Krajowe indeksy rażą słabością

Roman Przasnyski
opublikowano: 12-02-2010, 00:00

Nasza giełda należała wczoraj do najsłabszych w Europie. Pod względem skali spadków przez większą część dnia dorównywał nam tylko parkiet w Rydze, później dołączył Madryt. To, że trudno było znaleźć powody tak zdecydowanej przewagi niedźwiedzi, nie świadczy najlepiej o sile naszego rynku i "morale" inwestorów na nim operujących. Indeksy znów niebezpiecznie zbliżyły się do istotnych poziomów wsparcia, których przełamanie grozi pogłębieniem przeceny, szczególnie gdy dołoży się jeszcze pogorszenie nastrojów

na świecie. A jest to prawdopodobne, sądząc po reakcji na dużo lepsze, niż się spodziewano, informacje z amerykańskiego rynku pracy.

Optymizm inwestorów z początku sesji okazał się ulotny. Indeks największych spółek zaczął od wzrostu o ponad 1 proc. Po godzinie nastroje diametralnie zmieniły się. WIG20 tracił już 1 proc., a w południe zwiększył skalę spadku do 1,7 proc. Odbywało się to mimo nie najgorszej sytuacji na europejskich parkietach. Kroku dotrzymywał nam jedynie indeks w Rydze. Trudno było odgadnąć powody takiego zachowania. Jedynym wyjaśnieniem mogłyby być nerwowe wahania kontraktów na amerykańskie indeksy, tyle że w Warszawie spadek zaczął się wówczas, gdy kontrakty były na solidnym plusie. Spadki zelżały dopiero wczesnym popołudniem.

Poranny wzrost "trzymał się" przede wszystkim dzięki 2-procentowej zwyżce notowań KGHM i niewielkiemu wsparciu BZ WBK, Lotosu i Pekao. Sytuacja byków poprawiła się nieznacznie po publikacji lepszych, niż się spodziewano, danych o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych za oceanem, ale niedźwiedzie znów wykorzystały to do kontrataku. Po końcowym fixingu WIG20 tracił 1,89 proc. Na plus udało się wyjść wskaźnikowi najmniejszych firm. Obroty wyniosły niecałe 1,3 mld zł.

Dynamika zmian na naszym rynku staje się coraz większa, choć nie widać tego w końcowych wynikach sesji. We wtorek i środę podaż wykorzystywała zwyżki do większej aktywności, ale nie była aż tak agresywna, by sprowadzić indeksy wyraźnie pod kreskę. Wczoraj udało się tego dokonać z dużą łatwością. W dodatku bez wyraźnych przyczyn i wbrew dobrym nastrojom na pozostałych parkietach. Jedynym pocieszeniem może być to, że spadki odbywały się przy bardzo niewielkich obrotach, a ich skala pod koniec dnia została dość znacznie zredukowana.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane