Kosztowne wypowiedzi szwajcarskich bankierów

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 06-07-2010, 00:00

Gdy na początku 2009 roku frank szwajcarski kosztował 3,30 złotego, wiele polskich rodzin ze świeżymi kredytami hipotecznymi przeżywało zawroty głowy. Zwłaszcza że pół roku wcześniej cena franka wynosiła rekordowo niskie 1,95 zł. W ubiegłym tygodniu wzrost CHF/PLN powyżej 3,15 znów niepokoi kredytobiorców. Tym razem skala wzrostów nie jest aż tak astronomiczna, ale odrobienie strat wobec franka może być bardziej skomplikowane.

Gigantyczne osłabienie złotego na przełomie 2008 i 2009 roku było spowodowane ucieczką kapitału od wszelkiego ryzyka ze względu na bezprecedensowy kryzys finansowy. Złoty tracił bardzo wyraźnie do wszystkich głównych walut. Jednak można było oczekiwać, że uspokojenie sytuacji na rynkach finansowych pozwoli złotemu odrobić część strat i rzeczywiście tak się stało. Obecnie na wzrost ceny franka nakładają się dwa ważne procesy. Pierwszy to odpływ kapitału związany z typową korektą rocznej hossy na rynkach globalnych. Tę część strat złotemu zapewne uda się w relatywnie niedługiej perspektywie odrobić. Drugi to jednak kwestia relacji notowań franka i euro. Okazuje się, że z punktu widzenia polskiego kredytobiorcy znaczenia nabierają działania podejmowane przez Bank Szwajcarii (SNB).

Gdyby nie aktywna postawa SNB, w minionym roku notowania franka wzrosłyby jeszcze bardziej. Szwajcarski bank centralny interweniował jednak przez niemal cały 2009 r., zamykając notowania franka do euro w bardzo wąskim przedziale wahań. Od początku tego roku nadal dokonywał interwencji, ale pozwalał już na stopniowe umocnienie franka. Efektem ubocznym są ogromne rezerwy walutowe nagromadzone przez SNB.

Wzrost gospodarczy zbliżający się do 2 proc. ze zdrowym odbiciem w inwestycjach, powrót inflacji cen konsumenta i producenta, nadal bardzo wysoka nadwyżka handlowa i wreszcie poziom indeksu aktywności, którego mogłyby Szwajcarii pozazdrościć inne gospodarki rozwinięte, sugerują, że Helweci wydatnie skorzystali na ożywieniu w globalnym handlu. To doprowadziło bankierów z SNB do wniosku, że dalsze interwencje nie są potrzebne. Samo zaprzestanie działań nie musiało skończyć się potężnym umocnieniem franka. To zostało sprowokowane wypowiedziami szefostwa banku centralnego, które jednoznacznie potwierdziło zmianę polityki. Efekt to błyskawiczny spadek notowań EUR/CHF z około 1,45 do niemal 1,30 — zdecydowanie najniżej w historii.

Umocnienie franka wobec euro jest prawdopodobnie przesadne, a już na pewno zbyt szybkie. Natychmiastowy zwrot notowań (na który liczyłyby polskie gospodarstwa domowe) wcale nie jest jednak przesądzony. Będzie on zależał od kilku czynników, takich jak zmiana nastawienia SNB, który być może zdecyduje się na ponowne interwencje, skali negatywnej reakcji szwajcarskiej gospodarki (jest niemal pewne, że taka wystąpi) i problemów fiskalnych strefy euro. Gdyby na przykład szwajcarskie wskaźniki nagle pogorszyłyby się, bank centralny wrócił na rynek, a w strefie euro sytuacja zaczęłaby się uspokajać, frank mógłby dość szybko stracić na wartości. Należy jednak liczyć się z tym, że notowania EUR/CHF w przewidywalnym okresie nie wrócą w okolice 1,45, a tym samym złoty nie będzie w stanie odrobić wszystkich strat wobec szwajcarskiej waluty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy