Kowalski ruszył na giełdę. I nadział się na korektę

Adam Torchała, Bankier.pl
14-02-2018, 22:00

Po raz pierwszy od blisko roku TFI zanotowały dodatnie napływy do funduszy akcji polskich. Zbiegło się to z historycznym szczytem WIG i… mocną korektą.

W styczniu 2018 r. do funduszy akcji polskich napłynęło 126 mln zł świeżego kapitału — wynika z obliczeń Trigon DM. To sytuacja wyjątkowa, bo choć w 2017 r. główne indeksy warszawskiej giełdy zakończyły na plusie, to fundusze akcyjne regularnie notowały odpływy. Ostatni przypadek, gdy saldo było dodatnie, zanotowano w lutym 2017 r., a więc niemal rok temu. W 2016 r. napływy netto notowano zaś trzykrotnie, w żadnym przypadku nie były one wyższe niż te ze stycznia 2018 r.

Statystyki te pokazują, że „Kowalscy” w końcu przekonali się do GPW. Oczywiście nie ma mowy o zakupowej fali, samo wydarzenie jest jednak warte odnotowania. Przez miesiące zwyżek fundusze doświadczały odpływów, by w końcu na otwarcie nowego roku zostać zauważonymi. Być może „Kowalskich” do zakupu przekonała spora obecność giełdy w mediach szerokiego zasięgu. To właśnie w styczniu właśnie WIG walczył o pobicie historycznych maksimów z 2007 r. Udało mu się to 23 stycznia, a giełdowe rekordy stały się wówczas tematem dnia w polskich mediach.

Problem polega jednak na tym, że kolejne dni przyniosły mocną korektę. WIG od maksimów spadł już o 7,5 proc. Ledwie więc klienci funduszy na giełdę wrócili, już musieli zmierzyć się z przeceną. Korekta w krach się co prawda nie przerodziła, ale łatwo o analogię do lat wielkiej hossy. Wówczas Polacy masowo kupowali udziały w funduszach, gdy przyszedł krach, stracili jednak sporo swoich oszczędności, zrażając się do rynku, który miał „zawsze rosnąć”. To właśnie w tej urazie z czasów wielkiego krachu wielu analityków i obserwatorów upatruje przyczyn tak niskich napływów do TFI podczas obecnej hossy. Zwracał na to uwagę m.in. Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich, w ostatnim wywiadzie dla Bankier.pl. — Klient detaliczny się rozczarował rynkiem, a zaufanie odzyskuje się bardzo mozolnie. Dlatego też klienci są ostrożni — podkreślał prezes.

Teorię tę może potwierdzać fakt, że fundusze obligacyjne czy pieniężne — a więc bezpieczniejsze — wciąż notują spore napływy. Z drugiej strony należy wspomnieć, że fundusze akcyjne w 2017 r. miały problem z uzyskaniem lepszego wyniku niż WIG. Z tego punktu widzenia aktywne zarządzanie się nie sprawdza i dla inwestora lepszym rozwiązaniem jest ETF na indeks niż fundusz akcji.

Dodatkowo TFI za swoje usługi pobierają duże opłaty, co również kuje w oczy klientów. Szczególnie w świetle słabszych wyników. Styczniowy napływ to przede wszystkim zasługa funduszy małych i średnich spółek (+157 mln zł), podczas gdy fundusze szerokiego rynku wciąż notują odpływy (-31 mln zł). To rodzi pewne ryzyko, na które zwracał uwagę Sławomir Sklinda, dyrektor departamentu zarządzania portfelami akcyjnymi PKO TFI.

— Zdecydowana większość OFE i TFI przeważa małe i średnie spółki, na których płynność jest niska, to zaś stwarza ryzyko, że jeśli któryś z funduszy będzie zmuszony sprzedawać, na giełdzie może „wybuchnąć pożar” — ocenił zarządzający. „Kowalscy” jeszcze chętniej niż polskie kupowali także fundusze akcji zagranicznych (+175 mln zł). Łącznie napływ do funduszy akcji wyniósł więc 301 mln zł. Warto dodać, że również na zagranicznych indeksach nie udało się uniknąć korekty. Ta przyszła z Ameryki i rozlała się na wszystkie europejskie giełdy. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kowalski ruszył na giełdę. I nadział się na korektę