Kowboj się przebrał

Marcin Bołtryk
28-04-2006, 00:00

Ameryka to ojczyzna motoryzacyjnych legend i przesady. Z Cadillaca BLS raczej dumna nie będzie.

W Stanach Zjednoczonych powstało wiele aut, które przeszły do stylistycznych — i nie tylko — mitów. Cały tłumek obarczają stereotypowe skojarzenia, ściśle związane z gwiazdami kina, estrady czy życia publicznego. Dodge Challenger to filmowy „znikający punkt” — wiozący Teda Kowalskiego do wolności czy też jej mirażu. Na Fordzie Mustangu ciąży piętno Steve’a McQuinna i jego kreacji w filmie „Bullit”. Lincolnem — model Continental SS X-100 — podróżował John F. Kennedy. A Cadillac… ma rozmiary godne lotniskowca USS Enterprise, anielskie skrzydła i wiele wspólnego z Elvisem Presleyem.

Może i stereotypy to nic dobrego, ale to m.in. właśnie im także Cadillac zawdzięcza swą pozycję w świadomości mieszkańców globalnej wioski — jako synonim pięknej powierzchowności. A wnętrze? Amerykańskie samochody, choć raczej nim nie zaskakują, udowadniają zarazem, że szlachetność popłaca: dopracowane, skórzane detale, czytelne wskaźniki i elegancka powściągliwość deski rozdzielczej. No, i wystarczająco duży wyświetlacz nawigacji, by nawet szacowne 80-letnie oko dojrzało w nim drogę do najbliższej promenady.

Bez kompromisów. Jeśli moc — to od razu 500 KM i 7 l pojemności, jeśli wygoda — to rozmiary małego boiska futbolowego, jeżeli luksus — to chrom i najszlachetniejsze gatunki drewna. Klient wie, za co płaci, i dostaje to, czego chce, nawet jeśli jego zachcianka jest — delikatnie mówiąc — oryginalna. To właśnie skłaniało Europejczyków do zakupu aut zza oceanu. Tyle że rzadko.

Bal przebierańców

Cadillac jednak wyostrzył sobie zęby na rynek europejski do tego stopnia, że przygotował konia trojańskiego. Po wieloletnich zapowiedziach wyruszył na podbój naszego kontynentu Cadillac BLS, zaprojektowany specjalnie po to. I tylko w Europie produkowany.

Niebywałe. Oto zmniejszono niezmniejszalne. Pokaźne amerykańskie auto skurczyło się do europejskich rozmiarów. BLS jest bowiem samochodem zbudowanym na płycie podłogowej Epsilon, wykorzystywanej również przy budowie Opla Vectry i Saaba 9-3. Cadillac zjeżdża też zresztą z tych samych taśm produkcyjnych co one — w szwedzkim Trolhattan. Zawieszenie BLS to kolumny MacPhersona — z przodu — i czterowahaczowe zawieszenie — z tyłu. Rozwiązanie znane m.in. z opla. Różnica? Zestroili je inżynierowie Cadillaca. Wnętrze to niemal kopia Saaba 9-3: kierownica, zestaw zegarów, tapicerka, a nawet dźwignie ręcznego hamulca są szczegółami wziętymi z „kolegi po koncernie”. Nowy jest jedynie panel środkowy, na którego szczycie znalazł się analogowy zegarek retro. Nawet kluczyk i stacyjka pochodzi z Saaba. Przeniesiono jedynie stacyjkę — spomiędzy foteli (Saab) na prawo od kolumny kierowniczej.

Teraz silniki i skrzynia biegów. Sprawdzone rozwiązania. Do wyboru są trzy wersje benzynowe: dwulitrówka o mocy 175 KM, silnik tej samej pojemności, ale o mocy 210 KM, no i V6 (poj. 2,8 l, moc 255 KM). BLS może być też zasilany… dieslem. Na samą myśl Elvis chyba przewraca się w grobie.... Przecież Amerykanie używają ropniaków tylko do ciężarówek przewożących słodkie ziemniaki i kukurydzę. Ale czego się nie robi, by zdobyć serca — i kieszenie — Europejczyków! BLS może być zatem napędzany turbodieslem 1.9 o mocy 150 KM z układem zasilania Common Rail (na marginesie: taki silnik znamy m.in. z fiatów).

Coś za coś

Cadillac BLS niewiele ma wspólnego z prawdziwą amerykańską motoryzacją, ale — jako auto średniej klasy — wydaje się dość ciekawą propozycją. Zachowuje tradycyjne dla Cadillaca elementy — takie jak pionowe światła i ostre linie karoserii, lecz całkiem sprytnie dopasowuje się do konstrukcji zgodnej z europejskim wyobrażeniem o autach tej klasy. Samochód poprawnie zachowuje się na drodze, a oferta silników pozwala wybrać między ekonomicznością a prawdziwą frajdą z jazdy (pogodzić tych zalet się nie da). Stylizacja BLS, mimo tylu podobieństw do innych aut, sprawia wrażenie świeżej.

BLS to mierząca 4,68 m długości limuzyna z zewnątrz przypominająca najnowsze cadillaki (z limuzyną prezydenta Busha włącznie). Podobne reflektory, charakterystyczna krata chłodnicy i kształt tyłu. Więcej ciekawostek znajduje się wewnątrz tego sedana — choćby system audio Bose, nawigacja DVD z ekranem dotykowym czy przyłącze Bluetooth. Cadillac postawił na mieszankę elementów sportowych i retro. Trójramienna kierownica z przyciskami sterowania radiem, aluminiowe dekoracje, ale także analogowe wskaźniki z tarczami jak ze starych zegarów. Taki melanż może się podobać. Popularności przysporzy również rozsądna cena — standardowe wyposażenie Cadillaca jest bogatsze niż u konkurencji.

Czy widać, że mamy do czynienia z samochodem amerykańskim? Chyba nie. Cadillac powinien być luksusowy — i BLS taki jest: skórzana tapicerka, obowiązkowa klimatyzacja, zestaw audio renomowanej firmy, system nawigacyjny, niezłe zawieszenie i mocne silniki. Do tego dostojny, pyszny wygląd. No, więc o co mi chodzi? Ano o to, że czasy się zmieniały, a amerykańskie auta stale miały wiele wspólnego z kowbojami: szacunek dla siebie i innych, prawdę, wolność, honor. Bycie kowbojem to nie zawód, ale filozofia życia. A tu… Niby ta sama kraciasta koszula, niby w klapie gwiazda szeryfa… Ale na głowie — miast skórzanego kapelusza — berecik z antenką...

Znaleźć winnych

Oficjalnie globalizacja to „zjawisko ekonomiczne, łączące się ze zwiększeniem współdziałania i integracji systemów gospodarczych poszczególnych narodów poprzez wzrost handlu międzynarodowego, inwestycji i przepływu kapitału”. W motoryzacji znać utratę indywidualności. Uniformizacja rynku — w zamian za niższe koszty produkcji. Wybierając pojazdy różnych marek i z różnych krajów, tak naprawdę dostajemy ten sam samochód. Wierzymy już, że trochę aluminium we wnętrzu wystarczy, by nazywać auto sportowym. No, i w końcu wmawia się nam, że da się komfort godny mieszczańskiego, amerykańskiego stylu życia upakować w europejskie wymiary. Co z tego wychodzi? Mienie przesiedleńcze, podkreślone ewentualnie gustowną gałką dźwigni zmiany biegów.

Władze koncernu zakładają, że BLS znajdzie 10 tys. klientów rocznie. Kogo? To samochód dla tych, którzy z zasady nie decydują się na audi, mercedesa czy BMW, cenią sobie oryginalność, może odrobinę ekscentryków, ale nie ryzykantów. Tym, co przyciągnie potencjalnych użytkowników tego samochodu będą z pewnością piękne stylizowane logo i marka. Ale to jedyne amerykańskie elementy w tej konstrukcji.

Gdy zatem szanowny kierowco w towarzystwie zechcesz nadmienić, że podróżujesz cadillakiem, lepiej pomiń dyskretnie, że to model BLS. Inaczej co bystrzejsi dowiedzą się, że jeździsz saabem z nadwoziem opla, w którym pracuje fiatowski diesel. Raz jeszcze: BLS to bardzo dobry samochód, ale z amerykańską motoryzacją ma tyle wspólnego co Indie z Indianami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kowboj się przebrał