trudną sytuację budżetu wprowadzenie tego rozwiązania jest niemożliwe — mówi Andrzej Arendarski.

Pusty zapis

Zdaniem Janusza Jankowiaka, obawy te nie są bezpodstawne.

— Nie przywiązuję do tego pomysłu zbyt dużej wagi. By był on wiarygodny, już dziś należałoby wskazać źródła finansowania ubytku dochodów, jaki w krótkim okresie będzie miał miejsce po wprowadzeniu dwóch stawek w PIT. Ogółem na zmianach podatkowych budżet straci około 11 mld zł netto. Tymczasem jako jedyne źródło finansowania ubytku wskazuje się projekt ustawy o finansach publicznych. A to oznacza, że pieniądze mają pochodzić z poprawy w przepływach międzygałęziowych w sektorze finansów publicznych, a nie wskazuje się żadnych cięć w wydatkach, np. transferach socjalnych — zauważa ekonomista PRB.

Jego zdaniem, zapowiedź zmian od 2009 r. może pozostać pustym zapisem albo będzie groziła zwiększeniem deficytu budżetowego.

Andrzej Arendarski liczy na to, że podczas debaty sejmowej uda się zmienić część propozycji podatkowych rządu na korzyść przedsiębiorców. Nadziei tej nie podziela Witold Orłowski, doradca ekonomiczny PriceWaterhouseCoopers.

— Parlamentarzyści przypuszczą atak na propozycje rządu. Jednak mam obawy, że najbardziej narażone będą na nie najsłuszniejsze propozycje, np. zrównanie stawek akcyzy na oleje napędowy i opałowy — uważa Witold Orłowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Kosmetyka zamiast reformy