Krajowe indeksy są  nadspodziewanie mocne

Roman Przasnyski
opublikowano: 21-01-2010, 00:00

Rachuby na to, że publikacja danych dotyczących gospodarki oraz spora dawka wyników finansowych amerykańskich firm wskażą kierunek zmian na giełdach, spełniły się na razie tylko częściowo. Wygląda na to, że zbyt duża porcja informacji może prowadzić do "niestrawności", a z mieszanki danych trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Tym bardziej że sposoby ich interpretacji przez inwestorów i reagowania na nie bywają bardzo zmienne. Widać to szczególnie mocno w ostatnich dniach.

Przez większą część środowej sesji na warszawskim parkiecie trwały niezdecydowane wahania indeksów. Szczególnie "aktywny" był tu wskaźnik największych spółek. Rozpoczął sesję od spadku o 0,25 proc., w pierwszej godzinie handlu dotarł do nowego rekordowego poziomu, przekraczając nieznacznie 2500 punktów, po czym wszedł w fazę korekty. Nieco bardziej stabilnie

zachowywały się pozostałe indeksy, przebywając niemal cały czas na niewielkich plusach. Rekordu nie udało się "dotknąć" jedynie wskaźnikowi średnich

firm.

Spośród największych spółek najlepiej radziły sobie akcje PKO. Początkowo zyskiwały prawie 1,5 proc., z czasem jednak skala zwyżki topniała. Inwestorzy nie mogli się zdecydować w kwestii wyceny walorów BRE, które raz zyskiwały niemal 2 proc., to znów traciły ponad 1 proc. Poszukiwanie konsensusu odbywało się przy sporych obrotach. Liderami w tym zakresie były walory KGHM, tracące 0,8-0,9 proc., i PKO. Gwiazdą WIG20 był jednak Getin. Jego akcje rosły o prawie 3 proc. przy obrotach przekraczających 90 mln zł — najwyższych od maja ubiegłego roku. Spadający pod koniec dnia o 0,2 proc. indeks największych spółek w wyniku fixingowej rozgrywki wyszedł na zero. Wskaźnik małych spółek zwiększył swoją wartość o 0,6 proc. Obroty na ryn- ku akcji wyniosły 1,7 mld zł.

Zachowanie się indeksów w okolicach szczytów może wywoływać pewną konsternację. Wczorajsze próby pokonania rekordowych poziomów trwającej od połowy lutego ubiegłego roku zwyżki kończyły się kontratakiem niedźwiedzi. Dzieje się tak nie po raz pierwszy, i nie tylko w przypadku wskaźników naszego parkietu. Było tak niedawno w Paryżu, Frankfurcie i Londynie. Cały czas trwa podobna "przepychanka" na Wall Street. Rekordy trendu nie pobudzają byków do odważniejszego ataku, ale próby te powodują kontrakcję podaży. Istnieje coraz większe ryzyko, że może to oznaczać wkraczanie rynku w fazę dystrybucji, poprzedzającą spadki.

Roman

Przasnyski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane