Krok w kierunku satelitarnej niezależności

Wojciech Chmielarz
29-10-2007, 00:00

Europejski Galileo ma być konkurencją dla amerykańskiego systemu GPS. Rywalizacja rozpocznie się w 2012 r.

Chociaż niektórzy wciąż traktują nawigację satelitarną jako ułatwiającą życie ciekawostkę, to w rzeczywistości trudno sobie bez niej wyobrazić nowoczesną gospodarkę. GPS stosuje się w nawigacji, w systemach zarządzania flotami, w bankach, przy pomiarach geodezyjnych, w sektorze energetycznym, w hydrologii czy inżynierii ruchu drogowego. Zastosowań jest tak dużo, że trudno sobie wyobrazić, jak moglibyśmy się obyć bez GPS. Od kilku lat Unia Europejska wraz z Europejską Agencją Kosmiczną budują konkurencyjny system Galileo. Po co?

— Decyzja o budowie systemu Galileo jest decyzją gospodarczą i polityczną. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że GPS został stworzony i dalej jest administrowany przez armię Stanów Zjednoczonych. To bardzo mało prawdopodobne, ale można sobie wyobrazić sytuację, w której wojskowi odetną cywilów od satelitarnej nawigacji. Stąd decyzja Unii Europejskiej i Europejskiej Agencji Kosmicznej — tłumaczy Anna Kobierzycka z Polskiego Biura do spraw Przestrzeni Kosmicznej.

Byle do 2012

Droga do Galileo jest długa i kręta. Zaczęła się pod koniec lat 80. XX wieku, kiedy pojawił się pomysł. Zakończyć ma się w roku 2012, kiedy system osiągnie pełną funkcjonalność. Po drodze był nieudany eksperyment z partnerstwem publiczno-prywatnym. Po długich i zakończonych fiaskiem rozmowach z konsorcjum zainteresowanym udziałem w projekcie Komisja Europejska (KE) wraz z Europejską Agencją Kosmiczną (European Space Agency — ESA) zdecydowały się wybudować Galileo własnymi siłami. KE odpowiada za stronę ekonomiczną oraz polityczną, a ESA za techniczną. Ostatecznie system ma się składać z trzydziestu satelitów.

— Satelita nawigacyjny to po prostu orbitujący zegar atomowy, który nadaje swoją pozycję i czas. Odbierając sygnały z 4 takich satelitów, możemy utworzyć układ, 4 równań z 4 niewiadomymi. Rozwiązując ten układ możemy określić pozycję anteny odbiornika z dokładnością metrów, a w geodezji satelitarnej nawet milimetrów. Jak widać, czas odgrywa kluczową rolę w całym systemie — tłumaczy dr Jerzy Nawrocki z Laboratorium Astrogeodynamicznego CBK PAN w Borowcu pod Poznaniem, gdzie pracuje się nad „polską” częścią systemu.

Polacy biorą udział między innymi w projektowaniu wyspecjalizowanych odbiorników do transferu czasu, urządzeń, które umożliwiają porównywanie wskazań zegarów atomowych na odległość z dokładnością poniżej nanosekundy czy przygotowują zastosowania techniczne i naukowe Galileo w dziedzinie czasu i częstotliwości. To ważne elementy całego systemu, ale faktem jest, że Polska wpłaca więcej pieniędzy na jego budowę, niż dostaje za opracowane przez naszych specjalistów technologie. Trzeba jednak przyznać, że Polacy mają dużą konkurencję. Oprócz państw europejskich w budowę Galileo zaangażowały się Chiny i Izrael. Jak widać, „niezależność satelitarna” od Amerykanów (system GPS) i Rosjan (system Glonass) jest ważna i dla nich.

Rzut oka na rynek

Według badań udostępnianych przez Polską Agencję do spraw Przestrzeni Kosmicznej, w 2020 r. na świecie ma być 3 miliardy odbiorników nawigacji satelitarnej, a wartość rynku i produktów sięgnie 275 mld EUR. Jest się o co bić. Już teraz przedsiębiorstwa z branży zachwalają swoje usługi.

— GPS wykorzystujemy m.in. w aplikacji służącej przedsiębiorstwom do monitorowania środków transportu, w tym pojazdów specjalistycznych. Sprawne zarządzenie flotą pojazdów zwiększa skuteczność działań logistycznych, które w rezultacie przynoszą oszczędności i podnoszą konkurencyjność przedsiębiorstwa. Wdrożenie systemu do zarządzania flotą pojazdów zaowocowało u jednego z naszych klientów obniżeniem zużycia paliwa o 21 proc. GPS jest również wykorzystywany w aplikacjach dla brygad pracujących w terenie, stosujących urządzenia PDA. Komputery przenośne w tym przypadku wspomagają procesy oceny stanu technicznego oraz inwentaryzacji danych (obiektów) w terenie. Ocena obiektu, dokonana przy użyciu urządzenia przenośnego po powrocie pracownika do zakładu pracy, jest automatycznie importowana do głównego systemu. W ten sposób zgromadzone dane dostępne są już z poziomu przeglądarki internetowej. Dzięki temu oględziny stanu technicznego obiektów w terenie przebiegają szybko i sprawnie — wyjaśnia Michał Dziudziel z zielonogórskiej spółki Rector.

W przyszłości coraz powszechniejsze stanie się również zastosowanie systemu nawigacji satelitarnej do celów prywatnych.

— Przyszłość takich usług to rynek masowy, na którym zwykły Kowalski mógłby kupić w supermarkecie na przykład specjalne urządzenie do śledzenia swojego partnera, dziecka czy też domowego czworonoga. I choć z etycznego punktu widzenia może to wywołać sporo kontrowersji, rynek ten z pewnością będzie się dynamicznie rozwijał i znajdował rzesze klientów — mówi Łukasz Brzostek z firmy Imagis.

Miejsce dla Galileo

Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Galileo? System ma być przede wszystkim konkurencją dla GPS. Szczególnie w Europie, ponieważ jako system rodzimy ma oferować dokładniejsze pomiary niż amerykański.

— W związku z tym urządzenia nawigacyjne, które będą powstawać na bazie Galileo, z pewnością stworzą ostrą konkurencję rynkową urządzeniom GPS. Można sobie również wyobrazić sytuację, że na rynku zaczną pojawiać się urządzenia posiadające zarówno anteny GPS, jak i działające z systemem Galileo. Takie połączenie zapewne wpłynie w pewnym stopniu na cenę tych urządzeń, ale ich atrakcyjność może przyciągnąć wielu klientów — twierdzi Łukasz Brzostek. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Krok w kierunku satelitarnej niezależności