Czytasz dzięki

Kosztowna amnezja inflacyjna

Rozmawiał Paweł Sołtys
opublikowano: 01-03-2020, 22:00

Banki centralne zapomniały o tym, że mają dbać o inflację, a to zmienia inwestycyjny paradygmat — mówi Kamil Cisowski, dyrektor Działu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego w Domu Inwestycyjnym Xelion

„PB”: Czy inflacja rzędu 4,5 proc. powinna niepokoić oszczędzających?

Kamil Cisowski: Przy stopach procentowych na poziomie 1,5 proc. taka inflacja jest jak najbardziej poziomem, przy którym każda osoba posiadająca oszczędności wynoszące od kilku pensji w górę powinna zastanowić się nad sposobem ich lokowania. Dużo mówi się o tym, że to właśnie ucieczka przed inflacją jest powodem ostatnich wydarzeń na rynku nieruchomości. Określenia, że kupowanie mieszkań na wynajem to nasz sport narodowy, nie są zbyt przesadzone. Ale czy posiadanie mniejszych oszczędności, takich, które nie wystarczą na kupno mieszkania, oznacza, że można pozwolić na ich stopniowe „przepalanie” na lokatach, które dają 1,3 proc. w skali roku?

Niektórzy się temu sprzeciwiają, co widać chociażby w ogromnym popycie na tzw. obligacje antyinflacyjne.

Obligacje antyinflacyjne są dobrym pomysłem dla osób, które nie akceptują dużego poziomu ryzyka, ale inne obligacje skarbowe mogą być pomysłem gorszym. Gdyby inflacja dalej rosła i okazałoby się, że Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy, to jest to najgorszy możliwy scenariusz dla inwestora, który dziś zdecyduje się na obligacje stałokuponowe. Przed tym przestrzegam, zwłaszcza że wiele osób uważa, że obligacje skarbowe zawsze przynoszą zyski. Tak nie jest, przynajmniej jeśli dopuszczamy możliwość sprzedania ich przed zapadalnością. Rzeczywistość jest nieubłagana. W momencie, w którym stopy procentowe są bliskie zera, jeżeli ktoś chce zarabiać więcej niż inflacja — musi podjąć ryzyko inwestycyjne.

Czy ktoś da się w takiej sytuacji namówić na akcje, gdy mamy tak dużą niepewność co do tego, co będzie się działo z gospodarką w związku z doniesieniami „wirusowymi”?

Nie ma momentu, który z perspektywy tzw. szarego inwestora jest dobry. Zawsze wydaje się, że akcje są albo drogie, albo mogą jeszcze spadać. Ja bym powiedział, że ten moment jest nawet bardzo wygodny. Mamy poniekąd dwa bieguny: z jednej strony drogie akcje amerykańskie, za którymi idzie rozsądna logika inwestycyjna, szczególnie jeżeli ktoś robi to długoterminowo. Z drugiej strony mamy, po dekadzie dekoniunktury na tym rynku, bardzo tanie akcje polskich małych i średnich spółek. Wiele osób sparzyło się na nich w latach 2008- 09 i to był ich koniec przygody z rynkiem kapitałowym. Dlatego m.in. są one po tylu latach wciąż takie tanie. I to jest moim zdaniem okazja dla tych, którzy chcą kupować coś tanio. Kupowanie akcji w długim terminie ma sens. Zaznaczam, że długi termin to nie są trzy miesiące, sześć miesięcy, rok czy dwa lata. Definiujemy go, zgodnie z dyrektywami unijnymi, jako powyżej pięciu lat. Mówimy tu jednak o oszczędnościach, które potencjalnie wybiegają w dekady. Przypomnę jeszcze tylko jedną rzecz, dla osób, które może nie mają ogromnych oszczędności, ale systematycznie oszczędzają — w momencie, w którym odkładamy jakąś kwotę miesiąc w miesiąc, rok w rok, to ryzyko, że wejdziemy w bardzo złym momencie na rynek, radykalnie maleje.

Jeśli wierzyć zapewnieniom Adama Glapińskiego, prezesa NBP, inflacja jest przejściowa. Czy warto więc zaprzątać sobie głowę długoterminową alternatywą wobec tradycyjnego oszczędzania, skoro za chwilę dylemat przestanie istnieć?

Prawdopodobnie czeka nas okres słabnącego wzrostu i będzie on trwał dłużej niż rok. Jeżeli inflacja wróci do celu, tak jak przewiduje prezes Glapiński, mam głębokie przekonanie, że stopy procentowe zejdą niżej. Rozmowa, którą prowadzimy dzisiaj, będzie więc tak samo aktualna — nie ma znaczenia, czy inflacja wynosi 4 proc., a stopa procentowa 1,5 proc., czyli inflacja jest w celu inflacyjnym, a stopa procentowa jest w okolicach zera.

NBP będzie tolerował ujemne realne stopy procentowe przez dłuższy czas?

A czy do tej pory coś z nimi robił? Wydaje mi się, że NBP wpisuje się w tę niezdrową rzeczywistość międzynarodową, w której banki centralne poniekąd zapomniały o tym, że mają dbać o inflację. To zmienia cały paradygmat inwestycyjny. Akcje, owszem, są ryzykowne, mogą przynieść stratę, ale dla inwestora długoterminowego, mimo słabnącego wzrostu, przyniosą stopę zwrotu nieporównywalną z jakimikolwiek innymi instrumentami. Natomiast osoby, które chcą inwestować bezpiecznie, będą za to po prostu karane.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy zarejestrowanej w odcinku podcastu "Puls Biznesu do słuchania" pt. Jak się walczy z inflacją. Archiwalne odcinki dostępne na stronie pb.pl/dosluchania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Paweł Sołtys

Polecane