Kradzież pomysłów jest wpisana w koszty

Paweł Sierpiński
opublikowano: 18-02-2008, 00:00

Szefowie agencji PR przyznają, że nie mają skutecznego sposobu obrony przed nieuczciwymi klientami.

Szefowie agencji PR przyznają, że nie mają skutecznego sposobu obrony przed nieuczciwymi klientami.

Piotr Czarnowski, prezes agencji First PR, wspomina, jak kilka lat temu pewna firma wykorzystała jego pomysł.

— Chodziło o dużą korporację międzynarodową. Wysłaliśmy do niej pismo z ostrzeżeniem. Po tygodniu dostaliśmy odpowiedź, podpisaną przez sztab prawników, z groźbą, że zniszczą naszą firmę, jeśli będziemy chcieli dochodzić naszych praw w sądzie — opowiada Piotr Czarnowski.

Wtedy odpuścił. Ale z sytuacją, że ktoś wykorzystywał jego pomysły, spotykał się jeszcze kilkakrotnie. Podobnie mówią inni szefowie agencji. Rafał Szymczak, dyrektor w Profile, Agnieszka Dziedzic prezes Feedback/Hill and Knowlton, Ryszard Solski, dyrektor generalny Sigma International (Poland) — każdy z nich wspomina takie przypadki.

Do Związku Firm Public Relations (ZFPR) nie wpłynęła dotąd żadna skarga na kradzież pomysłu. Jeden z szefów agencji tłumaczy to niechęcią do psucia sobie opinii na rynku. Nie chce, żeby jego firma miała opinię tej, która ciąga klientów po sądach. A kradzież pomysłów uważa za wpisaną w koszty.

Czy agencje mogą się przed tym zabezpieczyć?

— W prezentacjach wpisujemy klauzule o własności praw autorskich, ale skuteczność takiego zabezpieczenia jest iluzoryczna — mówi Agnieszka Dziedzic.

Z kolei Sebastian Hejnowski, dyrektor zarządzający agencji Ciszewski PR, wspomina, że przed jednym z bardziej ryzykownych przetargów wysłał do własnej agencji list polecony z przedstawioną do konkursu ofertą.

— Zamknięta i zapieczętowana koperta spoczywała w naszym sejfie i gdyby firma nam ukradła pomysł, byłby to dowód w sądzie — wyjaśnia Sebastian Hejnowski.

Jednak najlepszym zabezpieczeniem jest, według szefów agencji, dokładne sprawdzenie przyszłego klienta.

— Sprawdzamy ich w internecie i dopytujemy się w branży — mówi Sebastian Hejnowski.

Dla Norberta Kilena, dyrektora strategicznego w On Board PR, sygnałem ostrzegawczym jest już niechęć klienta do spotkania z przedstawicielem agencji.

— Jeśli ktoś jest nami poważnie zainteresowany, powinien się z nami spotkać — argumentuje Norbert Kilen.

Zdarzają się również inne sytuacje. Ryszard Solski opowiada, że po jednym z przetargów firma zaproponowała, że kupi pomysł agencji. A Sebastian Hejnowski wspomina, że gdy Sage Symfonia w lutym 2006 r. organizowała przetarg na działania PR i przedstawiony przez Ciszewski PR pomysł się jej spodobał, odkupiła prawa autorskie do niego. Potem się okazało, że i tak właśnie ta agencja prowadziła dla niej działania PR.

— Niestety, to był jedyny taki przypadek w historii naszej firmy — podkreśla Sebastian Hejnowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sierpiński

Polecane