Krew i Róża: staropolskie jadło

Jarosław Królak
opublikowano: 29-03-2002, 00:00

Na Grodzkiej, przy krakowskim rynku, stoją u wejścia do lochu dwaj zmarznięci mnisi. Spod bernardyńskich kapturów wyzierają szpetne twarze, przywodzące na myśl ponure stronice prozy Umberto Eco.

I wejść straszno, i ominąć niepolitycznie. Ale jeśli masz serce rycerskie, nie wahaj się, zejdź w te mroczne podziemia i zobacz — co jest Róża i Krew.

Zrazu wydaje się, że to mały lokal, ale im bardziej zapuszczasz się w głąb, tym więcej nowych sal odkrywasz po drodze.

Na stołach garnce ze smalcem i twarogiem, chleb. W karcie również dania z epoki — bigos, kotlet wieprzowy z kością, kicha itd. Nie dostaniesz tu coca-coli czy innych takich napitków. Woda źródlana, kompot i wyciskane soki — tego można oczekiwać.

Wziąłem deskę mięs surowych w marynacie i płytę polskich serów — bunc, oscypek i biały. Punkt dla ponurych mnichów. Właściwie już przy zupach trzeba poluzować pasa. Żur kiszony ze zboża z kiełbasą, jajem i majerankiem jako pierwsza przymiarka do wielkanocnej uczty. Białogłowa, ptaszyna moja, co zeszła ze mną w krakowskie podziemia, ufna w siłę mego miecza, zachwyciła się kremem z borowików zakrytym francuskim ciastem. Drugi punkt dla mnichów i luzowanie pasa. Rycerskie gęby wokół, utłuszczone jadłem — niby pełno ludzi, a cicho. Niby ciemno, a widać jak rumienieją nad stołem.

Kazałem podać wieprza pieczonego ze śliwką, czosnkiem i żurawiną, a moja turkaweczka wybrała perliczkę z wiśniami, upieczoną z serem, szynką i gruszką. Do tego kielich węgrzyna. Ekstraordynaryjne! Mnisi górą. Na deser podano gruszkę pieczoną w miodzie i koniaku. Była gorąca, nie za twarda, nie za miękka, słodka i z charakterem. Już nie ma czego luzować w pasie.

Na koniec gospodarz częstuje gości nalewką na płatkach róży o pięknym aromacie, a jeśli to niedziela — daje też sernik. Ot tak, od siebie.

Dla rycerzy, co przyjmują gości z zamorskich krajów, te piwniczki sprzed pięciu wieków i te polskie dania z pieca i kotłów, a nie mikrofali, to wielka atrakcja. Tu się nie je, lecz biesiaduje. Jeśli chcesz, waćpan, dobre interesa ugadać a kiesie zapewnić tłuste lata, tu spotkaj swoich gości. Jest specjalna sala z wielkim stołem, na którym siedem grzechów głównych wymalowano w pastelowych kaflach.

Dla biesiady w interesach zamów Tarczę Rycerską. Dadzą ci na niej wszystko, czego potrzebujesz, by rozgrzać serca i brzuchy stołowników, a uśpić ich czujność i osłabić przebiegłość. Zważ, by i twoja spać nie poszła. Tarcza rycerska to półmich wielkości koła od wozu. Na nim jagnięcina z cebulą i grzybami, wieprz pieczony w czosnku, ciele z żurawiną, ziobro z wieprza, udźce z indyka i kapłona, zrazy, kiełbasy pieczone, trzy rodzaje pierogów, kasze, kopytka i tak dalej, i tak dalej... aż do świtu. Tarczę mogą przygotować dla 4 osób i więcej, aż i do dwudziestu. Kosztuje 380 złotych od biesiadnika.

l Tomasz Górzyński, szef kuchni, poleca szynkę z konfiturami i chrzanem

Składniki:

20 dag szynki, łyżka oleju,

25 dag masła,

200 g konfitury wiśniowej,

100 g chrzanu tartego, sok z połówki cytryny,

3 ząbki czosnku, sól

Na suchej patelni prażymy lekko posolony czosnek. Uprażony zrzucamy do innego naczynia. Oliwę i masło rozgrzewamy na patelni, obsmażamy szynkę z dwóch stron. Zdejmujemy szynkę na talerz, a do powstałego na paletni sosu dodajemy pozostałe składniki. Mieszamy. Polewamy szynkę i dekorujemy czosnkiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy