Krajowy rynek oczekuje wzrostów

Krzysztof Maciejewski
18-11-2002, 00:00

Po raz pierwszy od wielu miesięcy na polskim rynku motoryzacyjnym zaświtała nadzieja na poprawę koniunktury. Letnie miesiące poprawiły humor właścicielom autosalonów.

Lipiec i sierpień tradycyjnie oznaczają praktycznie martwy sezon w branży, jednak tego lata nowymi samochodami wyjechało na drogi ponad 53,2 tys. Polaków. To o ponad 3 tys. więcej niż w 2001 roku. Nic więc dziwnego, że przedstawiciele motoryzacyjnych koncernów zaczęli nieśmiało przebąkiwać o powrocie dobrych czasów.

Zapaść w branży trwa od 2000 roku. Jeszcze w 1999 roku odnotowano ponad 640 tys. nowych rejestracji aut. Już w roku następnym było ich tylko 478,7 tys., a rok 2001 zamknięto sumą 327,2 tys. sprzedanych samochodów. Od trzydziestu miesięcy sprzedaż miesięczna nowych samochodów osobowych drastycznie spadała — dopiero w lipcu i sierpniu dało się zauważyć wzrost w porównaniu z latem ubiegłego roku.

— Po raz pierwszy od 2000 roku zaobserwowaliśmy poprawę. Krzywa trendu, przygotowywana na podstawie 12 przedziałów miesięcznych sprzedaży, ruszyła w górę, co może wreszcie świadczyć o odbiciu od dna — podkreśla Wojciech Drzewiecki, prezes firmy Samar zajmującej się analizą rynku motoryzacyjnego.

W jego opinii, za wcześnie jednak, by z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że zarysowuje się nowa tendencja wzrostowa.

— Spodziewamy się dalszego wzrostu sprzedaży. Wciąż też istnieje szansa, że jej prognozy na poziomie zbliżonym do roku ubiegłego sprawdzą się. Jeżeli tak się stanie, będzie to oznaczało zahamowanie spadku — dodaje prezes Drzewiecki.

Wszystko jednak wskazuje na to, że liczba sprzedanych w 2002 roku aut będzie o 11-12 proc. niższa od ubiegłorocznej. Mimo to przedstawiciele koncernów patrzą w przyszłość z optymizmem. Sygnały płynące z banków samochodowych świadczą o wzmożeniu akcji kredytowej.

Król bez korony

Polacy przez wiele lat najchętniej kupowali auta produkowane przez Fiata. Zainteresowanie włoskimi samochodami jednak spada. Od stycznia do sierpnia Polacy kupili zaledwie 37,7 tys. aut turyńskiego koncernu, podczas gdy w pierwszej połowie 2001 r. zdecydowało się na nie ponad 61 tys. kupujących.

Przedstawiciele włoskiego producenta mają jednak dobre humory.

— Jak na letnie miesiące, wyniki sprzedaży były bardzo dobre. Rokują one nadzieje, że jesień będzie jeszcze lepsza. Spodziewam się, że do końca roku nabywcę znajdzie 60 tys. Fiatów i będzie to najlepszy wynik na rynku — uważa Bogusław Cieślar z Fiat Auto Poland.

Reprezentanci General Motors zachowują rezerwę. Zdaniem Przemysława Byszewskiego, szefa biura prasowego GM, letnie wyniki sprzedaży niczego nie przesądzają.

— W 2001 roku lato było katastrofalne, więc większa sprzedaż w tym roku nie jest żadnym sukcesem. Poza tym krążyły plotki o podwyżce cen samochodów, więc ludzie ruszyli do salonów — utrzymuje Przemysław Byszewski.

Przedstawiciel GM podkreśla jednak, że jego koncern notuje wzrost sprzedaży już od kilku miesięcy.

Zdecydowanie dobrze radzi sobie w tym roku Toyota. Japoński producent może się pochwalić największą dynamiką sprzedaży w porównaniu z ubiegłym rokiem — wynosi ona ponad 42 proc. Paweł Ney z Toyota Motor Poland tłumaczy ten fakt dużym wyborem modeli w ofercie.

— Obserwujemy rosnące zaufanie do marki. Wynika ono nie tylko z oceny samochodów, ale także wysokich notowań naszego systemu sprzedaży i serwisu — mówi Paweł Ney.

Jego zdaniem, duża część klientów zniechęciła się do innych marek. Łatwo odgadnąć, o kogo chodzi — wystarczy spojrzeć na dynamikę sprzedaży. Okaże się, że najwięcej klientów straciły Daewoo (57,35 proc.) i Fiat (38,34 proc.). Dobrze radzą sobie natomiast Francuzi — wszyscy importerzy aut z tego kraju odnotowali spektakularne wzrosty.

SUV-cud

Okazuje się, że niektóre segmenty rynku oparły się skutkom zapaści. Najbardziej zyskały samochody terenowe. Ich udział w rynku zwiększył się z niespełna 1 proc. do 1,42 proc. W tym roku sprzedano w Polsce już blisko 3 tys. terenówek, chociaż auta tej klasy nie należą do tanich. Średnia ważona cena sprzedaży wynosi 142,5 tys. zł, czyli prawie tyle samo co dla samochodów z klasy wyższej.

— To bardzo mały segment rynku, więc wszelkie zmiany uwidaczniają się dość szybko. Jednocześnie samochody terenowe kupowane są zwykle przez osoby zamożne, których załamanie w gospodarce nie dotknęło w takim stopniu, jak np. nabywców aut średniej klasy — tłumaczy Wojciech Drzewiecki.

Prezes firmy Samar zauważa, że podobną tendencję widać także w Europie. Spośród producentów aut terenowych na pierwszym miejscu znajduje się Toyota z modelem Land Cruiser. Dalej lokują się Honda, Nissan, Mercedes i Jeep. Segment aut SUV stanowi zresztą dość zróżnicowaną grupę samochodów, co w pewnym stopniu utrudnia porównania.

Kuszenie nowością

Orężem w walce o klienta mają okazać się nowe modele wprowadzane na rynek jesienią i zimą. Fiat przedstawi m.in. nowe wersje modeli Sei-cento, Stilo i Punto.

— Za kilka tygodni w sprzedaży znajdzie się także odnowiona Lancia Thesis i najnowsze dziecko koncernu, Fiat Ulysses — zapowiada Bogusław Cieślar.

Inne koncerny nie zasypiają gruszek w popiele.

— W październiku debiutuje nowa Vectra. Liczymy także na spore zainteresowanie pięciodrzwiową Agilą. To auto nie ma obecnie konkurenta na polskim rynku — mówi Przemysław Byszewski z GM.

Przedstawiciele Toyoty mają z kolei nadzieję na duże zainteresowanie nową wersją Land Cruisera, która w Polsce pojawi się wiosną. Ma być wyposażona w potężny 4-litrowy silnik o mocy 249 KM. Land Cruiser to produkowany od pół wieku model z wielkimi tradycjami — ocalił on japoński koncern przed bankructwem w latach pięćdziesiątych, gdy zdecydowała się na niego armia ONZ walcząca w Korei.

Amatorzy nowinek mogą liczyć także na nową Hondę Accord, poprawioną wersję Nissana Almera czy też Citroena C3 Pluriel. Wreszcie, w kwietniu przyszłego roku w Polsce ruszy sprzedaż pierwszego modelu Mazdy produkowanego w Europie. Samochód, który od sierpnia jest sprzedawany jako nowa wersja modelu Demio, u nas będzie znany jako Mazda 2. Może się jednak okazać po raz kolejny, że nawet premiery nowoczesnych aut nie wpłyną na poprawę koniunktury.

Kres marzeń

Kłopoty Daewoo i Fiata mogą posłużyć za ilustrację pewnego niepokojącego zjawiska. Od kilkunastu miesięcy w dużym tempie spada udział produkcji lokalnej w sprzedaży nowych samochodów. Jeszcze w grudniu 1999 roku prawie trzy czwarte nowych samochodów sprzedawanych w Polsce pochodziło z polskich fabryk, podczas gdy z importu trafiało na nasz rynek tylko 25 proc. aut osobowych. Dziś te proporcje uległy niemal idealnemu odwróceniu. Łatwo wytłumaczyć stagnację w przypadku zakładów Daewoo na Żeraniu, których dalszy los wciąż jest niepewny. Sytuacja fabryki Fiat Auto Poland także nie budzi entuzjazmu. Z tyskich linii montażowych zjechało w tym roku tylko 26 tys. aut, czyli aż o 44 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2001 roku. Krajowa produkcja GM umiejscowiona w Gliwicach również musiała zostać w dużym stopniu wsparta importem, gdyż spadła prawie dokładnie o połowę. Wnioski nie są zbyt budujące — wygląda na to, że wizerunek Polski jako motoryzacyjnego zagłębia Europy można już dziś włożyć między bajki. Pozostaje tylko postawić pytanie — czy były szanse na uniknięcie takiego rozwoju wypadków?

Rządy do tablicy

Winnych zaistniałej sytuacji nie trzeba zbyt daleko szukać. Kolejne ekipy rządzące nie wprowadziły strategii wspierającej inwestycje w branżę motoryzacyjną, gdy jeszcze było coś w tej sprawie do naprawienia. Teraz jest już chyba za późno. Można ironizować, że podobnie niefrasobliwe podejście do producentów aut znakomicie wpisuje się w tzw. całokształt działań na rzecz motoryzacji. Podnoszenie akcyzy na paliwo oraz podatku VAT z pewnością nie przysłużyło się jej rozwojowi w Polsce. Dodajmy, że niewiele zyskał także budżet państwa — tegoroczne dochody płynące z obu wspomnianych źródeł to zaledwie 2,2 mld zł, czyli ponad 35 proc. mniej niż w 2001 roku. Założenia resortu finansów były więc w tym przypadku równie precyzyjne, co przy podatku od oszczędności bankowych.

Kolejnym pomysłem rządu jest wprowadzenie winiet na korzystanie z dróg krajowych. Niektórzy obawiają się niekorzystnego wpływu tej decyzji na rynek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Maciejewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Krajowy rynek oczekuje wzrostów